×

Młody piłkarz pomachał do kamery, po czym popełnił samobójstwo! Jego bliscy są zrozpaczeni

Sport był całym jego życiem. Od małego marzył o zostaniu zawodowym piłkarzem, w związku z czym całe dzieciństwo spędził na stadionie. Niestety, plany pokrzyżowała mu kontuzja. Miał jednak plan B i został ratownikiem wodnym, po czym znów zmienił pracę. Pewnego dnia stało się coś, co wstrząsnęło całym najbliższym otoczeniem młodego chłopaka. 21-letni Hubert popełnił samobójstwo. Pomachał do kamery, która wisiała na budynku i poszedł pod most, gdzie odebrał sobie życie.

Reklama

Piłka nożna była całym jego życiem

Hubert mieszkał w niewielkiej miejscowości w woj. lubelskim nieopodal stadionu. Stadionu, na którym spędził znaczną część swojego dzieciństwa. To tam rozwijał swoją pasję, jaką była piłka nożna.

 To był początek jego przygody ze sportem. Później zaczął grać w klubie i wyjeżdżać na pierwsze zawody. Jak szedł do szkoły średniej, to powiedział mi, żebym nie wymagała od niego, że będzie się dużo uczył, bo on kocha grać w piłkę

– wspomina w rozmowie z Onetem mama Huberta, pani Agata.

Reklama

Hubert szybko zyskał sobie ksywkę „pawian”, bo gdy stał na bramce, wkładał w to całego siebie, nie kalkulował i rzucał się na piłkę niczym zwierz. Swoją postawą zawsze wyróżniał się na boisku. Podążając za marzeniami Hubert poszedł do szkoły sportowej do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie zamieszkał w internacie. Wkrótce Warta Gorzów wypożyczyła go z jego starego klubu. Wszystko zaczynało się układać w jedną, piękną całość.

Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Kariera piłkarska stanęła pod znakiem zapytania

Piłka ewidentnie była u Huberta na pierwszym miejscu. Odbiło się to na wynikach w szkole, a w konsekwencji także niezdaną maturą.

Niestety nie zdał matury. Podejrzewam, że go to trochę podłamało. Po szkole wrócił do Zielonej Góry, do swojego starego klubu, wciąż trenował

– opowiada mama Huberta.

Reklama

Kiedy Hubert miał 19 lat, doznał poważnej kontuzji.

Podczas jednego z treningów doznał poważnej kontuzji. Pękło mu więzadło krzyżowe w kolanie. Konieczna była operacja

– dodaje pani Agata.

Reklama

Młodego chłopaka czekała roczna rehabilitacja. Wiedział natomiast, że gdy zaleczy kontuzję, wróci do gry. Tak też zrobił, ale nigdy nie odzyskał już dawnej formy.

Myślę, że to był dla niego cios. Kluby na wyższym poziomie stały się dla niego niedostępne. Kolegom się udało, niektórzy wyjechali do Niemiec

– opowiada pani Agata.

Reklama

Plan B i kolejna zmiana

Hubert zawsze miał jakiś plan B. Tym planem była praca ratownika wodnego, na którego szkolił się jeszcze w czasie szkoły średniej. Pracował na miejskich kąpieliskach, m.in. w swojej rodzinnej miejscowości i w Zielonej Górze.

Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Niedługo po tym, jak poznał dziewczynę, jego życie znów potoczyło się w innym kierunku.

W tamtym czasie poznał dziewczynę. Razem wyjechali do Poznania, do pracy. Była zima 2021 r. Zatrudnili się w firmie, która budowała hale przeładunkowe. Na początku wszystko było w porządku: mieli zapewnione mieszkanie, dostawali pensje

– relacjonuje pani Agata.

Niestety, firma w pewnym momencie stała się niewypłacalna. Para była zmuszona wrócić z Poznania przed Bożym Narodzeniem.

Zadzwonił, że nie przyjadą do mnie na święta. Hubert powiedział, że spędzi je u babci, a do mnie przyjedzie w styczniu

– wspomina pani Agata, która już nigdy więcej nie zobaczyła syna żywego.

21-letni Hubert popełnił samobójstwo

Hubert miał bardzo dobry kontakt z mamą. Dzwonili do siebie praktycznie codziennie i rozmawiali o wszystkim. Początkiem stycznia, kiedy Hubert przebywał jeszcze w domu swojej babci, również rozmawiał z mamą.

Powiedział, że pokłócił się z dziewczyną, bo ona chce wracać do Poznania, a on nie. Pytał mnie, co ma robić. Odpowiedziałam, żeby postępował w zgodzie ze sobą. „Rób to, co czujesz, nie patrz na innych”

– radziła mu mama.

21-latek odpowiedział, że musi się z tą decyzją przespać. Oboje mieli się zdzwonić po raz kolejny po godzinie 14.00. Jednak około 15.00 do pani Agaty zadzwonił jej starszy syn, który jest strażakiem ochotnikiem. To był moment, w którym świat dla kochającej matki się zatrzymał.

Mamo, dostaliśmy wezwanie. Powiesił się młody chłopak. To Hubert

– powiedział pani Agacie starszy syn.

Co ty gadasz za głupoty? Dziecko, to nie może być prawda

– wykrzyczałam do starszego syna przez telefon.

Niestety, starszy brat Huberta miał rację.

Jak wyglądały ostatnie chwile życia niespełnionego piłkarza? 21-latek wychodząc z domu powiedział babci, żeby nie robiła dla niego obiadu, po czym pomachał do kamery zamontowanej na budynku. To było jego pożegnanie. Następnie poszedł pod most, gdzie popełnił samobójstwo.

Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Hubert popełnił samobójstwo. „Tego nie da się zrozumieć”

Mama Huberta wciąż nie potrafi zrozumieć decyzji syna i pogodzić się z tym, co się stało. Nie widziała żadnych niepokojących sygnałów, które mogłyby zwiastować tak potworną tragedię.

Nie rozumiem, czemu do mnie nie zadzwonił i nie powiedział, że mu źle, że nie wie, co ma zrobić. Czemu nie poprosił mnie o pomoc?

Zawsze był uparty i wszystko robił po swojemu. Odszedł też na swoich zasadach. Tylko zostawił nas w cierpieniu. Tego chyba nie da się zrozumieć. Trzeba się z tym oswoić i żyć dalej (…). Każde takie zdarzenie wpływa na tak wiele osób. Syn koleżanki często pakuje do plecaka wkłady do zniczy i idzie na grób Huberta. Jego przyjaciel do dzisiaj powtarza, że nie może w to uwierzyć. Wszyscy pytają: jak to możliwe? Nie mamy na to odpowiedzi.

– dodaje pani Agata.

Źródła: kobieta.onet.pl
Fotografie: Archiwum prywatne / Materiały prasowe

Może Cię zainteresować