×

Dziennikarz prasowy, telewizyjny i radiowy, Krzysztof Leski nie żyje. Mężczyzna został zamordowany. Jego zwłoki znaleziono w mieszkaniu na warszawskiej Woli.  Ze wstępnych ustaleń wynika, że w jego mieszkaniu doszło do scen rodem z horroru. Włos się jeży na karku, gdy czytamy zeznania policji…

Makabryczna zbrodnia – zabójstwo Krzysztofa Leskiego

W poniedziałek w mieszkaniu na warszawskiej Woli znaleziono zwłoki dziennikarza, Krzysztofa Leskiego. Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola wszczęła dochodzenie w sprawie morderstwa 60-latka. Insp. Sebastian Gleń, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie powiedział w mediach:

Drzwi do mieszkania były zamknięte, a ze środka nie dochodziły żadne odgłosy. Policjanci  i wezwani  do pomocy strażacy wyważyli drzwi, a po wejściu do środka, znaleźli zwłoki 60-letniego mężczyzny, który posiadał widoczne obrażenia świadczące, że padł ofiarą przestępstwa.

To właśnie krakowscy funkcjonariusze, patrolujący Rynek Główny w Krakowie jako pierwsi zostali poinformowani o przestępstwie. Sam morderca podszedł do policjantów i przyznał się do zbrodni. Z jego zeznań wynikało, że zabił dziennikarza w sylwestrową noc. Do przestępstwa miało dojść w mieszkaniu na warszawskiej Woli.

Wstrząsająca zbrodnia

34-letniego mężczyznę zatrzymano pod zarzutem zabójstwa i przetransportowano do Warszawy. Jak powiedział prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, oskarżony obecnie przebywa w pomieszczeniu przewidzianym dla osób zatrzymanych w Warszawie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że Łukasz B. poderżnął gardło dziennikarzowi. Prokurator Łapczyński dodał, że:

Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień.

Wszystko wskazuje na to, że Łukasz B. i Krzysztof Leski poznali się jesienią ubiegłego roku. Po raz pierwszy mieli się spotkać w jednej z placówek medycznych w Warszawie. Po jakimś czasie zamieszkali razem w Warszawie. Okazuje się, że sąsiedzi nie wiedzieli o tym, że w mieszkaniu obok mieszka znany dziennikarz.

Niełatwe życie Leskiego

Popularny bloger, Galopujący Major zajmujący się polityką, który bardzo dobrze znał dziennikarza, opublikował na swoim blogu poruszający wpis. Przyznał, że Leski nie miał łatwego życia. Po zwolnieniu z pracy, zapadł na depresję i nie był w stanie znaleźć nowego zajęcia.

Zawód dziennikarza go wypluł i przez lata pozostawiał na aucie.

Pomimo własnych trudności, usiłował nieść pomoc innym. Chętnie oferował darmowy nocleg osobom, które nie miały gdzie spać.

Istnieje prawdopodobieństwo, że właśnie w takich okolicznościach poznał Łukasza B. Galopujący Major pisze:

Ponoć zamordował go facet, którego Krzysztof ugościł i chciał mu pomóc. Chciałoby się powiedzieć, cały Leski, który przez lata, każdego 31 października, organizował nocne marsze do Palmir. Albo przyjmował, pewnie nie tylko Francuzów, na coachsurfingu.

Inne zdanie na ten temat ma Cezary Gmyz.

Ostatni wpis przed śmiercią

Kilka godzin przed śmiercią dziennikarz opublikował na swoim blogu nostalgiczny wpis. Dotyczył on podsumowania mijającego roku.

Pogodziłem się z rzadkimi znakami życia od dzieci uznając je za dobry znak. Zawsze patrz się w jasną stronę, czyż nie? Na razie przygniata mnie nieustający strajk software’u. Nie sądziłem, że tego typu problemy mogą tak znacząco wpływać na nastrój.

W sylwestrowy wieczór Leski pisał także o złym samopoczuciu, nawiązując tym samym do zachowania swojego czworonoga.

Kot też ma zły czas – wciąż domaga się wypuszczenia na klatkę schodową, by szukać kotów, które poznał, gdy byłem w szpitalu. Być może przestanie być samotny już w przyszłym tygodniu – formalności bliskie dopełnienia.

Krzysztof Leski urodził się 9 stycznia 1959 roku w Warszawie.  Jego kariera dziennikarska rozpoczęła się od pracy jako publicysta prasy wydawanej przez Niezależne Zrzeszenie Studentów.  Był redaktorem naczelnym Biuletynu Informacyjnego NZS na Politechnice Warszawskiej, na której studiował. Leski pracował m.in. w „Tygodniku Mazowsze”, „Expressie Wieczornym” i „Gazecie Wyborczej”. Współpracował także z TVP. Dziennikarz został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2017 roku odmówił przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności. Decyzję motywował tym, że jego zdaniem „prezydent Andrzej Duda dzieli tych, których nagradza medalami, na lepszy i gorszy sort”.

Zginął z rąk człowieka, któremu dał dach nad głową. Sceny, jak z horroru, które odbyły się w jego mieszkaniu, na długo pozostaną nam w pamięci…

Polecane

Fotografie: Twitter.com

Może Cię zainteresować