×

Sceny grozy w Warszawie. Ojciec nie żyje, syn z poderżniętym gardłem

Sceny grozy w Warszawie, przy ulicy Bora Komorowskiego 4 na Gocławiu. Padły strzały, jeden z mężczyzn nie żyje, a drugi ma poderżnięte gardło. Świadkowie mówią o „rozlewisku krwi”.

Sceny grozy w Warszawie. Padły strzały

W piątek 7 maja w warszawskiej dzielnicy Praga-Południe rozegrały się wstrząsające sceny. Pod pralnią na Gocławiu przypadkowi przechodnie zobaczyli zakrwawionego mężczyznę. To był wstrząsający widok – mężczyzna miał rany od noża w brzuchu oraz podcięte gardło. Świadkowie powiadomili służby.

Około godziny 13.30 funkcjonariusze policji zostali wezwani do interwencji w jednym z lokali usługowych  przy ul. Bora Komorowskiego. Na miejsce przybyli jednocześni ze strażą pożarną, której funkcjonariusze umożliwili dostanie się do lokalu, którego drzwi były zamknięte. W środku policjanci zastali mężczyznę, który trzymał w dłoni niebezpieczne narzędzie, nie reagował na polecenia. Mężczyzna zaatakował funkcjonariuszy

– powiedział asp. Rafał Retmaniak z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji, cytowany przez Polsat News.

Policjanci oddali kilka strzałów ostrzegawczych i obezwładnili agresywnego mężczyznę.

Bójka po libacji alkoholowej

Jak poinformował Polsat News, który otrzymał informacje o zakrwawionym mężczyźnie od czytelników i widzów, w pralni na Gocławiu spotkało się dwóch mężczyzn, którzy pili alkohol. Był to ok. 70-letni ojciec (właściciel pralni) i 34-letni syn. Alkoholowa libacja z czasem przerodziła się w bójkę z tragicznym finałem…

Podczas bójki jeden z mężczyzn rzucił się na drugiego z nożem. Potem zadał sobie kilka ciosów i próbował poderżnąć sobie gardło. Wszystko to działo się w środku osiedla, pomiędzy placem zabaw, parkingami i licznymi sklepami. Świadkowie mówią o „rozlewisku krwi”, które zakrył policyjny parawan.

Teren przed budynkiem ogrodzono policyjną taśmą. Na miejscu zjawiły się karetki pogotowia, wiele załóg policji oraz straż pożarna. To strażacy wybili szybę, żeby dostać się do pralni.

Po chwili wszyscy wybiegli, a z budynku wyszedł mężczyzna w zakrwawionej koszulce z nożem w ręku

– mówi jeden ze świadków jatki w rozmowie z Super Expressem.

Gdy mężczyzna ruszył w stronę policjantów, jeden z nich oddał strzały.

Zasztyletowany przez syna właściciel pralni nie żyje. 34-latek trafił do szpitala i przeszedł operację. Według policji odniesione rany prawdopodobnie nie zagrażają jego życiu.

Na miejscu zdarzenia pracuje policja wraz z prokuratorem. Służby prowadzą dochodzenie, by ustalić okoliczności tragicznego zdarzenia.

Fotografie: YouTube (miniatura wpisu), Twitter

Może Cię zainteresować

zamknij