×

Problemy ze zbiórką Magdy Stępień. „Musi udowadniać, że jej dziecko jest chore”

Problemy ze zbiórką Magdy Stępień. Była partnerka Jakuba Rzeźniczaka poinformowała, że zrzutka zorganizowana na leczenie jej chorego syna prawdopodobnie została zablokowana. Wszystko przez to, że ludzie zaczęli zgłaszać zastrzeżenia po wypowiedzi Dzikiego Trenera.

Poważna choroba synka Magdy Stępień i Jakuba Rzeźniczaka

Półroczny synek Magdy Stępień i piłkarza Jakuba Rzeźniczaka ma raka wątroby. Niestety okazało się, że szansa na wyleczenie chłopca w Polsce wynosi jedynie 2 proc. Dlatego mama Oliwierka zorganizowała w sieci zbiórkę na leczenie synka w Izraelu. Celem było zebranie 350 tys. złotych.

Popularność Magdy i jej byłego partnera z pewnością się przydała, ponieważ wystarczyło kilka godzin, żeby zebrać potrzebne pieniądze. Ale jest coś, co poważnie zaszkodziło rodzicom, szukającym ratunku dla synka – fakt, że jeszcze niedawno mocno obnosili się ze swoim statusem materialnym.

„Brednie Dzikiego Trenera”

Zwrócił na to uwagę Dziki Trener (influenser Michał Bodzioch), który zbiórkę na leczenie chłopca określił jako niewłaściwą moralnie. Zauważył, że coś jest nie tak, jeśli Polacy, którzy zarabiają znacznie mniej niż Jakub Rzeźniczak, zbierają pieniądze na leczenie jego synka. Stwierdził, że jest to zbiórka, która ma pomóc rodzicom chłopca w utrzymaniu dotychczasowego pułapu życia.

Bardzo łatwo możemy znaleźć informacje, że piłkarz Wisły Płock Jakub Rzeźniczak zarabia tam 45 tys. zł miesięcznie. Rocznie prawie 600 tys. – czyli tyle, ile przeciętny Polak rocznie nie zarobił nigdy. Ten piłkarz nie zarabia dużych pieniędzy od wczoraj, tylko od lat

– mówi Dziki Trener na nagraniu, które zamieścił w serwisie YouTube.

Ta wypowiedź wywołała w sieci prawdziwą burzę. Magda Stępień starała się odeprzeć zarzuty, wyjaśniając, że utrzymuje się wyłącznie z alimentów i mieszka u mamy. Wygląda na to, że kobieta nie może liczyć na odpowiednie wsparcie ze strony byłego partnera.

Dałam wszystko, co miałam. Wystawiłam ubrania na sprzedaż, wyjęłam wszystkie oszczędności, których nie było wiele. Ludzie piszą, żebym sprzedała mieszkanie i samochód. Gdybym miała, sprzedałabym wszystko bez zastanowienia. Piszą, że stać mnie było na wyjazd na wakacje. Zostałam sama. Szukałam sposobu na to, żeby żyć dalej

– wyjaśniła w rozmowie z serwisem cozatydzien.pl.

Teraz zbiórka na leczenie małego Oliwiera została prawdopodobnie zablokowana, a znajoma Magdy Stępień uważa, że to przez „brednie Dzikiego Trenera”.

Problemy ze zbiórką Magdy Stępień

Magdalena Stępień na swoim Instastories zamieściła screen z konta @nona_i_ciemna_internetu_strona. Dowiadujemy się z niego, że w związku z wypowiedzią Dzikiego Trenera ludzie zaczęli zgłaszać zastrzeżenia co do zorganizowanej przez modelkę zbiórki.

Właśnie skończyłam rozmawiać z Magdą, te brednie, które @dziki_trener powiedziałeś, doprowadziły do tego, że zbiórka jest zablokowana i teraz matka, która powinna się pakować i lecieć na leczenie swojego dziecka, musi udowadniać, że jej dziecko jest chore

– czytamy.

Ale na tym nie koniec. Ze screena wynika, że Jakub Rzeźniczak nie bardzo się przejął koniecznością zebrania pieniędzy na leczenie synka.

Jak już chcesz wiedzieć panie najmądrzejszy, to tatuś dziecka przez 24 godz. nie odpowiadał na wiadomości matki, że potrzebne są pieniądze na leczenie dziecka, skąd szybka decyzja o zakładaniu zbiórki

– napisano na Instastories.

Ostrzegamy – wpis jest dość wulgarny.

Według serwisu Pudelek, stosowne dokumenty zostały już przesłane i zostaną poddane weryfikacji. Sęk w tym, że chyba nikt nie podawał w wątpliwość choroby chłopca. Chodziło raczej o to, czy osoba, która od lat zarabia krocie i wiedzie luksusowe życie, faktycznie powinna organizować zbiórkę na zrzutce, by zebrać 350 tys. złotych. Nie jest do końca jasne, czy zablokowanie zbiórki faktycznie ma związek z filmikiem, nagranym przez Dzikiego Trenera.

Fotografie: Instagram

Może Cię zainteresować

zamknij