×

Ksiądz rozpłakał się na kolędzie. Wszystko przez słowa gospodarza

Ksiądz Łukasz Waśko odwiedzał wiernych z toruńskiej parafii. Gdy był w dzielnicy domów jednorodzinnych, ministranci poradzili mu, by jeden z domów pominął ze względu na dobiegający z niego brzydki zapach. Duchowny nie posłuchał tej rady. Nie przypuszczał, że tak się to skończy… Ksiądz rozpłakał się na kolędzie.

Poradzili mu, by ominął ten dom

Komedie romantyczne często kończą się sceną ślubu. Jest piękna, biała suknia, romantyczna sceneria i namiętny pocałunek. A co dzieje się potem? Gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe, możemy sobie dopowiedzieć, że zakochani „żyli długo i szczęśliwie”. Tak zazwyczaj jest w romantycznych filmach. W życiu… jak to w życiu. Zamiast happy endu jest raczej krew, pot i łzy. A może szczęśliwe zakończenia wcale nie muszą wyglądać tak, jak w filmach? Często okazuje się, że to życie jest najlepszym scenarzystą, piszącym najpiękniejsze, choć bardzo skomplikowane historie miłosne.

Wzruszającą opowieścią podzielił się na łamach „Gościa Niedzielnego” ks. Łukasz Waśko z Torunia. Siedem lat temu podczas kolędy duchowny odwiedzał dzielnicę domów jednorodzinnych. Wówczas ministranci ostrzegli go, żeby nie wchodził do jednego z domów. Z wnętrza dobiegał nieprzyjemny zapach. Mimo to ksiądz się nie zraził.

Gdy kapłan wszedł do domu, przekonał się, że w środku jest niemal zupełnie pusto. Nie było wykładzin ani mebli. Był za to elegancki gospodarz w średnim wieku.

Ostrzegł mnie, że może pojawić się żona i zachowywać bardzo dziwnie, ale nie mam się bać

— wspomina ksiądz Łukasz Waśko.

Po chwili w pomieszczeniu faktycznie zjawiła się żona gospodarza.

Ksiądz rozpłakał się na kolędzie

Kobieta zachowywała się bardzo dziwnie. Do pokoju weszła na czworakach, ubrana była wyłącznie w halkę. Gospodarz wyjaśnił księdzu, że jego żona jest poważnie chora. Lekarze zdiagnozowali u niej zwapnienie mózgu i zapowiedzieli, że stan neurologiczny i psychiczny będzie się pogarszał. W końcu choroba doprowadzi do śmierci kobiety.

Stworzyłem w domu dla żony bezpieczne miejsce. Kiedy jestem w pracy, zajmują się nią opiekunki. Kiedy wracam, czuwam sam. Nie ma tu wykładzin ani za dużo mebli – żona w niekontrolowany sposób oddaje mocz, gdzie popadnie, stąd ten zapach. I tak tu razem żyjemy. Nie wiem, jak długo pożyje, ale cieszę się, że mieszkamy razem

— opowiadał mężczyzna.

Duchowny był zszokowany tym, co usłyszał. Wyznanie gospodarza poruszyło go do głębi. W pewnym momencie zapadła niezręczna cisza, którą przerwało nieśmiałe pytanie księdza. Duchowny zapytał gospodarza, dlaczego nie odda żony do domu opieki, skoro ma dobrą sytuację finansową.

Bo ją kocham

— odpowiedział krótko mężczyzna.

Ta odpowiedź sprawiła, że duchowny nie wytrzymał.

Razem wybuchliśmy płaczem. Opowiadał mi o tym, jaką siłę w tej sytuacji znajduje w Bogu, w jego słowie i na modlitwie. A ja uświadomiłem sobie, że siedzę obok świętego

– wspomina ks. Łukasz Waśko.

Tej wizyty duszpasterskiej, która stała się zarazem bardzo cenną lekcją, duchowny z pewnością nigdy nie zapomni.

*Zdjęcia mają charakter poglądowy
Fotografie: Youtube (miniatura wpisu), www.youtube.com

Może Cię zainteresować