×

Zmarł podczas interwencji policji. Będzie ekshumacja zwłok Rafała Lorka

W marcu tego roku Rafał Lorek zmarł podczas interwencji policji. Od tamtej pory rodzina mężczyzny próbuje wyjaśnić, co właściwie się stało feralnego dnia. Wreszcie prokuratura podjęła decyzję – będzie ekshumacja zwłok 42-latka z Gdańska.

Zmarł podczas interwencji policji

Ta sprawa ciągnie się już od wielu miesięcy, a rodzina nadal nie może zaznać spokoju. 3 marca bieżącego roku 42-letni Rafał Lorek wrócił z Hamburga do Gdańska. Ok. godz. 18 mężczyzna udał się na spotkanie z byłą partnerką. Chciał się dogadać z kobietą w sprawie opieki nad dzieckiem. Jak się okazało, nie było to spotkanie sam na sam. Była partnerka Lorka czekała na niego w towarzystwie dwóch policjantów w cywilu.

Tego feralnego dnia mój brat przyjechał, żeby wyjaśnić sytuację w sprawie syna. Matka dziecka, niestety, nie pozwalała im na żaden kontakt

– mówi pani Milena, siostra Rafała Lorka w rozmowie z „Faktem”.

Przyjechał w południe. Ona cały dzień utrudniała spotkanie, a w końcu udała się na komisariat policji i zrobiła zgłoszenie. Policja powiedziała jej, żeby umówiła się gdzieś z moim bratem, a ona wybrała miejsce spotkania pod Lidlem przy ul. Staropolskiej w Kowalach koło Gdańska

– kontynuuje.

Potem sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Policjanci przystąpili do zatrzymania 42-latka. Jak wyjaśniają, mężczyzna był poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności. Do tego była partnerka Lorka zgłosiła funkcjonariuszom, że boi się o swoje życie. Mężczyzna miał jej grozić.

Próbował uciekać

Gdy mężczyzna zorientował się, że ma do czynienia z policjantami, rzucił się do ucieczki. Wtedy policjanci użyli siły.

Policjanci przy podjęciu interwencji wydali mężczyźnie polecenie do zatrzymania się – krzyknęli m.in. „stój policja!”. Mężczyzna, gdy usłyszał polecenie usiłował uciec w kierunku zaparkowanego pojazdu. Policjanci uniemożliwili mu to, stosując siłę fizyczną oraz wobec stawiania przez mężczyznę czynnego oporu zastosowali chwyty obezwładniające, po czym przystąpili do założenia kajdanek

— relacjonuje sierż. sztab. Karol Kościuk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim.

W pewnym momencie wydarzyło się coś, co znamy już zbyt dobrze z innych tego typu historii. 42-latek po prostu przestał stawiać opór. Przestał też przejawiać jakiekolwiek oznaki życia…

Czy policjanci zrobili to, co musieli? A może o wiele za dużo? Zdaniem bezpośrednich świadków interwencja policji była bardzo brutalna. O wstrząsających szczegółach opowiedziała siostra Lorka w rozmowie z „Faktem”.

Z relacji świadków wynika, że rzucili go na ziemię, założyli mu na szyję tzw. krawat [chwyt obezwładniający polegający na duszeniu – przyp. red.], skuli kajdankami. Brat krzyczał, że go duszą, że łamią mu ręce. Z relacji świadków i wpisów w Internecie wynika, że policjanci przeganiali ludzi, którzy chcieli udzielić pomocy bratu

– opowiada pani Milena.

Gdy na miejscu pojawiło się wsparcie, jeden z policjantów stwierdził, że 42-latek nie daje oznak życia, kazał rozkuć mężczyznę i przystąpił do reanimacji. Niestety ta okazała się bezskuteczna. Po przyjeździe na miejsce karetki, lekarze stwierdzili sinicę i niewydolność krążeniowo-oddechową. Stało się to ok. godz. 19. Rodzina zmarłego twierdzi, że dowiedziała się o wszystkim dopiero przed północą.

Przyjechali bez żadnego wsparcia, bez psychologa i powiadomili nas, mówiąc tylko: „Lorek nie żyje”. Powiadomili nas tak, jakby psa przejechali na ulicy

– wspomina siostra zmarłego.

Rodzina nie ukrywa, że Rafał Lorek miał wcześniej problemy z prawem i był karany. Ale czy to tłumaczy sposób, w jaki zginął?

Będzie ekshumacja

Rodzina jest wstrząśnięta tym, co zaszło 3 marca. Bliscy Rafała Lorka mają wiele wątpliwości dotyczących okoliczności,w jakich doszło do jego śmierci. Szczególnie, że funkcjonariusze nie posiadali kamerek, nie zabezpieczono też nagrań z monitoringów w miejscu, w którym doszło do dramatycznych wydarzeń.

Zapisy zabezpieczone przez prokuraturę przedstawiają jedynie okolice, na których widać, na przykład przejeżdżające karetki, ale nie sam przebieg interwencji. Natomiast, nie ma nagrań ze sklepu Lidl, bo akurat w tym czasie rzekomo miała miejsce przerwa techniczna

— tłumaczy mec. Chmielewskiej-Szczepaniak, pełnomocniczka rodziny.

Rzeczy zmarłego poddano utylizacji. Dlaczego? Tego właściwie nie wiadomo.

Rodzina nie została wezwana na identyfikację zwłok ani przez prokuraturę, ani przez policjantów, ani przez sam zakład medycyny sądowej. Tak naprawdę nie wiemy, przez kogo ciało zostało zidentyfikowane. Ktoś powiedział, że to jest pan Rafał Lorek i tak zostało przyjęte. Pracownik zakładu pogrzebowego twierdzi, że dostał dokument z zakładu medycyny sądowej z informacją, że rodzina zidentyfikowała zwłoki na podstawie zdjęcia MMS. Podpisał go, by móc odebrać ciało

– kontynuuje pełnomocniczka rodziny.

Pytań po śmierci Rafała Lorka pojawiło się bardzo dużo. Odpowiedzi nadal brak. Rodzina próbowała nagłośnić sprawę i wyjaśnić szczegóły. Dzisiaj „Fakt” poinformował, że prokuratura uwzględniła wreszcie wniosek o przeprowadzenie ekshumacji zwłok.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji prokuratury, bo długo o to walczyliśmy. Oczywiście serce nas boli, że brat nie może spoczywać w spokoju. Ale, niestety, inaczej nie dojdziemy do prawdy i sprawiedliwości. On nie zasłużył na taką śmierć. Dla niego walczymy

– przekonuje siostra zmarłego.

Ekshumacja Lorka zostanie przeprowadzona w styczniu lub lutym.

Fotografie: Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij