×

Pielęgniarce odmówiono przyjęcia do szpitala. Zmarła oczekując na wyniku testu

Pielęgniarce odmówiono przyjęcia do szpitala, ponieważ nie posiadała wyniku testu na obecność koronawirusa. Lekarze uważali, że jej stan nie wymaga pilnej interwencji. Dwa dni później kobieta zmarła. Ostatecznie okazało się, że nie miała COVID-19.

System już się załamał?

Codziennie media obiegają informacje o niedopatrzeniach i błędach w wykonaniu lekarzy lub pielęgniarek. Mówi się, że winę za to ponoszą nie sami medycy, lecz trudna sytuacja w służbie zdrowia spowodowana epidemią COVID-19. Nie bez wpływu jest z pewnością postawa medyków, która uległa znaczącej zmianie na skutek tzw. ustawy o dobrym samarytaninie, która niejako pozwala na błędy lekarskie w czasie trwania epidemii.

Obserwując, co w tej chwili dzieje się w szpitalach i przychodniach zdrowia, można odnieść wrażenie, że zapowiadane przez pesymistów załamanie w służbie zdrowia już nastąpiło.

Jedną z ofiar przeciążenia NFZ jest 48-letnia pielęgniarka, pani Ewa. Kobieta zgłosiła się na SOR w Piotrkowie Trybunalskim, ponieważ czuła się bardzo źle. Doskwierały jej duszności i ogólne osłabienie. Ze względu na problemy kardiologiczne i przebyty rok wcześniej zawał serca, pacjentka bardzo martwiła się o swoje zdrowie. Niestety kobieta nie została przyjęta na oddział szpitalny, ponieważ w opinii lekarzy nie była nagłym przypadkiem i nie posiadała wyników testu na koronawirusa.

Pielęgniarce odmówiono przyjęcia do szpitala bez wyniku testu na Covid-19

Dwa dni trwało oczekiwanie na wynik testu pielęgniarki. W końcu rodzina chorej na serce kobiety została poinformowana, że pani Ewa nie jest nosicielem COVID-19, więc szpital może przyjąć pielęgniarkę po południu. Wówczas niespodziewanie stan kobiety uległ pogorszeniu. Do mieszkania wezwano karetkę pogotowia.

Niestety medycy nie zdołali jej pomóc. Kobieta zmarła, osieracając dwie córki. Jedna z nich jest pełnoletnia, druga ma zaledwie 7 lat. Partner zmarłej wini lekarzy za jej śmierć. Jest przekonany, że wciąż żyłaby, gdyby została na czas hospitalizowana.

Jakby została przyjęta, to pewnie by z nami tu była… Potraktowali ją po prostu źle.

Podobne spostrzeżenia ma starsza córka pani Ewy.

Błędem lekarza było to, ze pozwolił ją wypisać ze szpitala. To badanie, które miała zrobione w szpitalu, pokazywało, że jest w trakcie zawału. Współczynnik troponiny ciągle rósł

– mówi Aleksandra Osieczkowska, cytowana przez TVN24.

Lekarze zaprzeczają

Władze szpitala utrzymują, że zaraz po przybyciu do placówki kobieta została przebadana. Zdaniem Bartłomieja Kaźmierczaka, rzecznika prasowego Samodzielnego Szpitala Wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Piotrkowie Trybunalskim, wszystko przebiegało zgodnie z procedurami.

W tym przypadku lekarz stwierdził, że jej stan nie zagraża życiu i nie wymaga pilnej hospitalizacji, natomiast wymaga hospitalizacji, dlatego wskazany został termin, trzy dni po wstępnej analizie jej stanu zdrowia.

Sprawą zajmuje się już łódzki oddział NFZ.

*Zdjęcia mają charakter poglądowy
Fotografie: Twitter/Zdj. ilustrujące (miniatura wpisu), Twitter

Polecane

Może Cię zainteresować