×

Zabójstwo studentki w Lublinie. Napastnik pastwił się i odgryzł jej usta

Zabójstwo studentki w Lublinie wstrząsnęło całym miastem. Ciało 23-latki było zmasakrowane, a o dokonanie makabry obwiniono „Wampira z Bytowa”.

Reklama

Zaginięcie studentki

Do makabrycznej zbrodni doszło w styczniu 1999 roku. 23-letnia Jolanta T. była studentką piątego roku Wydziału Pedagogiki i Psychologii UMCS. Niska szatynka mieszkała z dwiema współlokatorkami w akademiku „Helios” na miasteczku akademickim w Lublinie.

Wieczorem 22 stycznia 1991 roku wyszła z akademika i nie wróciła na noc. Koleżanki zaginionej powiedziały później funkcjonariuszom, że nigdy się to jej nie zdarzyło i zawsze informowała, dokąd się udaje. Tak było również tego dnia.

Reklama

Policja początkowo zbagatelizowała sprawę. Każdego miesiąca przyjmowali oni wiele zgłoszeń o zaginionych studentach, ale wiele z nich odnajdowało się samych i w niedługim czasie. Oficjalne poszukiwania rozpoczęły się dopiero 24 stycznia, gdy ojciec Jolanty T. zgłosił zaginięcie córki.

Zabójstwo studentki w Lublinie

Ciało 23-letniej studentki odnaleziono po południu 28 stycznia w okolicach miasteczka uniwersyteckiego. Policjanci w trakcie rutynowego przeszukiwania dostrzegli pod warstwą śniegu plamy krwi oraz drobne odpryski kości. Makabrycznego znaleziska dokonano około 300 metrów dalej.

Jak czytamy w Kurierze Lubelskim z 29 stycznia 1991 r.:

Reklama

Ciało dziewczyny było przykryte jesionką i kawałkami papy. Leżało w zagłębieniu, twarzą zwrócone do ziemi, na terenie byłej strzelnicy wojskowej przy al. PKWN.

Najgorszy był jednak stan zwłok. Studentka nie miała na sobie dolnej części garderoby, a wyniki sekcji były wstrząsające.

Dziewczyna została prawdopodobnie zaatakowana od tyłu. Stwierdzono trzy potężne uderzenia w głowę, jakimś tępym narzędziem. Jedno z nich zadane zostało z przerażającą siłą i doprowadziło do promienistego pęknięcia całej czaszki. Morderca, jak się przypuszcza, pastwił się nad usiłującą się bronić ofiarą.

Przerażające są również widoczne gołym okiem ubytki zarówno dolnej jak i górnej wargi ofiary. Pierwsze opinie mówią o ich odgryzieniu.

Ponadto w organizmie 23-latki wykryto ciała obce. Mordu prawdopodobnie dokonano na tle seksualny.

Reklama

Psychoza strachu

Lubelska prokuratura i policja rozpoczęła poszukiwania sprawcy (lub sprawców), lecz pozostawał on nieuchwytny. W trzecim dniu śledztwa zatrzymano mężczyznę, który pasował do opisu dokonanego przez zgłaszające się na policję kobiety. Okazało się jednak, że zatrzymany nie miał nic wspólnego ze sprawą.

W następnych dniach w mieście zaczęła narastać panika. Obawiano się, że zabójca może zaatakować ponownie. Zapanowała psychoza strachu. Wśród mieszkańców Lublina krążyły plotki o psychopatycznym zabójcy. Mijały jednak tygodnie, a sprawcy nie udało się schwytać.

Reklama

W tym czasie policjanci mieli pełne ręce roboty, gdyż dostawali setki zawiadomień o zaginięciach młodych kobiet. Jednak żadne z nich nie pasowało do opisu zbrodni Jolanty T.

Wampir z Bytowa

Przełom w sprawie nastąpił dopiero kilka miesięcy później. W 1992 r. zatrzymano Leszka Pękalskiego, którego okrzyknięto „Wampirem z Bytomia”. Skąd wziął się pseudonim? Mężczyzna podczas śledztwa sam przyznał się do 90 zbrodni w różnych częściach kraju. Najbardziej szokujące były jednak szczegóły dokonywanych przez niego zabójstw.

Prokuratura postawiła mu ostatecznie 17 zarzutów morderstw dokonanych między 1984 a 1992 rokiem – w tym mordu na Jolancie T. Na wolność miał wyjść w 2017 roku, ale sąd orzekł, że mężczyzna nadal jest niebezpieczny i umieścił go w zamkniętym ośrodku w Gostyninie.

Sprawa makabrycznego morderstwa Jolanty T. trafiła do policyjnego „Archiwum X”, gdzie czeka, aż na jaw wyjdą nowe fakty.

Źródła: kurierlubelski.pl, newsbook.pl
Fotografie: Twitter, Pixabay

Może Cię zainteresować