×

Pisarz oskarżony o morderstwo. Wpadł, bo opisał swoje zbrodnie w książce

Wywiad-rzeka z anonimowym groźnym mordercą nie zyskał uznania wśród czytelników. Spotkał się natomiast z zainteresowaniem… policji, która odkryła, że Bartłomiej S. przeplata literacką fikcję z rzeczywistością. Pisarz oskarżony o morderstwo właśnie stanął przed sądem. Dla pieniędzy próbował zabić własnego ojca.

Pisarz oskarżony o morderstwo

Lubisz czytać książki kryminalne? Dla wielu czytelników to, że w książce opisano historie zaczerpnięte z życia, jest ogromnym atutem. Tak samo jest w przypadku serialu czy filmu. Ale nawet, jeśli jakiś wątek wydaje nam się całkiem odrealniony, rzeczywistość potrafi zaskakiwać.

Bartłomiej S. w 2015 roku wydał książkę, w której opisał swoje zbrodnie. Mroczny kryminał wydał własnym sumptem i zaczął od rozprowadzenia książki wśród rodziny i znajomych. Nawet w tak wąskim gronie książka nie zebrała dobrych recenzji. Ale wtedy chyba jeszcze nikt nie przypuszczał, jaką inspirację posiadał Bartłomiej S. W książce zawarł elementy autobiograficzne.

36-latka trudno nazwać utalentowanym pisarzem. Mężczyzna nie przepadał za pracą, ale chciał dostatnio żyć. Dlatego imał się różnych sposobów na zarobienie pieniędzy. Długo symulował chorobę, wyłudzając pieniądze od ojca. Mężczyzna stracił przez to ponad 270 tys. złotych. W końcu Bartłomiej S. zaczął szukać nowego źródła „dochodów”. Razem z Pawłem Ł. znalazł bezdomnego, którego perfidnie wykorzystywał. Brał kredyty i dokonywał oszustw, korzystając z dowodu mężczyzny.

Gdy policja zaczęła przyglądać się sprawie, Bartłomiej S. i Paweł Ł. postanowili pozbyć się niewygodnego świadka. Jednakże gdy próba otrucia nasionami cisu się nie powiodła, podali bezdomnemu wódkę, leki psychotropowe i leki na serce. Część z nich przemycili w kanapce. Potem udusili mężczyznę, krępując jego nogi i ręce, a na głowę zakładając mu foliowy worek. Po trzech dniach wrócili, żeby ukryć ciało bezdomnego pod podłogą altanki działkowej.

Poszliśmy do domu i czekaliśmy, aż umrze. Po trzech dniach tam wróciliśmy i zakopaliśmy ciało pod podłogą mojej altany.

– zeznał Bartłomiej S, cytowany przez „Fakt”.

Dla pieniędzy próbował zabić własnego ojca

Ta zbrodnia pokazuje, że Bartłomiej S. i jego „wspólnicy” dla pieniędzy byli skłonni zrobić wszystko. 36-latek postanowił nawet, że zamorduje własnego ojca. Chciał otrzymać spadek.

Podobnie jak w przypadku bezdomnego, wyrodny syn zaczął od prób otrucia. Gdy te się nie powiodły, postanowił wysłużyć się Patrykiem S. Przestępca napadł na ojca Bartłomieja S. w parku, gdzie zadał mu trzy ciosy siekierą w głowę. Ale napadnięty mężczyzna cudem przeżył, choć doznał złamania czaszki w kilku miejscach. Nawet to nie zatrzymało Bartłomieja S. Gdy jego ojciec przebywał w szpitalu, Bartłomiej S. udawał zrozpaczonego syna. Tymczasem obmyślał kolejny makabryczny plan. Tym razem nie zawahał się zaryzykować zdrowia i życia wielu ludzi.

Przestępcy poinformowali szpital, że podłożono pod niego bombę. Gdy zaczęło się zamieszanie, jeden ze wspólników miał przedostać się do ojca Bartłomieja S. i zamordować go poprzez wstrzyknięcie mu do kroplówki powietrza lub trucizny. Na szczęście plany przestępców pokrzyżowała policja.

Trzej oskarżeni trafili do aresztu. Tylko jeden z nich- Bartłomiej S. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Ale próbował wzruszyć sąd opowieściami o tym, jak to rzekomo poświęcał się dla córki.

Wszystko to robiłem dlatego, że nie miałem pieniędzy. Gdybym został zatrzymany za oszustwa, to straciłbym możliwość opieki nad córeczką

– mówił.

Mężczyznom grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Fotografie: Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij