Kategorie Życie

Ksiądz oskarżył „przyjaciela” o kradzież 425 000 zł. Ich relacja była bardzo bliska

Ta historia brzmi jak scenariusz filmowy, ale zaskakująco – wydarzyła się naprawdę 10 lat temu. 41-letni Piotr S. poznał wówczas księdza, z którym zaczął być naprawdę blisko. Na tyle, że ten przelał na jego konto ponad 400 000 złotych. W trakcie okazało się, że duchowny zarzucił mężczyźnie, ze ten nie chce oddać znacznej kwoty, która z założenia miała być dla niego pożyczką. Dopiero po dekadzie przypomniał sobie, że pieniądze jednak chce znów u siebie na koncie…

Sprawa trafiła do sądu, ale mężczyzna został uniewinniony. Dlaczego?

Sąd swój wyrok uzasadnił w ten sposób:

Wbrew pierwszemu wrażeniu była to zwyczajna, często spotykana sprawa, gdzie istotą było to, że dwie osoby darzyły się jakimś uczuciem. Jedna strona kochała bardziej, druga strona kochała mniej. Później u jednej ze stron to uczucie wygasło, a u drugiej pojawiła się zazdrość. Jedna ze stron dawała drugiej stronie pieniądze. Jednak postępowanie nie pozwoliło na ustalenie, czy kwoty, które pan I. płacił panu S. to były pożyczki, czy też była to inna forma zasilania konta pana S. Na uwagę zasługują tytuły przelewów: „Zasilenie konta” lub „wpłata”. Była też trzecia forma zasilania rachunku pana S.: „Prezent dla przyjaciela”

Ksiądz oskarżył „przyjaciela” o kradzież 425 000 zł. Ich relacja była bardzo bliska

Sąd nie miał łatwego zadania, ponieważ musiał zmierzyć się z tym czy w tej sprawie chodziło o wyłudzenie pieniędzy z premedytacją, czy o czyjeś zranione uczucia

Dość szybko sędzia Andrzej Krasnodębski doszedł do tego, że w całej tej historii chodziło o emocje, którymi kierowali się panowie. Mec. Urszula Mścichowska-Mazurek, pełnomocniczka duchownego, jest jednak zdania, że jej klient został wykorzystany. Miał pożyczyć pieniądze 41-latkowi, który deklarował, że dzięki nim rozkręci swój interes. On zamiast tego wydawał gotówkę na własne potrzeby, spłatę kredytu i płacenie alimentów.

Pokrzywdzony został ewidentnie zmanipulowany. Od początku znajomości oskarżony budował relację przyjacielską, budował zaufanie. To był pewien plan, który miał doprowadzić do tego, żeby pójść krok dalej, poprosić o pożyczkę. Oskarżony powinien ponieść karę, która zniechęci go do dokonywania tego typu przestępstw w przyszłości

Ksiądz oskarżył „przyjaciela” o kradzież 425 000 zł. Ich relacja była bardzo bliska

Oczywiście obrona miała także wiele do powiedzenia w tej sprawie. Mec. Elżbieta Orżewska domagała się tego, aby doszło do uniewinnienia jej klienta

Nie podzielam poglądu prokuratury. Bezsporne jest, że pieniądze, które miały być przekazane przez pokrzywdzonego trafiały na konto Piotra S. Interesujące są dwie rzeczy. Dlaczego tam trafiały? I co się stało z tymi pieniędzmi? Piotr S. mówił, że rzecz jest nie w pieniądzach, ale w odrzuconych przez niego uczuciach. Między panami były nie tylko relacje towarzyskie i nie tylko relacje usług kapłańskich. Świadczy o tym treść wydruków smsów. „Tęsknie za tobą”, „Kocham cię”. Takich sms-ów nie kieruje się do osoby, która jest obojętna. To nie były jedynie relacje przyjacielskie, jak chce o tym mówić pokrzywdzony. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy pokrzywdzony zorientował się, że Piotr S. znalazł sobie inną kobietę. Wtedy zaczęły się problemy

Wychodzi na to, że ta historia (miłosna?) z dużymi pieniędzmi w tle, skończyła się dla oskarżonego dobrze

Prokuratura domagała się dla niego dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat oraz oddanie kwoty księdzu. 41-latek został jednak uniewinniony.

Miłość sporo kosztowała księdza…

*zdjęcia mają charakter poglądowy