×

Makabra pod Stalową Wolą. Wstrząsająca relacja świadków, którzy ruszyli z pomocą

Makabra pod Stalową Wolą wstrząsnęła całą Polską. Bezradność, smutek, rozgoryczenie — właśnie to widać w oczach świadków, którzy byli przy tej ogromnej tragedii. Mimo upływającego czasu, ból nie mija. Program TVN UWAGA! dotarł do ludzi, którzy próbowali ratować Marzenę i Mariusza K.

Makabra pod Stalową Wolą

Feralnego dnia najmłodszy z trójki rodzeństwa chłopiec zranił się podczas zabawy. Rodzice zabrali go do szpitala. Nie mogli przypuszczać, że na drodze będzie czyhać na nich śmierć…

Gdy wracali do domu pędzące ze Stalowej Woli sportowe audi uderzyło czołowo w ich samochód. Tego popołudnia padał deszcz. Kierowca audi miał 2,89 promila alkoholu we krwi. Pod koniec kwietnia policja zabrała Grzegorzowi G. prawo jazdy za znaczne przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Ale najwyraźniej 37-latek nie wyciągnął żadnych wniosków. Doprowadził do tragedii, która złamała życie trzech niewinnych chłopców.

Od wypadku, który przeżył tylko niespełna 3-letni chłopiec minęło 1,5 miesiąca. Ludzie z czasem zapomną, a media zajmą się kolejnymi ważnymi tematami. Ale ten chłopiec i jego bracia już do końca życia będą żyć ze świadomością, że w ułamku sekundy stracili rodziców. Już nigdy nie zobaczą mamy i taty, nie przytulą się do nich, nie wyżalą, nie zwrócą po pomoc.

„Tego nie da się wymazać z pamięci”

Strażacy, żołnierze, medycy —  chociaż widzieli już wiele, są zgodni —  to jeden z tych wypadków, których nie da się wymazać z pamięci do końca życia.

Reporter programu TVN UWAGA! rozmawiał między innymi ze strażakami, żołnierzem wojsk obrony terytorialnej i ratownikiem medycznym uczestniczącymi w akcji ratowniczej. Ich relacja z tego zdarzenia poraża. W każdym słowie można wyczuć ogromny żal, w oczach widać smutek.

Samochody były rozbite do tego stopnia, że urwana była kolumna kierownicy w audi A4. Dwójkę osób ewakuowaliśmy i przystąpiliśmy do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Mimo naszego wyszkolenia, mimo naszego doświadczenia, mimo użycia specjalistycznego sprzętu, byliśmy bezradni

– mówi jeden ze strażaków.

Siła uderzenia była tak ogromna, że nie byliśmy w stanie tym ludziom pomóc.

– dodaje mężczyzna. Gdy wraca do tamtego zdarzenia, w jego oczach widać ogromne przygnębienie.

Widok tych osób (…) był nie do opisania tak naprawdę. Jak zobaczyłem te ciała, ludzi, leżących w tym aucie, to dziecko wyciągane z auta, płaczące… (…) naprawdę ciężko to mi opisać do tej pory

– mówi przejęty żołnierz. To młody mężczyzna, jeden z pierwszych, którzy pospieszyli z pomocą.

Chłopiec pytał, czy to jego wina

2,5-letni chłopiec jako jedyny przeżył wypadek. Gdy w auto rodziny wjechał rozpędzony Grzegorz G., chłopiec siedział w foteliku, przypięty pasami. Malca wyciągnięto z wraku auta. Był cały i zdrowy, ale przerażony. Nie wiedział, co się właśnie stało. Płakał, chciał wrócić do mamy. Potem ze zmęczenia zasnął.

Ja go chwyciłem chwilę za rękę i (…) już tej ręki nie chciał puścić przez całą drogę

– wspomina ratownik medyczny, który jechał z chłopcem do szpitala.

To on podjął decyzję o odstąpieniu od czynności ratunkowych. Wiedział, że dla rodziców 2,5-latka już nic nie mogą zrobić. Jak przyznaje w rozmowie z reporterem „Uwagi”, miał takie poczucie, że to on odebrał mamę chłopcu.

2,5-latek był zdezorientowany i przerażony.

Pytał się cały czas, czy to jego wina, czy to on coś złego zrobił, że tak się stało…

– relacjonuje żołnierz.

37-letnia Marzena K. i 39-letni Mariusz K. z Przędzla na Podkarpaciu znali się od kilkunastu lat. Byli zgodnym i szczęśliwym małżeństwem. Osierocili trzech chłopców. Grzegorz G., pijany kierowca samochodu, który wjechał w rodzinę, przeżył wypadek.

Fotografie: YouTube

Może Cię zainteresować

zamknij