Kategorie NewsyŻycie

Maciej wspomina śmierć synka: „Tuż przed otworzył oczka, spojrzał na nas i umarł”

Śmierć własnego dziecka to bez wątpienia jedno z najbardziej bolesnych i przykrych doświadczeń, jakie może spotkać w życiu kochającego rodzica. Przekonał się o tym Maciej Karczyński, były policjant i antyterrorysta. Obecnie jest trenerem piłki nożnej i futsalu. O chorobie i śmierci synka opowiedział podczas rozmowy z portalem misyjne.pl. Poruszające słowa kochającego ojca wzruszają do łez.

Przyjście na świat Marcela. Już wtedy wiele wskazywało na to, że coś jest nie tak

Rozwój chłopca imieniem Marcel od samego początku budził obawy.

Wszystko zaczęło się od tego, że lekarzom, jeszcze w czasie ciąży, nie spodobał się wynik USG. Byłem przy urodzeniu Marcela, chciałem widzieć jego wyjście na świat, jako ojciec, rodzic, chciałem to widzieć. Gdy Marcel był już z nami, przestał oddychać, został pobudzony klapsami. Bardzo się wtedy wystraszyłem, ale zaczął płakać. Pierwsza doba w szpitalu była ciężka, zła. Był w inkubatorze, nie chciał jeść, trafił na intensywną terapię. Pojawił się u nas, już na poważnie, lęk i pierwsze obawy – opowiada były policjant

Kiedym malec miał około 10 miesięcy, zrobiono mu badania genetyczne, które miały pomóc poznać odpowiedź na pytanie, dlaczego zdrowie Marcela pozostawia tak wiele do życzenia. Wynik poruszył wszystkich – mutacja genu MECP2.

Maciej wspomina śmierć synka: „Tuż przed otworzył oczka, spojrzał na nas i umarł”
Imgur

Mutacja genu MECP2. Co to takiego?

Mutacja genu MECP2 to m.in. brak odporności, brak rozwoju, kilka schorzeń. Do tego… Marcel miał najcięższą odmianę tej choroby. Miał wszystko, co mógł dostać w tym „pakiecie”. Znam chłopca w Polsce, który choruje na tę samą chorobę i on żyje, bo ma lżejszą odmianę. Po śmierci Marcela przekazaliśmy jemu i jego rodzinie pieniądze, które zebraliśmy na leczenie

„Dlaczego on?”

Maciej Karczyński nie mógł się pogodzić z tym, że tak ogromne nieszczęście dotknęło właśnie jego syna, o czym świadczyła jego niezwykle szczera, pełna emocji wypowiedź.

Człowiek wkurza się na wszystko… wkurza się na Boga… Wygarnia Mu… Pyta: „Dlaczego ja?”, „Dlaczego on? Czemu on jest winny?”, „Czy ja zrobiłem coś złego w życiu, że Bóg mnie teraz tak każe?”

Maciej wspomina śmierć synka: „Tuż przed otworzył oczka, spojrzał na nas i umarł”
Imgur

Propozycja ze strony lekarzy

Były policjant wspomniał również o olbrzymim dylemacie, przed jakim postawili go lekarze. Lekarze, którzy zasugerowali odstąpienie od terapii i podłączenie dziecka pod specjalną kroplówkę, która miałaby powoli i bezboleśnie odebrać życie dziecku.

Sugerowano nam taką pseudoeutanzję. Gdy zapytałem wprost, czy to jest to, o czym myślę, to wszyscy spuścili wzrok. Mama Marcela bardzo naciskała na to, by walczyć o jego życie. Widziałem w oczach i mowie ciała lekarzy sugestię, by dać Marcelowi odejść, zasnąć. Jedna lekarka powiedziała: „Lepiej byłoby, gdyby Marcel zasnął”

Czy można usłyszeć coś gorszego?

Ostatnie pożegnanie

Były policjant ze łzami w oczach wspomniał również o ostatnim pożegnaniu z dzieckiem.

Sama śmierć była spokojna. Wielogodzinna, ale spokojna. Byłem wtedy w delegacji na Śląsku, dostałem telefon od mamy Marcela, że Marcel umiera… Marcel umarł jak bateria… wyczerpał się. Tuż przed otworzył oczka, spojrzał na nas i umarł na naszych rękach – wyznaje Maciej Karczyński

Czy dla Marcela była nadzieja? Tato zmarłego chłopca ma na ten temat swoje zdanie.

A może gdyby sędzia decydował o własnym dziecku, to by zrozumiał, co mówili rodzice Alfiego? W takich sytuacjach trzeba zrobić wszystko, by na koniec mieć czyste sumienie, że się zrobiło wszystko, że nie poszło się na łatwiznę

Maciej wspomina śmierć synka: „Tuż przed otworzył oczka, spojrzał na nas i umarł”
Pixinio

Rada od taty, który stracił swoje dziecko

Maciej Karczyński robił wszystko, co tylko mógł, aby cieszyć się swoim dzieckiem jak najdłużej. Jak każdy kochający ojciec, chciał również dla niego jak najlepiej. Dziś ma na swoim koncie bagaż doświadczeń, dlatego postanowił doradzić innym, jak radzić sobie w sytuacjach, gdy choroba dziecka nie ustępuje.

Wychodziłem czasami ze szpitala. Obciążenie taką sytuacją jest cały czas i jest bardzo wysokie. Grałem w piłkę, pracowałem. Będąc rzecznikiem prasowym, siłą rzeczy byłem przez was – dziennikarzy – odciągany od myślenia na jeden temat. Nie znalazłem pomocy w alkoholu, używkach, nie polecam. Trzeba mieć nadzieję i wiarę. Trzeba otaczać się dobrymi ludźmi, robić swoje i kochać dziecko. A jak ktoś ma pasje, to ważne, by z nich całkowicie nie rezygnowałKażdy musi znaleźć swój sposób. Płakałem strasznie, byłem załamany, nie mogłem sobie i światu tego darować

Oby tylko te rady przydały się jak najmniejszej ilości ludzi…

_______________________________________
*Zdjęcie główne ma charakter poglądowy