×

Śmierć 34-letniego Bartka po interwencji policji: kto mówi prawdę?

Śmierć 34-letniego Bartka z Lubina – choć czas mija, w tej sprawie nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi. Rodzina przedstawia swoją wersję wydarzeń, policja swoją. Kto mówi prawdę?

Śmierć 34-letniego Bartka

Jest 25 maja 2020 roku – na jednej z ulic amerykańskiego Minneapolis ginie George Floyd. 46-latek zostaje zamordowany podczas aresztowania przez jednego z policjantów. Mówi, że nie może oddychać. Mimo to funkcjonariusz nadal go poddusza. W końcu Floyd wydaje ostatnie tchnienie.

Nie sposób nie zauważyć podobieństw pomiędzy śmiercią Floyda i tym, co wydarzyło się przed kilkoma dniami w Lubinie. 6 sierpnia ok. 6 rano policjanci z Lubina w woj. dolnośląskim dostali zgłoszenie od mamy Bartka, która poinformowała, że jej syn jest najprawdopodobniej pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna domów.

Chwilę później na ul. Traugutta dotarli policjanci, którzy usiłowali obezwładnić mężczyznę. Ten szarpał się i wzywał pomocy. Funkcjonariusze twierdzą, że 34-latek był agresywny. Mężczyzna był już znany policji. Funkcjonariusze wielokrotnie interweniowali, kiedy był pod wpływem narkotyków. Tym razem interwencja policji miała tragiczny finał.

Do sieci trafił film, na którym widać jak trzech policjantów obezwładnia Bartka, przyciskając go do ziemi. W końcu 34-latek przestaje się ruszać. Wtedy policjanci puszczają go, a bezwiedne ciało zostaje przewrócone na plecy. Jedna z osób klepie 34-latka po policzku, druga sprawdza puls. Gdy 34-latek zaczyna delikatnie ruszać nogami, znów zostaje przyciśnięty do ziemi. Dramatyczne sceny rozgrywają się na oczach rozbudzonych sąsiadów oraz członków rodziny Bartka.

Kto mówi prawdę?

Jak informuje wrocławska redakcja „Gazety Wyborczej”, interwencja policji kończy się w momencie, gdy na miejsce przyjeżdża karetka.

Nie spieszyło im się, nie byli na sygnale. Wrzucili go na nosze i odjechali

– mówi jeden ze świadków.

To, co działo się na ulicy, uwieczniono na nagraniu. A co działo się potem? Czy kiedy Bartek trafił do szpitala, nadal żył? Dolnośląska policja twierdzi, że tak.

Po około dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł

– przekazano w komunikacie.

Ale medycy twierdzą co innego.

W dniu 6 sierpnia o godzinie 6.36 zespół ratownictwa medycznego przywiózł do nas na SOR zwłoki mężczyzny

– poinformowała Małgorzata Bacia, dyrektorka Regionalnego Centrum Zdrowia w Lubinie.

Mama 34-latka usłyszała, że Bartek zmarł w karetce.

Do godziny 10 nikt mi niczego nie powiedział. Szukałam syna po szpitalach, w końcu zadzwoniłam na policję i powiedzieli mi, że… zmarł w karetce

– relacjonowała Jolanta S., cytowana przez „Fakt”.

Niestety sekcja zwłok nie przyniosła rozstrzygnięcia, z jakiego powodu doszło do śmierci 34-latka. Rodzina domaga się powtórzenia badania. Wątpliwości są tym większe, że gdy mama Bartka chciała przed sekcją zobaczyć ciało syna, od prokuratora usłyszała „Po co?”.

Kolejne zdjęcie ciała Bartka z Lubina

W czwartek miała miejsce konferencja prasowa, na której rodzina zmarłego Bartka pokazała zdjęcia głowy 34-latka. Był to szokujący widok.

 

Dziennikarze „Faktu” dotarli do innych fotografii. Widać na nich, że młody mężczyzna został przed śmiercią mocno poturbowany. Na ciele odznaczają się sińce oraz otarcia na rękach i nogach. Widoczne są także punktowe zaczerwienienia na dolnych żebrach oraz miednicy. Bliscy 34-latka żądają, aby ponownie przeprowadzono sekcję zwłok. Jak twierdzą, z pierwszej nawet nie dostali protokołu.

Fotografie:

Może Cię zainteresować

zamknij