×

Mąż Pani Beaty był skrajnie niedożywiony i dostał odleżyn. Lekarz: „I tak umrze”

Idąc do szpitala, każdy z nas wierzy, że dostatnie najlepszą możliwą opiekę. Oczywiście, czasem pacjenci mogą narzekać na jakość jedzenia, czy szpitalnych łóżek, ale zwykle personel medyczny stara się jak tylko może. Niestety, w przypadku Pawła Tomczaka wszystko wyglądało inaczej. Po tym jak trafił do szpitala w Pabianicach na oddział neurologiczny zaczął się koszmar.

Był zdrowym człowiekiem

Paweł cieszył się całkiem niezłym zdrowiem. 1 września zaczął się jak co dzień. Poszedł do pracy, ale już nie wrócił z niej do domu. Dostał udaru krwotocznego do pnia mózgu i trafił do szpitala. Jego stan był bardzo ciężki, wylądował więc na oddziale intensywnej terapii w Łodzi. Tam lekarze próbowali przywrócić go do życia. W końcu z racji na brak miejsc przetransportowano go do innego szpitala.

Szpital z horroru

Ostatecznie trafił do Centrum Medycznego w Pabianicach. Przez 49 dni lekarze walczyli o jego życie. Kiedy jego stan był w końcu stabilny, podjęto decyzję o przeniesieniu Pawła na oddział neurologiczny. Nikt nie spodziewał się, że tam zacznie się horror całej rodziny.

Personel medyczny zachowywał się skandalicznie. Beata, żona pacjenta opowiada, że aby uzyskać jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia męża, musiała uganiać się z ówczesną szefową oddziału. O koszmarze, który przeżyła cała rodzina opowiedziała w rozmowie z „Pabianice.tv”:

Słyszałam, że mój mąż i tak umrze ze względu na powikłania. Zdarzało się, że kroplówka leciała w pościel, bo żyła się zapchała. Podobnie było z nieczyszczoną rurką tracheostomijną. Bywało, że leżał w moczu, bo cewnik się zagiął. Nabawił się odleżyn. Rany paprały się, przesiąknięte bandaże były całe w wydzielinie. […] Pewnego dnia wykrzyczano mi w twarz, że mój mąż zadłużył oddział, bo na neurologii leży się góra trzy tygodnie, a nie trzy miesiące

Zakażenie i niedożywienie

Ustalono, że Paweł opuści szpital 11 lutego. Przed wypisem wykonano jeszcze ostatnie badania. Wtedy okazało się, że mężczyzna ma wodogłowie. Beata zaznacza, że nikt nie przejął się diagnozą. Dopiero po 4 dniach przewieziono go do placówki w Zgierzu. Tam lekarze stwierdzili, że jego stan jest dramatyczny i od razu zdecydowali się na operację.

Diagnoza Pawła w Zgierzu obejmowała między innymi niedożywienie i zakażenie bakteryjne w odleżynach. Okazało się, że w szpitalu w Pabianicach mężczyzna przebywał na diecie 1000 kcal na 20 godzin. W nowym szpitalu od razu zamieniono ją na dietę 3000 kcal.

Archiwum

Brak refleksji

Lokalny portal zwrócił się z prośbą o komentarz do Pabianickiego Centrum Medycznego. Oświadczenie wydał, więc dyrektor ds. administracyjno-skarbowych PCM Adam Marczak. Powiedzieć, że stanowisko szpitala jest mocno wymijające, to mało:

Po rozmowie z osobami, które miały bezpośredni kontakt z pacjentem i jego małżonką, nie mogę potwierdzić stawianych nam zarzutów. Nie możemy również odnieść się do kwestii medycznych, gdyż informacje na temat przebiegu leczenia i stanu zdrowia pacjenta możemy udzielić tylko osobie upoważnionej

Żona Pawła Tomczaka obecnie zbiera pieniądze na jego rehabilitację.

_________________________________
*Część zdjęcia głównego ma charakter poglądowy

Polecane

Może Cię zainteresować