in

Amstaff rzucił się na 8-latkę, chwycił za rękę i ciągnął po chodniku. Ojciec ranił psa nożem

W niedzielny wieczór, 9 grudnia, amstaff prowadzony na smyczy przez 15-latkę, rzucił się na 8-letnią dziewczynkę. Nastolatka zdjęła mu kaganiec. Tłumaczyła, że nie spodziewała się, iż czworonóg tak się zachowa. Zostały postawione jej zarzuty. Sprawą ma zająć się sąd dla nieletnich.

Sprawa z drugim dnem

W niedzielę wieczorem obrończyni praw zwierząt zamieściła na Facebook’u post. Znajdowało się w nim zdjęcie zranionego w głowę amstafa. Anna Przybyła szukała osoby, która wyrządziła krzywdę zwierzęciu. Za jego znalezienie wyznaczyła nawet nagrodę. Już w poniedziałek rano na komisariat w Wałbrzychu zgłosił się mężczyzna, który przyznał się do tego czynu. Okazuje się jednak, że sprawa ma drugie dno.

Amstaff rzucił się na 8-latkę, chwycił za rękę i ciągnął po chodniku. Ojciec ranił psa nożemUdostępnij

Mężczyzna bronił córki

Przerażony ojciec bronił w ten sposób swojej 8-letniej córki. Amstaff rzucił się na dziewczynkę, łapiąc ją zębami za przed ramię. W rozmowie z Wirtualną Polską sierż. szt. Marcin Świeży, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, powiedział:

Ustaliliśmy, kto szedł z psem. To była 15-letnia córka właścicielki amstaffa, która była z nim na spacerze. Dziewczyna zgłosiła się na policję. Przyznała, że wychodząc z domu założyła psu kaganiec. Zdjęła go w trakcie spaceru, gdyż była już późna godzina i nie było ludzi na ulicach. – 15-latka zeznała, że nie spodziewała się, że pies może tak zareagować. Poczuła pociągnięcie i nagle zobaczyła, jak amstaff trzyma dziewczynkę za rękę

Sprawą zajmie się sąd dla nieletnich

Policjanci postawili już zarzuty 15-latce. Dotyczą one niezachowania nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu psa rasy amstaff i dopuszczenie do pogryzienia pokrzywdzonej, narażając na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sprawą ma zająć się sąd dla nieletnich.

*Zdjęcie główne ma charakter poglądowy

Źródło: wiadomosci.wp.pl | Fotografie: en.wikipedia.org, Facebook.com, Fot: Anna Przybyła