×

Córeczka 19-letniej Basi bardzo tęskni za mamą. To, co robi Eliza łamie serce

Córeczka 19-letniej Basi, która zginęła pod kołami autobusu, bardzo tęskni za mamą. O wszystkim opowiedział dziadek dziewczynki w bardzo osobistym wywiadzie dla Faktu. Trudno powstrzymać łzy.

Córeczka 19-letniej Basi tęskni za mamą

W ciągu kilku sekund życie wielu osób powiązanych ze zmarłą Barbarą Sz. rozsypało się jak domek z kart. Rodzina w większości przypadków nie komentuje sprawy, którą obecnie żyje cała Polska. Redaktorzy Faktu dotarli jednak do rodziców zmarłej kobiety. Obecnie wraz z narzeczonym Basi zajmują się parą wnucząt, które straciły swoją ukochaną mamusię. Krzysztof Sz., ojciec 19-latki opowiedział, co teraz dzieje się z dziećmi.

Na pytanie redaktora odnośnie 2-letniej Elizy, mężczyzna odpowiedział, że „chodzi z telefonem w ręku po całym mieszkaniu i pyta się gdzie mamusia”. Drugie dziecko Basi, Igorek ma zaledwie 7 miesięcy. Mamę będzie pamiętać jedynie ze zdjęć i opowieści.

O zmarłej córce ojciec Basi opowiada z ogromną czułością i smutkiem. Jak twierdzi, pomimo młodego wieku 19-latka świetnie sobie radziła i miała z narzeczonym wiele planów. Jak wspomina mężczyzna w rozmowie z Faktem:

Basia szykowała się do egzaminu na prawo jazdy, z narzeczonym planowali ślub. Byli już zaręczeni. Chcieli zmienić mieszkanie na większe. Mieli kupić samochód i ogródek. W jednym dniu świat runął. Mimo młodego wieku była świetną matką. Dzieciom niczego nie brakowało.

Córeczka 19-letniej Basi

Facebook

Kierowca działał pod wpływem leków?

W poniedziałek prokuratura ogłosiła, że kierowca Łukasz T. był trzeźwy, ale w jego krwi wykryto leki przeciwbólowe i antydepresyjne. Nadal jednak biegli badają, czy faktycznie mogły one wpłynąć na postępowanie mężczyzny. Jak zeznał sam 31-latek, nie leczył się psychiatrycznie.

Jak tłumaczy Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach:

Biegli będą musieli teraz ocenić, czy ta ilość leków miała wpływ na prowadzenie pojazdu. Prokuratorzy informują, że były to leki wypisane na receptę. Kierowca podjął pracę o 3:30, a do wypadku doszło 3 godziny później, po godzinie 6:00.

Oskarżony tłumaczy się tym, że wystraszył się tłumu ludzi, którzy próbowali dostać się do wnętrza pojazdu. Z tego przerażenia ruszył on do przodu, nie mając świadomości, że śmiertelnie potrącił kobietę. Uciekł do zajezdni, gdzie jak twierdzi „poczuł się bezpiecznie”.

Ruszyła także zbiórka pieniędzy na pomoc prawną dla kierowcy z Katowic. Część internautów sądzi, że Łukasz T. padł ofiarą nagonki medialnej.

Źródła: www.onet.pl, www.fakt.pl
Fotografie: Facebook (miniatura wpisu), Twitter, Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij