×

Przez godziny czołgał się w bagnie, aby uratować młodego orła. Ani przez chwilę nie wątpił, że się uda

Do dramatycznej sytuacji doszło w okolicach Karsiborskich Paproci (woj. zachodniopomorskie). Krzysztof Chomicz, fotograf i miłośnik ptaków, zauważył młodego bielika, który ugrzązł w bagnie. Mężczyzna od razu postanowił działać. Wiedział, co ma robić, ponieważ w przeszłości spotkała go podobna sytuacja.

krzysztof-chomicz

Już raz ratowałem bielika i to w tym samym miejscu. Wtedy obiecałem sobie, że to był ostatni raz. Ale, kiedy rano zadzwonił kolega i powiedział jak wygląda sytuacja, nie mogłem tak tego zostawić.

Nie była to łatwa akcja ratunkowa, biorąc pod uwagę fakt, gdzie znajdował się orzeł

Krzysztof Chomicz dobrze wiedział, że każda minuta jest cenna i nie może marnować ani chwili. O pomoc poprosił strażaków, którzy udostępnili 50-metrową linę. Niestety była za krótka i fotograf musiał wrócić na ląd.

Nie poddał się i wraz z przyjaciółmi szukali wyjścia z tej patowej sytuacji. Zwrócili się do prezydenta miasta o pomoc i na miejsce przybyła Straż Pożarna z saniami. Mężczyźni mieli nadzieję, że tym razem bielik zostanie wyciągnięty. Niestety i ta próba nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Krzysztof nie chciał narażać życia strażaków, dlatego zdecydował się na inny krok.

Wiedział, że musi sam wejść do bagna. Wiązało się to z ogromnym ryzykiem, dlatego musiał wiedzieć, że orzeł jeszcze żyje. Fotograf poprosił kolegę, aby za pomocą drona sprawdził, w jakim stanie jest zwierzę. W międzyczasie otrzymał od strażaków 100-metrową linę.

krzysztof-chomicz_2

Akcja trwała ponad godzinę. Krzysztof Chomicz ani przez chwilę nie zwątpił w to, że nie uratuje bielika

Był wyczerpany, gdy strażacy wyciągnęli go wraz z orłem na brzeg, ale szczęśliwy.

Po całym zdarzeniu ptak został przetransportowany do Marka Czecha, przyjaciela fotografa, gdzie został wyczyszczony z mazi, która posklejała mu skrzydła i pióra. Był pod obserwacją weterynarza. Na początku nie chciał jeść i trzeba było go do tego zmuszać, ale z biegiem czasu odzyskiwał siły. Krzysztof od razu zadeklarował, że orzeł zostanie wypuszczony na wolność, gdy tylko poczuje się lepiej.

krzysztof-chomicz_3

Akcja ratunkowa nie udałaby się, gdyby nie ludzie pełni empatii, współczucia i zaangażowania w sprawę

Moi znajomi bardzo się zaangażowali. Oskar, Rafał, Marek bardzo pomogli. Nie brakowało też osób anonimowych, które jeszcze po akcji proponowały pomoc i chciały użyczyć sprzętu.

Tak, jak na początku deklarował Krzysztof Chomicz, orzeł został wypuszczony na wolność. Jego rekonwalescencja trwała 10 dni. Po tym czasie ptak poczuł się na tyle dobrze, że mógł wrócić do swojego domu.

Orzeł został uratowany przez Krzysztofa Chomicza i dlatego to on wypuścił go na wolność.

krzysztof-chomicz_4

Przepiękny gest, świadczący o tym, że człowiek jest w stanie wiele poświęcić, by ratować naszych mniejszych braci

Satysfakcja jest ogromna, że wrócił do swojego środowiska. Orzeł jest w dobrej kondycji, nie ma żadnych uszkodzeń i nie boi się latać. Na pewno znajdzie się z rodzicami po głosie. Powiem szczerze, że warto było się dowiedzieć, że jest tyle dobrych ludzi, których obchodzi los orła bielika, a do tego to ogromna satysfakcja, że wrócił do swojego środowiska.

Polecane

Może Cię zainteresować