×

„Czasem płaczę ja lub ekipa”: Dowbor zdradza kulisy programu „Nasz nowy Dom”

Katarzyna Dowbor zdradza kulisy programu w trakcie rozmowy z redakcją Fakt. Produkcja obfituje w wiele emocji.

Nie jedna łza płynie

„Nasz Nowy Dom” to wyjątkowy program, który pomógł już wielu rodzinom w potrzebie oraz pokochało go wielu widzów. Jednakże prowadząca Katarzyna Dowbor rzadko dzieli się z tym co faktycznie dzieje się za kulisami. W wywiadzie dla Faktu ujawniła co nieco. Okazuje się, że program jest o wiele bardziej emocjonalny dla członków ekipy, jak i samej dziennikarki niż się wydaje:

Bardzo często chce mi się płakać, ale muszę zachowywać się profesjonalnie. Oczywiście nie oznacza to, że nie zdarza mi się wyjść z planu, by uronić łezkę. Z resztą tak jak całej ekipie. Wszyscy bardzo przeżywamy losy naszych bohaterów. Najwięcej jednak jest u nas łez szczęścia, one są najpiękniejsze.

Z czym jest największy problem?

Dziennikarka przez 16 sezonów poznała wiele problemów, z którymi borykają się biedne rodziny. Łącznie pomogli ponad 240 rodzinom. Jednakże tym, który zawsze się przewija, jest brak odpowiednich warunków sanitarnych:

U rodzin, które się do nas zgłaszają, najczęściej jest tak, że jest tylko zimna woda w jednym pomieszczeniu. Największym problemem jest brak toalety i łazienki. Latem nie ma z tym takiego problemu, natomiast kiedy przyjdzie zima, te maleńkie dzieci trzeba wyprowadzać na zewnątrz. Poza tym to, że nie można wymyć czy wykąpać tych dzieciaków czy ciężko chorych, niepełnosprawnych osób i jedynym wyjściem jest miska, do której się leje ciepłą wodę podgrzewaną na przykład na kuchni węglowej, to to już jest problem. To jest po prostu ciężkie życie. Tu jest największy problem.

Dowbor zdradza kulisy programu

Prowadząca nie kryje, że nie potrafi „nie wiązać się” z bohaterami swojego programu. Wiele osób wyciąga im dusze na dłoni i po prostu pragnie pomocy. Wiele osób zapadło jej głęboko w pamięć:

Są takie rodziny, za które dalibyśmy się pokroić, i aż się wierzyć nie chce, że tych ludzi tak doświadczył los. Ostatnio mieliśmy super tatę, jestem nim zachwycona i wsią, która stała za nim murem. Takich ludzi się bardzo zapamiętuje. Oczywiście mam swoich ulubionych bohaterów. Najbardziej zapadają nam w pamięć te rodziny, które są prawdziwe, które niczego nie udają i przyjmują tę pomoc z taką ogromną – nawet nie chcę mówić wdzięcznością, bo to nie o to chodzi – ale z ogromnym zaufaniem do nas. Że im nie zależy na kolorach, czy innych rzeczach, bo to, co my dla nich zrobimy, to i tak będzie fantastyczne. I wtedy bardzo się spinamy i bardzo chcemy zrobić jak najlepiej.

Katarzyna Dowbor nie kryje także, że z niektórymi rodzinami utrzymuje kontakt. Jednakże nie zdradziła zbyt wiele szczegółów, albowiem chce, aby pozostały one w sferze prywatności:

Są rzeczy, których nie chcę zdradzać, bo to są bardzo osobiste sprawy. Ale jak wiem, że coś danej rodzinie może się przydać, to to robię. Czasem wożę książki czy kredki dla dzieciaków, czasem pomagam w inny sposób.

Nie zabrakło również pytania o przypadki zawiści ze strony sąsiadów bądź rodziny osób, które otrzymały nowy dom. Na szczęście tych przypadków jest mało:

Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, gdy była zawiść czy niezadowolenie, że komuś remontujemy dom. Zazwyczaj pracujemy w bardzo małych wsiach, miasteczkach, gdzie nie ma takiej znieczulicy. Myślę, że jest tam dużo większe nastawienie na drugiego człowieka. Tam bardzo często jak się kogoś poprosi, można znaleźć pomoc, sąsiedzi pomagają sprzątać. W większych miastach było nam zawsze ciężej znaleźć wolontariuszy.

Obecnie trwają przygotowania do 17. sezonu. Będziecie oglądać?

Źródła: www.fakt.pl
Fotografie: Imgur, Instagram

Może Cię zainteresować

zamknij