×

Kim był 34-letni Bartek z Lubina? Mężczyzna zmarł po zatrzymaniu przez policję

Kim był 34-letni Bartek z Lubina? Mężczyzna miał bardzo trudne i skomplikowane życie. Zamierzał jednak stawić czoła nawet największym problemom i wyjść na prostą. Niestety jego plany przedwcześnie zakończyła brutalna interwencja policjantów.

Śmierć w Lubinie

Polacy nie ochłonęli jeszcze po tragedii, jaka rozegrała się w Katowicach i śmierci 19-letniej Basi, a już spore emocje wzbudza kolejna smutna historia.

34-letni Bartek S. z Lubina zmarł w ubiegły piątek. Wciąż trwają dyskusje, czy zgon nastąpił w momencie obezwładniania go przez funkcjonariuszy policji, czy też doszło do niego później. Niezależnie od tego, jaką wersję przedstawi prokuratura, społeczeństwo winą za śmierć 34-latka obarcza policjantów.

Na nagraniach krążących w sieci wyraźnie widać, że doszło do nadużycia władzy ze strony funkcjonariuszy. Z drugiej strony pojawiają się argumenty mówiące o tym, że mężczyzna był pod wpływem narkotyków, a co za tym idzie policjanci musieli reagować ostro.

Z relacji siostry Bartka, cytowanej przez portal natemat.pl dowiadujemy się, co skłoniło mężczyznę do poszukiwania wytchnienia w świecie używek. Kobieta opowiada o chorobie psychicznej 34-latka i o tym, jak osamotniony był w swojej walce.

Tydzień temu w poniedziałek zabrałyśmy go z mamą ze szpitala psychiatrycznego w Lubiążu. Chciałyśmy po raz kolejny namówić go na leczenie. Bartek miał problem z używkami, ale próbował się podnieść. Teraz jego celem był Kraków. Tam chciał zacząć nowe życie. Miał nadzieję, że sam z tego wyjdzie, że jakoś się podniesie. Miał bardzo duże wsparcie psychiczne od mamy.

Kim był 34-letni Bartek z Lubina?

Gdy na jaw wyszło, że Bartek S. zmagał się z uzależnieniem od narkotyków, mężczyźnie została przypięta łatka narkomana. Jego bliska znajoma, która poznała go już w dzieciństwie uważa, że jest to bardzo krzywdzące myślenie. 34-latek miał problemy, ale nie był złym człowiekiem.

Boli mnie, że ludzie zaczynają iść w kierunku, że to ćpun, że nie żal ćpuna. Ok, miał problemy. Ale one były cykliczne. On nie był ćpunem, który wpadał i miesiącami ćpał. On był osobą uzależnioną, która nie dostawała odpowiedniej pomocy od naszego systemu. To nasz system jest słaby, nieuszczelniony. Był w szpitalu w Lubiążu, wcześniej w Bolesławcu, ale na zasadzie podleczenia i wypuszczenia. A potem niech rodzina dalej się martwi

– mówiła koleżanka 34-latka w rozmowie z portalem natemat.pl.

Z kolei, ojciec Bartka zauważa, że jego syn chorował na cukrzycę.

Prochy brał od około 10 lat. Ale to nie było tak, że codziennie. 3-4 miesiące funkcjonował normalnie. Chciał z tego wyjść. Mówił zawsze: „Mamo, ja z tego wyjdę sam”. Jeździł do Monaru w Legnicy. Próbował to rzucać, jeździć na rowerze. Pracował jak można. Ostatnio w sklepie spożywczym. Miał marzenie, żeby pracować na stacji benzynowej. […] Na taką śmierć nikt nie zasługuje. Oni go tak potraktowali, jakby granatami czy z pistoletu maszynowego do ludzi strzelał.

34-latek mieszkał z babcią w jednym z lubińskim bloków. Zajmował się staruszką, ponieważ jego najbliżsi wyemigrowali do Niemiec. Bartek nie chciał jednak opuszczać Polski.

„To żaden menel”

Mama oraz siostra Bartka wraz z rodziną na co dzień mieszkają w Niemczech. Bartek czasem u nich pomieszkiwał, ale ostatecznie zawsze wracał. Jego przyjaciółka wspomina:

 Jak działo się z nim źle, rodzice go zabierali. Ale nie czuł, że to jego miejsce na Ziemi. Źle się czuł, za każdym razie wolał wracać do domu. Tu opiekował się babcią, złego słowa nie można powiedzieć. Moi rodzice nie raz widzieli, jak siedziała na wózku, jak ją podwoził. Był bardzo rodzinny. Miał bardzo dobre, ciepłe relacje z mamą. I o nas, przyjaciół, znajomych, też zawsze bardzo myślał. To był bardzo dobry człowiek.

Kobieta zarzeka się, że Bartek nie był ulicznym chuliganem. Pochodził z dobrej rodziny i zadawał się z normalnymi ludźmi.

To nie był żaden menel. Miał marzenia, pochodził z normalnej rodziny, miał normalnych przyjaciół bez kartotek przestępczych. Jak było z nim dobrze, potrafiliśmy codziennie być na komunikatorze. Nagrywał się, wysyłał jakąś piosenkę, czy jak tańczy do kamery. Był wesoły, zabawowy, pozytywnie zakręcony. Zapraszał na spacery, do kina. Był bardzo serdeczny. Jak się nie odzywał, czułam, że albo jest w Niemczech, albo ma nowy problem z używkami.

Trwa śledztwo w tej sprawie. Matka zmarłego poinformowała media o tym, że policja skonfiskowała jej telefon, którym nagrała moment brutalnego aresztowania syna.

Fotografie: Twitter

Może Cię zainteresować

zamknij