×

Zdradzana Iza z trójką dzieci chciała wynająć mieszkanie. Usłyszała, że jest puszczalska

Wynajmowanie mieszkania zawsze kojarzy się z jednym – wydatkiem dla osoby, która szuka i zarobkiem dla osoby, która udostępnia mieszkanie. Jeśli tylko obie strony godzą się na takie warunki, nie powinno być żadnego problemu. Gorzej jednak, jeśli ktoś ma zbyt wysokie wymagania i nie jest to osoba, która szuka czterech kątów.

W takiej sytuacji znalazła się Iza, która bardzo długo szukała mieszkania. Ponad 7 miesięcy chciała znaleźć kąt dla siebie i swoich dzieci. Dopiero po blisko roku jej się to udało. Dlaczego wcześniej miała problem?

Napisała do naszej redakcji wiadomość, w której opowiedziała całą historią i zwierzyła się z tego, jak traktowali ją ludzie, gdy dochodziło do rozmów w sprawie wynajmu mieszkania.

„Mam 39 lat i trójkę dzieci. Mąż mnie zdradzał, ale ja przymykałam na to oko. Czara goryczy jednak przelała się, gdy znalazłam w domu szminkę – i to nie był mój kosmetyk”

Nie chciałam od niego odchodzić, bo nie miałam pojęcia, co miałabym ze sobą zrobić. Nie pracowałam, a nie ma szans, że z zasiłku dałabym radę się utrzymać. Połykałam łzy, gdy widziałam Janka, jak późno wracał z pracy, pachniał damskimi perfumami i smsował z kimś nocami. Wiedziałam, co jest na rzeczy. Kiedyś był taki wobec mnie. Wszystko się zmieniło po dzieciach. Nie pociągałam go, o czym powiedział mi kilka razy.

Latami to się ciągnęło, ale w końcu powiedziałam sobie dość. Więcej nie pozwolę się poniżać. Pewnego dnia spakowałam siebie i dzieci i wyszłam z domu. Nie mieliśmy zbyt dużo. Nie miałam też gdzie iść, bo moi rodzice mieszkają na Mazurach, a z Wrocławia to kawał drogi. Dzieci tu mają swoje szkoły i przedszkola. Nie mogłam zmieniać im otoczenia. Na początku nie chciałam dzwonić do mamy. Ona od samego początku nie lubiła Janka, dlatego przez 2 tygodnia mieszkałam kątem u koleżanki i nie przyznawałam się rodzinie, że u mnie dzieje się coś złego. Mąż nawet mnie nie szukał, ani nie zainteresował się dziećmi. Najwidoczniej tak mu było na rękę…

„W końcu powiedziałam mamie, co mnie spotkało i od jak długiego czasu to się działo. Ona była zła, ale przyrzekła, że nam pomoże. Jeszcze tego samego dnia przelała mi 15 000 złotych na konto”

Rodzice mają swoją firmę i dobrze im się powodzi. Nigdy od nich nie brałam pieniędzy, ale w tym przypadku czułam się bezbronna. Moja mama dała mi te pieniądze, abym mogła wynająć mieszkanie i stworzyć dzieciom i sobie godne i bezpieczne warunki do życia. Niestety to okazało się trudniejsze niż myślałam…

Nie będę wymieniać poszczególnych rozmów z osobami, które wystawiły swoje mieszkania na wynajem, ale przedstawię Wam dwie osoby, które sprawiły mi największą przykrość. Pierwszą osobą była młoda bizneswoman, która miała mieszkanie do wynajęcia w centrum Wrocławia. Gdy tylko dowiedziała się, że mam trójkę dzieci i jestem samotna, powiedziała, że nie potrzebuje problemu…

Druga była starsza kobieta, której dzieci studiują w Anglii. W rozmowie powiedziała mi dokładnie tak: „Nie chcę w moim mieszkaniu burdelu. Jeśli jest pani sama i ma trójkę dzieci, to na pewno na tym się nie skończy. Nie ten adres kochana”.

Nie muszę dodawać, że po takich rozmowach czułam się jeszcze gorzej. Poświęciłam całe życie rodzinie, a od kobiety, która mnie kompletnie nie zna, usłyszałam, że jestem puszczalską lafiryndą. Szczęście, o ile można w ogóle o tym mówić w takiej sytuacji, uśmiechnęło się do mnie. Mieszkanie wynajęło mi starsze małżeństwo, które okazało mi ogromne serce.

Mieszkają na tym samym osiedlu i nie mają dzieci, a bardzo polubili moje maluchy. Gdy tylko miałam taką potrzebę i chciałam coś załatwić, albo szukałam pracy – oni zostawali z moimi dziećmi. Nieopisana jest pomoc, jaką dostałam od rodziców i tych państwa, jednak po drodze musiałam płakać każdej nocy, aby być w tym miejscu, którym jestem teraz.

Udało mi się znaleźć pracę w zawodzie architekta, a już myślałam, że to będzie niemożliwe po tylu latach przerwy. Mamie oddaję pieniądze w ratach i czuję, że jeszcze wiele przede mną. Za rok kończę 40 lat i chcę być inną osobą niż do tej pory. Mąż spotkał się w ciągu roku z dziećmi tylko dwa razy. Za każdy razem był na spotkaniu z inną dziewczyną. Nic się nie zmienił…

Najłatwiej oceniać, nie mając pojęcia o tym, jak wygląda prawda

_________________________________
*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Napisz do nas, jeśli spotkała Cię historia, którą chcesz się podzielić: redakcja@popularne.pl

Polecane

Może Cię zainteresować