×

Strażnicy miejscy przyduszali pasażerkę autobusu. Powodem był pies bez kagańca

Strażnicy miejscy przyduszali pasażerkę autobusu. Funkcjonariusze podjęli radykalną interwencję, ponieważ kobieta podróżowała komunikacją miejską z psem, który nie miał kagańca. Czy zwierzę rzeczywiście stanowiło aż tak duże zagrożenie dla otoczenia?

Incydent w autobusie

W ostatnim czasie dość często pojawiają się doniesienia o poważnych pogryzieniach przez niebezpieczne psy. Nic więc dziwnego, że wiele osób obawia się kontaktów z tymi zwierzętami. Ze względu na zagrożenia, jakie wynikają z obecności psów, w komunikacji miejskiej obowiązują regulaminy dotyczące sposobu przewozu tych zwierząt. Przepisy nie dla wszystkich są jednak jasne. Niecały tydzień temu w stolicy doszło do konfliktu na tle konieczności używania kagańca.

8 sierpnia, około godz. 21.30, w autobusie linii 150 wyjeżdżającym z zajezdni Młociny miała miejsce burzliwa awantura. Wracająca do domu pani Katarzyna podróżowała z psem rasy husky. Już w momencie, gdy kobieta wsiadała do autobusu, kierowca zauważył, że zwierzę powinno mieć kaganiec. Pani Katarzyna zignorowała jednak tę uwagę i stwierdziła, że w regulaminie nie ma takiego zapisu. Powiedziała także, że jej pies nie znajduje się na liście ras, które muszą bezwzględnie nosić kaganiec w miejscach publicznych.

W rozmowie z dziennikarzami Onetu kobieta wspominała przebieg zajścia.

Jechałam z tym kierowcą już nie pierwszy raz. Tydzień temu również podróżowałam z psem komunikacją miejską i przewoziłam go z Sadowej aż do końca Łomianek. Wtedy mu nie przeszkadzało, że pies nie miał kagańca. Dlatego zdziwiło mnie, kiedy tego wieczoru odmówił przewiezienia go. Zaczęłam więc prosić o wyjaśnienia. Zażądałam, by pokazał mi, gdzie to jest napisane, że pies tej rasy musi być w kagańcu.

Strażnicy miejscy przyduszali pasażerkę autobusu

Widząc wojowniczą postawę kobiety, kierowca zawiadomił o sprawie straż miejską. Już na następnym przystanku funkcjonariusze wsiedli do autobusu. Strażnicy poinformowali kobietę, że zwierzę musi mieć kaganiec. Właścicielka dalej kłóciła się twierdząc, że nie ma takich przepisów.

Pani Katarzyna wyświetliła funkcjonariuszom istniejącą w Internecie listę ras psów, które muszą nosić kaganiec. Nie było na niej husky. Strażnicy również podali inny przepis, zgodnie z którym zabezpieczenie pyska psa jest obowiązkowe niezależnie od rasy. Ponieważ sytuacja się przedłużała, a autobus wciąż stał na przystanku, mundurowi kazali kobiecie opuścić autobus. Gdy odmówiła, siłą wyciągnęli ją na zewnątrz. Kobieta nie przestawała się awanturować. W dalszym ciągu krzyczała.

Proszę mnie zostawić! Proszę mnie puścić! Tak przecież nie można!

Gdy pani Katarzyna znalazła się poza autobusem, strażnicy złapali ją za ręce, nogę i tułów, po czym powalili na ziemię. Jeden z nich przygniótł kobietę kolanami do podłoża, a drugi założył kajdanki. Pani Katarzyna wini za zajście kierowcę, który martwił się, że autobus będzie miał opóźnienie.

To wszystko działo się bardzo szybko, bo kierowca zasugerował im, że spieszy się na następny przystanek. Strażnicy nie uprzedzili mnie, że zostaną zastosowane wobec mnie jakiekolwiek środki przymusu bezpośredniego, ani nie poinformowali mnie o moich prawach, ani możliwościach. Po prostu się na mnie rzucili. Kiedy przycisnęli mnie do ziemi, nie mogłam oddychać. Krzyczałam i prosiłam, żeby mnie puścili, bo po prostu się duszę. Ale zamiast tego założyli mi kajdanki.

Było niebezpiecznie

Kobieta wspomina, że brakowało jej oddechu, ponieważ funkcjonariusze ją przyduszali. Dodatkowo oddychanie utrudniała maseczka ochronna.

W pewnym momencie opadłam z sił. Przez cały czas miałam na sobie maseczkę, która dodatkowo utrudniała mi oddychanie. Kiedy próbowałam wciągnąć powietrze, przyklejała mi się do twarzy. Strażnicy nie pozwalali mi się ruszyć. Dziewczyna na przystanku, która próbowała mi pomóc, wlewała mi wodę bezpośrednio do ust, kiedy leżałam skuta. Za pomocą kajdanek unieruchamiali mnie dwa razy. Za drugim zrobili to tak mocno, że poranili mi nadgarstki.

Całe zajście udało się zarejestrować telefonem innej pasażerce autobusu. Autorka filmiku twierdzi, że pies nie stwarzał zagrożenia.

W czasie jazdy pies nie wydawał żadnych dźwięków, nie był groźny ani uciążliwy. Nikomu nie przeszkadzał i był na tyle grzeczny, że nawet nie zauważyłam, że jest w autobusie.

Kobieta będąca świadkiem zdarzenia nie może zrozumieć, dlaczego strażnicy zareagowali aż tak agresywnie.

Postanowiłam nagrać to zajście, kiedy strażnicy zaczęli wyciągać tę dziewczynę z autobusu. To było dwóch młodych mężczyzn powalających na ziemię drobną dziewczynę, która nigdy nie użyła wobec nich jakichś obelg, wulgaryzmów, itd. Jedynie odmówiła wyjścia z autobusu i domagała się wyjaśnień od funkcjonariuszy. Strażnicy rzucili się na nią nagle, nie ostrzegli wcześniej, że użyją środków przymusu bezpośredniego, których, swoją drogą, nie mają przecież prawa użyć, jeśli nie dzieje się coś zagrażającego życiu i zdrowiu innych osób. Z kolei na nagraniu od innego pasażera dobrze widać i słychać, że dziewczyna szuka w telefonie i czyta artykuł, o którym mowa, a strażnicy się irytują i bez ostrzeżenia zaczynają ją szarpać.

Kto ma rację?

Pani Katarzyna twierdzi, że po przyjeździe na miejsce policji, strażnicy zaczęli się zachowywać zupełnie inaczej.

Zaczęli się normalnie zachowywać, rozkuli mnie i byli dla mnie grzeczni. Policjanci zachowali się wobec mnie w porządku. Stwierdzili również, że to absurd, żebym mogła stanowić zagrożenie dla kilkukrotnie ode mnie cięższego i wyższego mężczyzny.

Właścicielka psa żali się, że na skutek interwencji, doznała sporych strat finansowych i zdrowotnych.

Na skutek pobicia i szarpania moje ubranie było brudne i zniszczone, a na ciele miałam mnóstwo siniaków, otarć i ran, co potwierdza zresztą obdukcja lekarska, którą wykonałam. Byłam też ubrudzona krwią. Powinno być to również uwiecznione na zdjęciach, które są w posiadaniu policji.

Przepisy dotyczące obowiązku noszenia kagańca przez psy regulują następujące dwa artykuły:

– Art. 10a ust. 3 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U.2020.638) zgodnie z którym „zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekun.”

– Art. 77 ustawy z dnia z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń (Dz.U.2021.281):

1. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.
2. Kto dopuszcza się czynu określonego w 1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany.

Fotografie: YouTube (miniatura wpisu), YouTube

Może Cię zainteresować

zamknij