×

On boi się koronawirusa i nie chce się spotkać. Paranoja czy zwykła wymówka?

Poznali się 10 miesięcy temu dzięki aplikacji randkowej. Hance wydawało się, że wreszcie udało jej się znaleźć kogoś sensownego. Ale czas mijał, a Michał wcale nie dążył do spotkania. On boi się koronawirusa, a ona… że już zawsze zostanie sama.

Internetowa znajomość

Hanka ma 32 lata. Ciągle słyszy od rodziny i znajomych, że to najwyższa pora na założenie rodziny i ustatkowanie się. Ale presja wcale jej nie pomaga w ułożeniu sobie życia.

Jestem pielęgniarką. Prawie wszystkie moje koleżanki z pracy są ode mnie starsze. Mają już mężów i dzieci, a kilka z nich ma już nawet wnuki! Kiedy przez 8 czy 12 godzin dyżuru ciągle słucham tych rodzinnych opowieści i sugestii, że na mnie też już najwyższa pora, czuję się fatalnie. Wiem, że koleżanki i moi bliscy chcą dla mnie jak najlepiej, ale mam już naprawdę dość tych ciągłych nacisków i nieudolnych prób swatania

– pisze 32-latka w liście do redakcji.

Hanka bardzo dużo pracuje, szczególnie teraz. W pracy otaczają ją głównie kobiety, a teraz w pandemii naprawdę ciężko jest kogoś poznać, nie wychodząc praktycznie z domu. W akcie desperacji Hanka postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Około roku temu założyła konto w aplikacji randkowej, o której słyszała od znajomej. Kiedyś myślała, że internetowe znajomości zdecydowanie nie są dla niej. Ale w końcu coraz więcej ludzi właśnie tak się poznaje. Zna nawet parę, która poznała się na czacie erotycznym. Dziś są szczęśliwym małżeństwem i mają córeczkę.

Dodałam kilka zdjęć, ale nie robiłam sobie żadnych nadziei. Zresztą z dnia na dzień byłam coraz bardziej zrezygnowana – telefon milczał, a jeśli już ktoś napisał, od razu było wiadomo, o jaki rodzaj znajomości mu chodzi. Ja mam dość przelotnych romansów i niezobowiązujących relacji. Nie jestem zainteresowana takimi propozycjami.

W końcu zobaczyła wiadomość, na którą czekała.

On boi się koronawirusa

Michał jest od niej o rok starszy i mieszka w sąsiednim mieście. Kiedy spojrzała na zdjęcia, nie powalił jej na kolana. Fizycznie może nie był w jej typie, ale przecież nie to jest najważniejsze. Gdy zaczęli ze sobą rozmawiać, poczuła „to coś”.

Był grzeczny, zabawny i miły. Od razu poczułam, że nadajemy na tych samych falach. Pracował jako informatyk, marzył o własnej firmie i wydawało się, że poważnie podchodzi do życia.

Pisali ze sobą przez 10 miesięcy, właściwie codziennie. Poświęcał jej dużo czasu, interesował się jej życiem i właściwie z każdym miesiącem znajomości tylko zyskiwał w oczach Hanki. Sęk w tym, że kobieta nie wiedziała, dokąd zmierza ich relacja, ponieważ Michał wcale nie dążył do spotkania.

 Nie jestem już nastolatką i naprawdę nie mam ochoty spędzać czasu wolnego z telefonem komórkowym. Ale Michał zbywał mnie, kiedy pytałam o spotkanie. Nie tylko nie wychodził z inicjatywą, ale sam zgrabnie omijał temat, kiedy coś proponowałam. W końcu przyznał, że od miesięcy wychodzi z domu tylko po zakupy i załatwić najważniejsze sprawy. Michał panicznie bał się zakażenia koronawirusem.

Sprawę utrudniał fakt, że Hanka jest pielęgniarką i dwa razy w tygodniu pracuje na oddziale covidowym. Próbowała tłumaczyć, że jest już po szczepieniu i doskonale wie, jak dbać o siebie i bliskich, i zabezpieczać się przed zakażeniem. Ale to Michała nie przekonywało.

Naprawdę czuję się już tym wszystkim zmęczona. Nie wiem, czy on ma jakąś paranoję, czy może to zwykła wymówka? A może to ze mną jest coś nie tak? Mam wrażenie, że przyciągam samych nieodpowiednich mężczyzn. Piotrusiów Panów, którzy potrzebują opiekunki, a nie partnerki. Zaczynam wątpić, czy to się kiedykolwiek zmieni. Nie dość, że jestem zapracowana, to jeszcze trafiam na takich dziwaków. A może pora po prostu pogodzić się z samotnością?

*Zdjęcia mają charakter poglądowy
Fotografie: Pixabay (miniatura wpisu), Pixabay

Może Cię zainteresować

zamknij