×

Mięso chorych krów trafiało do ludzi. Szokujący materiał ujrzał światło dzienne

Reporterzy Uwagi i Superwizjera TVN postanowili przyjrzeć się bliżej kontrowersyjnemu procederowi, jakim jest ubój zwierząt w Polsce. Podczas gdy wydawać by się mogło, że wszystko przebiega tutaj zgodnie z wszelkimi procedurami, okazuje się, że rzeczywistość jest zdecydowanie bardziej brutalna niż mogłoby się wydawać. Otóż rzeźnicy pod osłoną nocy i bez obecności weterynarza zabijali i przerabiali na mięso chore lub wręcz padłe krowy. Nie trzeba tutaj chyba dodawać, że spożycie takiego mięsa może być zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia człowieka.

Bezpośrednie dowody zdobyte przy uboju

Dziennikarze zaczęli swoje dochodzenie od tego, że jeden z nich zatrudnił się w ubojni na Mazowszu (nie została podana jej nazwa). Początkowo nie miał on dostępu do tego, co działo się w nocy – musiał najpierw zdobyć zaufanie innych pracowników. Bez względu jednak na to, widział i wyraźnie czuł zapach mięsa, które pozostawało po nocnej zmianie. Jakby tego było mało, miało ono ślady po ropieniach i wiele innych niepokojących objawów, które jednoznacznie wskazywały na to, że coś jest nie tak.

Jak my z chłopakami kroimy te tusze, to one jakieś dziwne są… – zauważa działający pod przykryciem dziennikarz

Z czasem bez żadnych dodatkowych szkoleń został dopuszczony do pracy na nocnej zmianie.

To, co się tam działo, przeszło jego najśmielsze oczekiwania

Reporter nagrywał wszystko, co się tam działo, z ukrytej kamery gromadząc w ten sposób wstrząsające materiały dochodzeniowe. Można było zobaczyć na nich jak chore, często konające, a nawet martwe krowy są wyciągane za pomocą liny z aut, a następnie ze spokojem i bez pośpiechu zabijane BEZ obecności weterynarza. Następnie pracownicy ubojni sami przybijali pieczątki, które świadczyły o przydatności mięsa do spożycia.

Na materiale można usłyszeć, że mięso z chorych zwierząt czyli tzw. „leżaków” trafia m.in. do kebabów. 

Po kilku miesiącach dziennikarze wrócili do ubojni w nocy. Tym razem już oficjalnie

Oczywiście ubojnia umywała ręce. Jej szef zapewniał, że lekarz weterynarii jest zawsze obecny przy uboju. Kiedy reporter przy leżącej, chorej krowie zapytał, gdzie jest lekarz, mężczyzna odpowiedział, że „pójdzie sprawdzić”. Weterynarz zjawił się na miejscu pół godziny później.

Interwencja policji i powiatowej lekarz weterynarii

Sprawa niezwłocznie została zgłoszona na policję i do powiatowej lekarz weterynarii, która nie miała pojęcia o tym, co dzieje się w ubojni. Przekonywała, że zakład jest pod kontrolą, a „wychodzące” od niej mięso nadaje się do spożycia. Kiedy zapytano ją, czy wie, co dzieje się w ubojni nocą, odpowiedziała, że nie. Chwilę później pojazd z „leżakami” został zabezpieczony, a leżące w nim zwierzęta po kilku godzinach uśpione.

Lekarze, których nagrali dziennikarze zostali w konsekwencji zwolnieni, a sprawę wciąż bada prokuratura.

Dochodowy biznes

Okazuje się, że czarny rynek uboju zwierząt to bardzo dochodowy biznes, który rozwija się od lat. Według informatora Superwizjera na jednej chorej krowie, która trafia do ubojni, można zarobić nawet do tysiąca złotych (najczęściej jest to jednak 400-500 złotych). Gdyby natomiast hodowca chciał uśpić zwierzę, musi wydać około 500 złotych, nie mając przy tym żadnych korzyści finansowych.

Pytanie tylko, czy zarobione nielegalne pieniądze są warte tego, że do ludzi trafia nieprzebadane mięso, które może zagrażać ich zdrowiu, a nawet życiu?

Ubojnie zarabiają w ten sposób fortunę

Zacznijmy od tego, że ubojnie za zdrową krowę muszą zapłacić w granicach 2,5 tys. złotych. Patrząc na ogromne koszta, na kilogramie mięsa zarabia w ten sposób około 9 groszy. Z chorej krowy potrafi wyciągnąć na czysto nawet ponad 2 złote za kilogram, a więc ponad 20 razy tyle! 

Tragiczne konsekwencje

Oczywiście na czarnym rynku uboju zwierząt najbardziej cierpią ludzie – spożywanie mięsa z chorych zwierząt grozi wieloma chorobami.

Po to jest lekarz weterynarii, by po zbadaniu zwierzęcia mógł, na podstawie wiedzy, autorytatywnie stwierdzić, że ta tusza jest zdatna do spożycia i można ją puścić na rynek. Jeżeli tusza nie jest zbadana to mięso może być szkodliwe dla konsumenta… Jestem poruszony i wstrząśnięty. Nie wyobrażałem sobie, że w Polsce może mieć coś takiego miejsce. Porażające jest już wywlekanie zwierząt z pojazdów – mówił w materiale TVN prof. Roman Kołacz z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu

Wszystko wskazuje na to, że sprawa nielegalnego uboju chorych i konających zwierząt dotyczy całej Polski, a nie tylko zakładu wskazanego w materiale

Udostępniajcie ten materiał dalej, aby jak najwięcej ludzi miało świadomość tego, co dzieje się w ubojniach. Tylko w ten sposób możemy podnieść świadomość ludzi i położyć kres tym przerażającym poczynaniom.

Może Cię zainteresować

zamknij