×

Patologia na polskich uczelniach. Z takim traktowaniem zmagają się na co dzień studenci

Polskie uczelnie kształcą każdego dnia tysiące studentów. Każdego dnia dochodzi w nich również do sytuacji, które patrząc z perspektywy młodego pokolenia jak i doktorantów funkcjonują nieprawidłowo, a niekiedy zupełnie nie do przyjęcia. Poruszyć postanowił je biolog z Poznania, popularyzator nauki i dziennikarz naukowy Łukasz Sakowski. Zaznaczamy, że przytoczone przez niego przykłady pochodzą z całej Polski (lecz nie z każdej uczelni), a podzielił się nimi z prostego powodu. W imieniu sporej części społeczeństwa chce, aby tego typu zachowania został jak najszybciej zmarginalizowane.

Zastraszanie i mobbing jako najpoważniejszy problem polskich uczelni

I choć wielu osobom mogłoby się wydawać, że zastraszanie i mobbing dotyczy głównie studentów pierwszego roku, nic bardziej mylnego. Zdaniem Łukasza Sakowskiego ten problem dotyczy głównie doktorantów (studia III stopnia), których sukces jest w pełni zależny od ich promotorów. W ich przypadku nauka, uczciwość i pracowitość to nie wszystko – choć mogłoby się tak wydawać. Okazuje się, że doktoranci często wykonują prace swoich promotorów, którzy stają się dla nich swego rodzaju szefami i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Potrafią krzyczeć, zastraszać, wyzyskiwać, obrażać czy umniejszać swoim „podopiecznym”. Nie wierzysz? Jedną z takich historii, która miała miejsce w rzeczywistości, przedstawił biolog z Poznania.

Ze smutkiem stwierdziłem niedawno fakt, że większość moich znajomych rówieśników, którzy zrezygnowali ze studiów doktoranckich, zrobiła to przede wszystkim nie przez problemy finansowe (niskie stypendium), ale właśnie ze względu na mobbing i zastraszanie przez swoich promotorów i mowa tutaj o różnych uczelniach w całej Polsce. Ironią losu jest, że taki mobbingujący promotor również za deklarację odejścia potrafi swojego rezygnującego doktoranta zwyzywać i grozić mu karami, ponieważ jego rezygnacja oznaczać może zamrożenie grantu i potrzebę zorganizowania nowej rekrutacji

Pixabay

„Przynieście ciastka i pizzę na egzamin”

Z pewnością nie każdy się z tym spotkał i choć ciężko w to uwierzyć, takie słowa niejednokrotnie padły już z ust egzaminujących studentów osób – oczywiście nie jest to wymóg ze strony uczelni. Co  więc jeśli nie zrealizuje się polecenia? Bardzo prawdopodobne, że egzaminator w takim przypadku będzie bardzo niezadowolony. I choć jest to dużo mniej patologiczny przypadek, a trochę bardziej zabawny (o ile można tak powiedzieć), niż wcześniejszy, warto mieć świadomość, że takie sytuacje mają miejsca. Warto również się im sprzeciwiać na tyle, na ile jest to możliwe, bo czy tak powinno wyglądać zdawanie egzaminów?

Wikipedia

Nieobecność wykładowcy na wykładach

Nie zapominajmy, że to jego praca. Z pewnością wielu studentów doświadczyło uczucia, kiedy przychodzi na wykłady z samego rano, a tam… nie ma wykładowcy. Oczywiście nieprzyjście prowadzącego na wykład bez wcześniejszego uprzedzenia w ekstremalnym przypadku może zostać uzasadnione. Każdemu mógł się przecież zdarzyć wypadek czy mógł nagle zachorować. Bądźmy jednak szczerzy, niektórzy spóźniają się lub nie przychodzą notorycznie nikogo wcześniej o tym nie informując, a już na pewno nie studentów.

Nawet jeśli chwilowo jesteśmy szczęśliwi, bo mamy dodatkową godzinę na naukę do kolokwium albo możemy poczytać książkę lub wracać do domu i się wyspać, to w szerszej perspektywie regularne nieodbywanie się wykładów zadziała na naszą niekorzyść, zaś nieinformowanie studentów o odwołanych wykładach to po prostu brak szacunku do nich – podsumowuje Łukasz Sakowski

Palenie papierosów w budynku

To kolejna patologia, która nie dotyczy tylko studentów, choć mogłoby się tak wydawać.

Kilkakrotnie w różnych jednostkach uczelnianych spotkałem się z sytuacją, że doktorzy i profesorowie codziennie palili w swoich pokojach, zasmradzając też cały korytarz. To skrajny brak odpowiedzialności i kultury – palenie w budynku zwiększa ryzyko wystąpienia pożaru, truje wszystkich którzy przebywają w środku (przynajmniej na tym samym piętrze), a dla alergików czy astmatyków jest jeszcze groźniejsze – podkreśla Łukasz Sakowski

Dlaczego doktorzy i profesorowie łamią w ten sposób przepisy, które surowo zabraniają palenia w budynkach? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Czują, że wszystko im można, bo ma się „dr” czy „dr hab.” albo „prof.” przed nazwiskiem i tym bardziej jeśli jest się ważną osobą w danej katedrze, instytucie lub zakładzie. Oczywiście znowu zaznaczmy, że nie tyczy się to wszystkich.

Nagminne ściąganie, na które przymyka się oko

To zachowanie, które diametralnie obniża poziom nauczania studentów. Dlaczego więc niektórzy wykładowcy na to pozwalają, a już na pewno, kiedy dostaną wspomnianą wcześniej pizzę? Niektórzy robią to po prostu dla świętego spokoju. Nie chce im się poprawiać prac, a tym bardziej robić kolejnego terminu poprawek jednocześnie zdając sobie sprawę z poziomu nauczania na danej uczelni. To jednak nie wszystko… Niektórzy posuwają się do tego stopnia, że na czas egzaminu wychodzą z sali i pozostawiają studentów samych na kilkanaście minut. Czy tak to powinno wyglądać? Oczywiście każdy kiedyś ściągał i nikt nie jest święty. Pytanie tylko, czy ściągał raz, dwa razy, czy stało się to sposobem na prześlizgnięcie się przez większość kolokwiów i egzaminów? Jeśli tak to chyba nie tędy droga.

Czytanie ze slajdów

Któż ze studentów nie widział wykładowcy czytającego na swoich zajęciach ze slajdów lub stron podręcznika, zamiast opowiadania przedstawianego w interesujący sposób? Oczywiście, znowu nie popadajmy tutaj ze skrajności w skrajność, bo wspieranie się pomocami i notatkami jest jak najbardziej naturalne i wskazane. Są jednak pewne granice, których nie wypadałoby przekraczać, a przynajmniej nie przez pana z „dr” czy „dr hab.” albo „prof.” przed nazwiskiem.

Nie na tym polega rola wykładowcy, podobnie jak rolą nauczyciela w szkole nie jest kazanie przepisywania uczniom zdań z podręczników – podkreśla Sakowski

Speak Schmeak

To tylko część problemów, bo lista jest dłuższa

Podobnych zachowań i sytuacji, które nie powinny mieć miejsca na uczelniach wyższych, jest znacznie więcej. Nie chodzi tutaj jednak o to, aby wymieniać i przytaczać je wszystkie. Warto się jednak chwilę nad nimi zastanowić i wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Czy tak to powinno wyglądać? Zwróćmy uwagę na to, że takie zachowania i sytuację negatywnie wpływają na poziom nauczania, na zaufanie do wykładowcy i prestiż tegoż zawodu. Oczywiście, studenci też nie są w tym przypadku święci, jednak to już zupełnie oddzielny temat.

Może Cię zainteresować

zamknij