×

„Sąsiadka wydzwania na policję, bo palę na balkonie.” Podaje absurdalne powody

Sąsiadka wydzwania na policję, ponieważ daje się jej we znaki palenie na balkonie. Kobieta zdaje sobie sprawę, że zgodnie z prawem nie jest to zabronione, dlatego podaje wymyślne powody zgłoszeń. Pani Ewa nie może już wytrzymać tej sytuacji. Niemal co tydzień w jej progu stają funkcjonariusze.

Zakaz palenia utrudnia życie

Kwestia dopuszczalności palenia na balkonie w ostatnich dniach jest jednym z częściej dyskutowanych tematów. Ze względu na wyższe temperatury ludzie pragną spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu. Także palacze wychodzą na balkony, aby podczas tzw. przerwy na dymek delektować się słońcem. Niestety nie dla wszystkich palenie na balkonie oznacza chwilę relaksu.

Nie brakuje bowiem sąsiadów, których drażni, a nawet wprawia w furię unoszący się do ich okien dym tytoniowy. Do ich grona należy m.in. sąsiadka Pani Ewy. Kobieta nie może znieść ciągłego palenia i pomimo tego, że nie jest to zabronione przez prawo, regularnie dzwoni na policję. Pani Ewa wysłała do nas list, w którym skarży się na złośliwości ze strony sąsiadki. 42-letnia kobieta tłumaczy, że pali od lat i zawsze stara się, aby jej zachowanie nie przeszkadzało innym.

Palę papierosy od 18 roku życia. Z trudem przyjęłam 10 lat temu wprowadzenie zakazu palenia w przestrzeni publicznej. Zawsze wydawało mi się, że skoro przebywam na zewnątrz, to przecież dym miesza się z powietrzem i nikt nie odczuwa z tego powodu żadnych problemów. Komu to przeszkadza, że usiądę na ławce na placu zabaw i zapalę papierosa? Myślę nawet, że dużo większym zagrożeniem dla zdrowia jest miejski smog, na który jesteśmy skazani wszyscy.

Kobieta skarży się, że obecnie brakuje miejsc, w których można by legalnie palić. W związku z tym, balkon stał się dla niej niemal ostatnią oazą tytoniowego spokoju. Jak się później okazało, do czasu…

W taj chwili na dobrą sprawę prawie nie ma miejsc, w których mogłabym swobodnie zapalić. W pracy nie mogę. Na przystanku autobusowym też nie. Nawet wyjście na kawę do lokalu oznacza brak możliwości zapalenia. To jakiś absurd!

Sąsiadka wydzwania na policję

Pani Ewa nie może palić wewnątrz mieszkania, ponieważ posiada dwójkę małych dzieci i martwi się, że dym byłby niekorzystny dla ich zdrowia. W związku z tym, zawsze gdy nachodzi ją ochota na papierosa, stara się wychodzić na balkon. 

Mam dwoje dzieci. Syn ma 8 lat, a córka rok. Nie palę w mieszkaniu, ponieważ nie chcę, aby wdychali dym nikotynowy. Wiem, że to dla nich niezdrowe. Niestety ilekroć pojawiam się na balkonie, sąsiadka zwraca mi uwagę, że „śmierdzi”. Wiele razy rozmawiałam z nią na ten temat i tłumaczyłam, że nie mam innego miejsca do palenia. Ona jednak tego nie rozumie.

Sąsiadka Pani Ewy twierdzi, że dym papierosowy wchodzi do jej mieszkania i szkodzi jej zdrowiu. Kobieta wiele razy zgłaszała już to na policję. Funkcjonariusze odmawiali jednak przyjmowania tego typu zgłoszeń, ponieważ prawo nie zakazuje palenia na balkonach.

Moja sąsiadka zdaje sobie sprawę, że prawo jest po mojej stronie. Mimo to, stale dzwoni na policję i donosi na mnie nieprawdziwe rzeczy. Ostatnio powiedziała, że uprawiam seks na balkonie i ten widok ją gorszy. Funkcjonariusze przyjechali do mojego mieszkania, ponieważ musieli sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest. Chodzili po mieszkaniach sąsiadów i pytali, czy coś widzieli lub słyszeli. Myślałam, że spalę się ze wstydu!

Przemoc w rodzinie

Innym razem, złośliwa sąsiadka zgłosiła policji, że Pani Ewa stosuje wobec swoich dzieci przemoc fizyczną. Na kobietę został w związku z tym, nałożony dozór kuratora.

Wszystko ma swoje granice. Rozumiem, że można zwrócić komuś uwagę, ale zgłaszanie policji nieprawdziwych informacji jest po prostu bezczelne. Przez tą kobietę w moim domu zjawił się kurator. Wypytywał 8-letniego syna o to, jak mama się zachowuje i czy jest zrównoważona. Sprawdzał też czy na jego ciele nie ma siniaków. A wszystko przez głupie papierosy!

Patrole bardzo często zjawiają się w mieszkaniu 42-latki. Kobieta jest stale podenerwowana, ponieważ dosłownie w każdej chwili w jej progu mogą stanąć policjanci. Mimo to, nie zamierza rzucać palenia.

Ktoś mógłby mi powiedzieć, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby rzucenie palenia. Ja jednak nie zamierzam tego robić. Papierosy to moja miłość. Wiele razy pomogły mi wyjść z trudnych sytuacji. Przywracają mi równowagę psychiczną i radość życia. Nie wyobrażam sobie życia bez nich.

Bez wątpienia ewentualna decyzja o rzuceniu palenia powinna wyjść ze strony palacza, a nie jego otoczenia. Czy mimo to, Pani Ewa musi zrezygnować z palenia?

Fotografie: Twitter (miniatura wpisu), Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij