×

Krzysztof Skiba szczerze o Kamilu Durczoku. „Napiszę prawdę, bo Kamilowi nic już nie zaszkodzi”

Krzysztof Skiba szczerze o Kamilu Durczoku. Piosenkarz postanowił zabrać głos po śmierci dziennikarza, ponieważ – jak stwierdził – „nic mu już nie zaszkodzi”. Padło wiele mocnych, poruszających słów. Muzyk powiedział za dużo?

Szpital ujawnił szczegóły śmierci dziennikarza

Kamil Durczok zmarł dzisiaj nad ranem w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym im. prof. K. Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Szpital ujawnił przyczynę śmierci dziennikarza.

Stan pacjenta określano jako bardzo ciężki. Pacjent zmarł o godzinie 4.23 (16.11 br.) w wyniku zaostrzenia przewlekłej choroby i zatrzymania krążenia

– poinformowano w komunikacie biura prasowego placówki.

Durczok przeszedł chorobę nowotworową i od dłuższego czasu borykał się z problemami zdrowotnymi. Zmagał się też z chorobą alkoholową, o czym mówił otwarcie. Na odważny, mocny wpis zdecydował się 30 kwietnia 2019 roku.

Choroba alkoholowa to potwór. Atakuje, kiedy uważamy się za wszechsilnych. I pokazuje, że nie ma mocnych. Jestem alkoholikiem. Nie piję 4 miesiąc

– wyznał wtedy dziennikarz.

Krzysztof Skiba szczerze o Kamilu Durczoku

Echa po śmierci popularnego dziennikarza nie milkną. Kamila Durczoka, który przez wiele lat był dziennikarskim autorytetem, żegnają jego bliscy i znajomi. Wśród wielu wpisów szczególnie wyróżnia się jeden, którego autorem jest Krzysztof Skiba.

Muzyk opatrzył opublikowany post tytułem „Szklanka dla Kamila”. Nawiązał tym samym do nałogu dziennikarza, z którym borykał się od lat.

Napiszę prawdę, bo Kamilowi nic już nie zaszkodzi

– zaznacza Skiba już na wstępie.

Dzwonił do mnie by przyjść i się napić. Dzwonili jego kumple z tekstem, że „Kamil zaprasza”. Dzwonili też moi bliscy kumple ze Śląska, że jest impreza z Kamilem.

Wykręcałem się jak mogłem, bo wiedziałem czym, się to skończy. Wielkim kacem i zawaleniem wszystkich spraw. Impreza w męskim gronie. Tak zwana „męska wódeczka”. Brzmi kusząco, ale kończy się zwykle smutno i beznadziejnie

– kontynuuje muzyk.

„Znalazł się praktycznie na dnie”

W swoim wpisie Skiba zastanawia się, co by było, gdyby pojawiał się za mocno zakrapianych imprezach, zamiast odmawiać. Muzyk uważa, że być może mógłby uchronić Durczoka przed staczaniem się.

Kamil spadł z samego topu. Był gwiazdą mediów, cenionym i nagradzanym dziennikarzem, a kilka lat później tak nabroił, że znalazł się praktycznie na dnie. Jakie to ludzkie i jakie to smutne.

Skiba wspomina spotkania z Durczokiem. Nie szczędzi przy tym gorzkich słów. Napisał m.in., że w TVN uważali go za tyrana.

Krzysztof Skiba opisuje też mocno zawikłane losy popularnego dziennikarza, który nagle znalazł się na ustach wszystkich, ale mówiono o nim właściwie tylko w kontekście ostatnich przewinień. Mimo to nie utracił woli walki.

Kamil walczył do końca. Mimo nałogu, który go zjadał i życia, które mu się kompletnie posypało, nie poddawał się. Założył portal informacyjny, angażował się w akcje społeczne, był czynnym publicystą, komentował celnie scenę polityczną. Wytoczył procesy gazetom, które pisały o nim bzdury. Mimo zdarzającego się hejtu i ataków, pokazywał swą jasną stronę mocy.

Muzyk nazwał swojego zmarłego kolegę „pogubionym człowiekiem”, atakowanym przez wielu ludzi, którzy nie dorównywali mu talentem.

Pogubiony człowiek, świetny dziennikarz, ulubiony cel ataku dla wielu, którzy nie mieli takiego talentu jak on. Jak to łatwo w Polsce doładować sobie akumulatory, gdy się widzi upadek bliźniego.

A mało kto, był tak wysoko i tak nisko upadł. Choć upadł nie do końca, bo walczył. I za tę Twoją walkę z demonami życia, wypiję dziś Kamil wódeczkę. Tak jak lubiłeś. Całą szklankę na raz

– zakończył wpis.

Fotografie: Twitter, Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij