×

Żadna praca nie hańbi? Bzdura! Te kobiety boleśnie się o tym przekonały

Podobno „żadna praca nie hańbi”. Istnieją jednak zawody, których Polacy się wstydzą. Poznajcie historie kobiet, które były wyśmiewane przez pracę.

Wyśmiewane przez pracę

W Polsce można znaleźć wiele zajęć, w których od lat brakuje rąk do pracy – są nieprzyjemne, słabo płatne i cechuje je mały prestiż. Są też źle postrzegane przez społeczeństwo.

Osoby prowadzące firmy sprzątające często narzekają na brak pracowników. Ręce do pracy są potrzebne, jednak wciąż niewiele osób chce w takich miejscach zarabiać. Dlaczego tak się dzieje?

Mam 23 lata, pracuję jako sprzątaczka. Mój chłopak się tego wstydzi, a jego rodzina nieustannie mi dogryza. Żałuję, że powiedziałam im, czym się zajmuję.

– czytamy na jednej z facebookowych grup.

Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych przypadkach zatrudniania specjalistów najniższego szczebla. Serwis WP Kobieta przedstawił historie trzech kobiet, które były wyśmiewane przez pracę.

Po co szłaś na studia?

Teresa skończyła studia na Politechnice Warszawskiej i zdobyła tytuł magistra. 27-latka od zawsze chciała zajmować się biotechnologią. Niestety najbliższa jej osoba ciężko zachorowała i trzeba było zarobić na leczenie. Jak mówi młoda kobieta:

Mój ojciec ma raka. Żeby zacząć leczenie, musiał zrezygnować z pracy. Mama dorabia jako szwaczka, ale to za mało żeby odłożyć na dom i spłacać ratę zaległego kredytu. Musiałam im pomóc, więc poszłam do pierwszej lepszej pracy, żeby jak najszybciej odłożyć pieniądze. Padło na sprzątanie biurowców.

W ten sposób Teresa mogła jednocześnie studiować i pracować. Sprzątaniem zajmowała się nocami, a w ciągu dnia miała czas na uczelnię. Kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że jest to mało płatne zajęcie, ale to polubiła:

Pieniądze może nie są zawrotne, ale pozwalają nam spokojnie żyć i zapewnić tacie odpowiednią opiekę. Nie mam problemu z tym, czym się zajmuję. Chociaż skończyłam już studia, sprzątam dalej. Wkręciłam się w tę robotę, dobrze dogaduję się z szefostwem, nie mam powodów do narzekania.

Jednak babcia Teresy i dwie jej ciotki nie potrafią zaakceptować wyboru zawodowego dziewczyny. Dla nich sprzątanie czyiś brudów jest pracą hańbiącą:

Cały czas słyszę, że jestem nieudacznikiem. Pytają, po co szłam na studia, skoro i tak skończyłam jako służąca. Nie rozumieją żadnych tłumaczeń. Dla nich sprzątaczki to typ „podludzi”, którymi mogą pomiatać. Tamta część rodziny pracuje jako wykładowcy akademiccy. Każdy, kto zajmuje się pracą fizyczną, jest dla nich przegrany. Lubię swoją pracę, ale przez gadanie rodziny jest mi zwyczajnie przykro.

Dobrze płatna praca

Oliwia z Poznania należy do kobiet, które są wyśmiewane przez pracę. 26-latka skończyła wyższe studia i może się pochwalić dyplomem psychologii z Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Od 3 lat pracuje jednak na kasie w jednym z dyskontów. Według niej, jest to bardziej opłacalne zajęcie, niż początkującego terapeuty:

Od razu dostałam umowę o pracę, elastyczny grafik i bardzo przyzwoitą pensję. Do tego opieka medyczna, karnet na siłownię, świąteczne paczki dla pracowników, długo by wyliczać. Gdybym zaczęła raczkować w wyuczonym zawodzie, na takie warunki mogłabym liczyć może po 4-5 latach. Tutaj mam to od razu. Do tego zero zmartwień. Przychodzę, robię swoje i wychodzę. Nie zabieram pracy do domu, ani nie siedzi mi w głowie.

Znajomi ze studiów wyśmiewają Oliwię przez to, że pracuje na kasie. Kiedy jednak kobieta mówi im, ile zarabia, ich uśmiechy gasną:

Kiedy ktoś nowy w towarzystwie pyta mnie, czym się zajmuję i słyszy odpowiedź, parska pod nosem śmiechem. Moimi przyjaciółmi są głównie ludzie ze studiów, więc dla nich osoba, która nie pracuje w zawodzie marnuje swój potencjał. Najbliższe mi osoby rozumieją mój wybór, dla pozostałych to jednak powód do żartów. Często, kiedy przechodzę koło moich dawnych kolegów, robią za moimi plecami charakterystyczne „biip”, jak przy kasowaniu towaru na kasie. Ciekawe tylko, że kiedy mówię im, ile zarabiam, nagle przestają się śmiać.

Mój własny facet się mnie wstydził

Przez pracę fizyczną rozpadł się związek 31-letniej Joanny. Partner kobiety nie mógł zaakceptować tego, że robi ona to, co lubi:

Jestem szkolną woźną. Lubię to zajęcie, bo mogę pomagać dzieciakom i do tego sprzątanie nie jest zbyt wymagające. Niestety mój partner nie mógł zaakceptować, że 31-letnia kobieta nie ma wyższych ambicji.

Chłopak Joanny pracował jako analityk w jednym z banków. Niemal na każdym kroku wypominał jej, że nie osiągnęła sukcesu zawodowego. Przez to kobieta czuła się dyskryminowana:

Kiedy się poznaliśmy, on wiedział, czym się zajmuję i nie stanowiło to dla niego problemu. Dopiero po jakichś dwóch latach spotykania się, kiedy zamieszkaliśmy razem, zaczęły się docinki. Kiedy poprosiłam go o posprzątanie po sobie, mówił, że przecież ja zrobię to zawodowo i on nie będzie się tym zajmował. Bolało mnie to, ale byłam głupia i bardzo zakochana. Myślałam, że to tylko faza, że ma trudny czas w życiu, ale mu przejdzie i znowu będzie kochany. To się jednak tylko nasilało. Słyszałam, że mam się nie odzywać w kwestii ewentualnego kredytu, bo „co może wiedzieć woźna o finansach”, albo że on wybierze książkę w prezencie dla naszych wspólnych znajomych, bo ja „i tak nie znam się na kulturze”.

Pewnego dnia okazało się, że jej mężczyzna okłamał swoich rodziców mówiąc, że ta pracuje w marketingu. Jak sam powiedział: „Przecież nie powiem im, że jesteś woźną. Chyba zabiliby mnie śmiechem. Nie takiej synowej by chcieli”. To przelało czarę goryczy i kobieta postanowiła z nim zerwać:

Po rozstaniu i tak słyszałam od znajomych, że on rozpowiada o mnie jakieś plotki i mówi, że jestem tylko głupią woźną. Nie zamierzam się już wstydzić. Żadna praca nie hańbi, a wstydzić powinni się tylko ci, którzy nic nie robią.

Źródła: kobieta.wp.pl
Fotografie: Freepik, Twitter, Pixabay, www.2ndmlg.marines.mil

Polecane

Może Cię zainteresować