×

Palenie na balkonach i rzucanie petów. Niewiele brakowało by doszło do tragedii

Palenie na balkonach to zmora wszystkich mieszkańców bloków. Oprócz nieprzyjemnego zapachu, ludzie narzekają na wpadające do ich mieszkań, rozżarzone pety. Jedna z mieszkanek postanowiła wytoczyć walkę palaczom. Na klatce schodowej wywiesiła komunikat.

Czy to dozwolone?

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem w obrębie balkonu można liczyć na dość dużą swobodę. Poza trzepaniem dywanów, grillowaniem, wyrzucaniem śmieci przez balkon, puszczaniem głośnej muzyki czy nieobyczajnym zachowaniem, w zasadzie nie ma rzeczy, których nie można robić na balkonie. Na chwilę obecną nie istnieją przepisy, które zakazywałyby palenia tytoniu na balkonie. Jednak stale przybywa osób, którym takie zachowanie się nie podoba.

Do ich grona należy kobieta mieszkająca w budynku na Mokotowie. Niewiele brakowało, aby w mieszkaniu przy Batorego 33 w Warszawie wybuchł pożar po tym, jak jeden z mieszkańców zrzucił na jej balkon palącego się papierosa. Mieszkanka postanowiła podjąć interwencję. W tym celu wywiesiła na klatce schodowej komunikat, do którego dołączyła ubranko dziecięce z wypaloną dziurą. Na kartce napisała:

Tak się kończy rzucanie petów z balkonu.

Kobieta uważa, że zagrożenie jest realne. Nawet lekko żarzący się niedopałek jest w stanie przy dogodnych warunkach przeistoczyć się w pożar. Co więcej, zapach tytoniu jest nieprzyjemny i niezdrowy. Pani Justyna z Pragi-Północ w rozmowie z portalem Metro Warszawa tłumaczy:

To jest bardzo uciążliwe. Co chwila na moim balkonie lądują pety. Kiedyś mało brakowało i doszłoby do pożaru.

Palenie na balkonach

Ludziom daje się również we znaki brud, który zostawiają po sobie papierosy. Nierzadko sąsiedzi mieszkający na wyższych piętrach wysypują na dół zawartość swoich popielniczek. Pani Justyna nie jest w stanie wymóc na współlokatorach zmiany nawyków.

Nawet nie chce się im wrzucać petów do jakiegoś słoiczka, który mogliby ustawić na parapecie.

Dym papierosowy również przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu i źle wpływa na zdrowie mieszkańców. Narzeka na niego pan Mateusz z Mokotowa, cytowany przez Metro Warszawa:

Wystarczy, że sąsiad kilka razy w ciągu dnia zapali i w mieszkaniu wszystko śmierdzi. Firanki, zasłony. Nawet ubrania, które suszą się w pokoju.

Palarnia na korytarzu

Dość powszechnym zjawiskiem jest także palenie na korytarzu. Pani Patrycja, która mieszka na 10 piętrze w bloku na warszawskim Służewiu od lat kłóci się z sąsiadką o palarnię, którą ta stworzyła na klatce schodowej. Kobieta oprócz popielniczki, fotela i ławy, przygotowała sobie nawet obrus i paprotkę.

Palaczka usprawiedliwia swoje postępowanie faktem, że nie posiada balkonu. Twierdzi, że nie może tego robić w mieszkaniu, ponieważ później śmierdzą jej firanki. Warto przypomnieć, że w odróżnieniu od balkonu, klatka schodowa jest miejscem publicznym i dlatego nie wolno na niej palić. Policja i straż miejska mogą wystawić mandat tylko w sytuacji, gdy przyłapią kogoś na gorącym uczynku.

Fotografie: Imgur (miniatura wpisu), Imgur, Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij