×

Żony w obronie mundurowych. „Nasi chłopcy też są zmarznięci, głodni i brudni”

Przez niektórych podziwiani, przez innych uważani za bezdusznych, a nawet nazywani „mordercami”. Niezależnie od tego, co się o nich mówi, po prostu wykonują swoją pracę. A ta z pewnością do łatwych nie należy. Żony w obronie mundurowych: „Nasi chłopcy też są zmarznięci, głodni i brudni”. Kobiety opowiadają o tym, z czym muszą się zmagać na co dzień.

Żony w obronie mundurowych

Trwa kryzys migracyjny na granicy Polski z Białorusią. Integralności terytorialnej Polski strzegą żołnierze, policjanci i strażnicy graniczni. Nie wiedzą, co przyniesie jutro, ani czy kolejny dzień lub kolejna noc służby nie zakończy się informacją o „rannym funkcjonariuszu”, zaatakowanym przez agresorów. Wiele godzin spędzają na chłodzie, ciągle czujni. Migranci rzucają w nich kamieniami, gałęziami, granatami, kostką brukową – tym, co akurat wpadnie w ręce.

Mundurowi wiedzą, że niekoniecznie mogą liczyć na wsparcie ogółu. Mają świadomość, że pluje się na nich i poniża. Niedawno głośno było o wulgarnym wpisie Barbary Kurdej-Szatan, która stwierdziła, że funkcjonariusze Służby Granicznej to „mordercy”.

Portal WP postanowił spojrzeć na tę sprawę z innej perspektywy. Pozwolił, by to żony mundurowych zabrały głos.

Jedną z kobiet jest Ewelina, która, chociaż ma męża, mówi o sobie „samotna matka”. Dlaczego? Jej wybranek jest żołnierzem. Od 13 lat przez siedem miesięcy w roku musi samotnie radzić sobie z obowiązkami i dziećmi. Mąż Eweliny jest gościem we własnym domu.

Dzieciom łatwiej wytrzymać rozłąkę, gdy postrzegają tatę, jako bohatera, który w mundurze strzeże bezpieczeństwa i spokoju. Tymczasem słyszą krzywdzące komentarze, które porównują ojca do potwora.

Bardzo się zawiodłam na Polakach, kiedy czytałam te wszystkie nienawistne komentarze. „Dlaczego funkcjonariusze są tacy bezduszni, dlaczego nie pomagają?”. (…) A przecież to też są ludzie. Mają sumienie i uczucia, ale nie zawsze mogą z nich skorzystać. Idąc do wojska, Policji czy Straży Granicznej, przysięgali bronić ojczyzny. A kiedy wypełniają tę przysięgę, wylewa się na nich hejt

– mówi rozgoryczona Ewelina.

Cały ten hejt uderza nie tylko w mundurowych, ich żony i matki, ale również w dzieci. Nasza córka ma 9 lat i zdarza jej się przeczytać coś przykrego w Internecie. Widzi na zdjęciu ludzi w mundurach, a pod nim mocne oskarżenia. I pyta: „Dlaczego oni tak mówią o tych panach? Przecież oni są jak tata”. Jak to wytłumaczyć dziecku?

– pyta kobieta.

Codziennie śledzą, co dzieje się na granicy

Wszyscy z niepokojem spoglądamy w stronę polsko-białoruskiej granicy. Ale one śledzą medialne doniesienia z zapartym tchem. Gdy wiedzą, że ich mąż ochrania właśnie granicę, drżą, czy wróci bezpiecznie do domu. W końcu już kilka razy słyszeliśmy o rannych funkcjonariuszach. A sytuacja wciąż jest napięta.

My tym żyjemy. To nasz chleb powszedni. Cały czas jest włączony telewizor, czytamy wiadomości w Internecie. Nie da się od tego odciąć

– opowiada Ewelina.

Boję się, bo nie wiem, czy on wróci. Na granicy wszystko może się wydarzyć. Wiem, że kiedy mąż tam pojedzie, wyleje się na niego hejt. Dowie się, że jest pozbawiony sumienia i nie stać go nawet na odrobinę współczucia

– dodaje kobieta.

Podobne odczucia ma Magdalena, która uważa, że zdecydowanie za mało mówi się o krzywdzie naszych polskich dzieci, tych, których ojcowie strzegą granicy państwa.

Ostatnio bardzo źle w różnych mediach pisze się o funkcjonariuszach Straży Granicznej i innych służbach stacjonujących na naszej wschodniej granicy. Sytuacja imigrantów na granicy jest tragiczna, szczególnie dzieci, to fakt. Ale w tym wszystkim zapomina się o naszych, polskich dzieciach. A przecież większość funkcjonariuszy ma rodziny. Ich dzieci słyszą, co się dzieje i coraz bardziej boją się, że tacie lub mamie przydarzy się coś niedobrego (…)

– wyjaśnia Magdalena.

Żona mundurowego podkreśla, że wyjazd męża na granicę przeżywa cała rodzina. Problemem jest nie tylko niebezpieczna służba, ale i warunki, w jakich trzeba ją pełnić.

My zostajemy w ciepłym domu, a oni śpią w namiotach i marzną. Dostają grochówkę albo suchy prowiant i muszą na tym przeżyć. Chodzą po lesie i nigdy nie wiadomo, czy ktoś ich od tyłu nie zajdzie i nie zaatakuje. Są takim mięsem armatnim, bo jak coś się wydarzy, coś wybuchnie, to oni pójdą pierwsi. (…) Także nasi chłopcy też są zmarznięci, głodni i brudni

– przypomina Ewelina.

Chociaż każdy z funkcjonariuszy świadomie decyduje się na służbę, tak naprawdę podejmuje decyzję nie tylko za siebie, ale i za swoich bliskich. To oni drżą o losy taty, męża, syna czy brata, niejednokrotnie także mamy, żony, córki czy siostry, bo przecież i kobiety pełnią służbę. Hejt jest ostatnią rzeczą, jakiej w tej sytuacji potrzebują.

Fotografie: Twitter (miniatura wpisu), Twitter

Może Cię zainteresować

zamknij