×

Ojczym bił kablem 9-latka. Matka chłopca nie zrobiła nic, żeby mu pomóc

Za zamkniętymi drzwiami jednego z mieszkań w Częstochowie rozgrywał się dramat małego chłopca. Gdy ojczym bił kablem 9-latka i kopał go, matka chłopca przyglądała się temu bez żadnej reakcji. Nie reagowali sąsiedzi, nie zareagował MOPS, chociaż od dwóch lat nadzorował rodzinę. Katowanemu dziecku pomogli dopiero… przypadkowi przechodnie.

Ojczym bił kablem 9-latka

Do wstrząsających wydarzeń doszło na jednym częstochowskich osiedli. To klasyczna sytuacja z cyklu: wszyscy wiedzieli, ale nikt nic nie zrobił. Do czasu, aż pod oknami mieszkania pojawili się przypadkowi przechodnie, którzy nie zamierzali się bezczynnie przyglądać krzywdzie dziecka.

Z mieszkania słychać było rozpaczliwe wrzaski. Krzyczał 9-letni, katowany przez ojczyma chłopiec. Mężczyzna kopał go i bił kablem. Robił to na oczach matki, ale ta nie kiwnęła nawet palcem, żeby pomóc synowi. Tego dnia chłopiec miał szczęście w nieszczęściu. Jego krzyk wreszcie usłyszał ktoś, kto postanowił zareagować. Dwaj przypadkowi świadkowie przez okno bloku zobaczyli, co dzieje się w mieszkaniu.

Zaniepokojeni mężczyźni postanowili dostać się do środka. To, co w nim zastali, było przerażające.

Był bardzo zaskoczony [ojczym chłopca – przyp. red.] tym, że weszliśmy do środka. Zachowywał się agresywnie, był nabuzowany emocjami. Chłopiec był bardzo pobity. Miał pręgi na dłoniach od kabla, pewnie na całym ciele też. Bardzo źle to wyglądało, on cały się trząsł. (…) Matka chłopca stała w drzwiach i nie reagowała, jeszcze mu wtórowała, grożąc chłopcu palcem. Zapytałem ją, dlaczego na to pozwoliła, ale milczała. Na pytanie, jak często się to dzieje, odpowiedziała, że to pierwszy raz. Spytałem chłopca, odpowiedział, że dzieje się tak cały czas

– relacjonuje jeden z mężczyzn, cytowany przez „Fakt”.

„To oczywiście bardzo przykra sytuacja”

Jak matka wytłumaczyła to, że pozwoliła na katowanie własnego dziecka? Kobieta twierdzi, że robiła to z poczucia wstydu.

Dziecko dostało książki ze szkoły i okazało się, że zalało je jogurtem. Jak mąż to zobaczył, to się wściekł, wziął kabel no i go uderzył. Wiem, że powinnam coś zrobić, ale bałam się, że przyjedzie policja, zobaczą sąsiedzi, że będzie wstyd

– wyjaśnia.

Szokującą sprawą zajęli się reporterzy „Uwagi”. To oni dotarli do sąsiadów rodziny. Jak się okazało, sąsiedzi doskonale wiedzieli, że ojczym znęca się nad chłopcem. Ale nie zrobili nic, żeby przerwać gehennę dziecka.

Tam na dole mieszka taki element, który bije dziecko. Nie zgłaszałem tego

– przyznał z rozbrajającą szczerością jeden z mieszkańców bloku.

Jak się okazało, w tej sprawie jest jeszcze jedna bulwersująca kwestia. Rodzina od dwóch lat była pod nadzorem MOPS-u. Ale pracownicy twierdzą, że nie wiedzieli, iż dziecko może doświadczać przemocy. Jednak takie tłumaczenie chyba nie do końca przemawia na ich korzyść…

To oczywiście bardzo przykra sytuacja. Wszyscy my, dorośli, powinniśmy reagować. Sprawa jest świeża, badamy ten temat. Na dziś wiemy, że wszyscy, którzy byli zaangażowani w pracę z rodziną, nie wiedzieli, że dziecko może doświadczać przemocy

– skomentowała Iga Dargiel z MOPS-u w Częstochowie.

A zatem na czym polega „nadzór MOPS-u”, jeśli przez dwa lata „wszyscy, którzy byli zaangażowani” nie zorientowali się, że dziecko jest bite?

Matka chce, żeby syn wrócił do domu

9-latek trafił do rodziny zastępczej, ale matka chłopca chce, żeby wrócił do domu. Mimo tego, co się wydarzyło, nie zamierza rozstać się z mężem. Mężczyzna nadal z nią mieszka. Matka 9-latka tłumaczy, że potrzebuje miłości i ciepła. Wydaje się mieć większe pretensje do bitego 9-latka, niż do swojego partnera.

Chociaż chłopiec zeznał, że od pięciu lat był ofiarą przemocy, w rozmowie z reporterką „Uwagi” matka sugeruje, że kłamał.

Pretensji nie mam do męża, ale mam żal. Nie wyprowadził się. Żyjemy od czterech lat i jesteśmy zgodnym małżeństwem, nie kłócimy się. To głównie szło o problemy syna. O naukę i to wszystko. Ja też potrzebuję miłości, ciepła

– tłumaczy kobieta.

Prokuratura wnioskowała o areszt dla matki chłopca i jej męża. Ale sąd nie uwzględnił wniosku. Póki co para pozostaje na wolności.

Co by było, gdyby dwaj przypadkowi mężczyźni nie pojawili się tego dnia pod oknem mieszkania i nie odważyliby się pomóc chłopcu?

Fotografie: Uwaga TVN (miniatura wpisu), Uwaga TVN

Może Cię zainteresować

zamknij