in

Alimenty w Polsce wzbudzają wiele emocji. „Zdradzę wam, dlaczego nie płacę na dzieci”

Alimenty w naszym kraju to temat mocno kontrowersyjny. Wynika to z tego, że najczęściej osoby, które nie płacą na dzieci, postrzegane są w mocno pejoratywny sposób. Jedną z takich osób, które regularnie nie pomagają finansowo byłej partnerce, jest Jacek. Mężczyzna napisał w tej sprawie wiadomość do serwisu papilot.pl. Z wywiadu dowiadujemy się, że ojciec nie chce płacić alimentów i zdradza przy okazji, dlaczego tego nie robi.

Alimenty – dlaczego Jacek ich nie płaci i nie widzi w tym żadnego problemu?

To moja żona zdecydowała, że się rozwodzimy. W pewnym momencie doszła do wniosku, że nie daję jej tego, co powinienem. Przez chwilę myślałem, że chodzi o czułość i bliskość, ale po rozstaniu wyszło szydło z worka. Mam wrażenie, że to wyłącznie kwestia pieniędzy i jej nierealnych oczekiwań. Doczekała się upragnionych dzieci, więc mnie już nie potrzebuje. A kasę i tak zdobędzie, choćby miała mi ją wyciągnąć z gardła. Byłem na tyle głupi, że zgodziłem się na rozwód bez orzeczenia o winie. To by wiele zmieniło

dzieci Udostępnij

„W małżeństwie nie działa jej się żadna krzywda, ale teraz dla pieniędzy jest w stanie powiedzieć wszystko”

Prawda leży jednak gdzie indziej – to ja zostałem porzucony i stłamszony. Odebrała mi dzieci, oszczędności, a teraz próbuje jeszcze uniemożliwić mi normalne życie. To rozstanie sporo mnie kosztowało, bo można powiedzieć, że jestem bankrutem.

Nie mam z czego płacić alimentów.

Nie podpisaliśmy żadnej intercyzy, więc przy podziale majątku mieliśmy dostać po połowie. Ona otrzymała zdecydowaną większość – mieszkanie, oszczędności, samochód. Jako ta, której przyznano opiekę nad dziećmi, wywalczyła praktycznie wszystko, co chciała. Miałem nadzieję, że przynajmniej w czasie ustalania alimentów trochę się opamięta

AlimentyUdostępnij

Była żona twierdzi, że dzieci nie mają za co żyć, a alimenty są niezbędne do tego, aby jakoś funkcjonować. Dla Jacka to jest kuriozalna sytuacja…

Sytuacja jest tak absurdalna, że ona oczekuje ode mnie nie tylko utrzymywania naszego potomstwa, ale także samochodu i mieszkania. Przed sądem zrobiła z siebie ofiarę, która nie ma na czynsz i paliwo, ale przecież trzeba wozić dzieci do szkoły. To prawda, że kiedy była ze mną, wtedy nie musiała pracować. Ale teraz mogłaby wreszcie zabrać się do roboty. Ma czas i możliwości.

Sąd kolejny raz stanął po stronie matki. Efekty są takie, że straciłem 3/4 majątku, a cała ta batalia tak wykończyła mnie psychicznie, że nie mam już siły o nic walczyć. Chwilę po zasądzeniu bardzo wysokich alimentów straciłem dochodową pracę. Ledwo sam się utrzymuję, a mam jeszcze płacić po 2500 zł na każde dziecko. Tyle wynoszą mniej więcej moje dochody, z których muszę wynająć mieszkanie i przeżyć. Była żona w sądzie płacze, że ledwo wiąże koniec z końcem, a później śmieje mi się w twarz.

Usłyszałem od niej, że już puściła mnie z torbami, ale zrobi wszystko, bym nie miał zupełnie niczego. To najlepszy dowód na to, że nie chodzi o żadną troskę. To zwyczajna zemsta. Tylko nie wiem za co, bo nie zdradziłem jej, ani nie porzuciłem. Decyzję o rozstaniu podjęła sama. Nie stać mnie na płacenie alimentów, więc jeszcze utrudnia mi kontakt z dziećmi.

Doskonale wiem jak to wygląda i dlatego uważam siebie za ofiarę. Jej i systemu. Matce zawsze przyznaje się rację. Skoro odchodzi od męża, to widocznie miała jakiś powód. A troska o dzieci to przecież nic złego. Popełniłem błąd, że na początku zgadzałem się na wszystko i w ten sposób zagarnęła majątek, który praktycznie sam wypracowałem. Co w zamian? Wniosek o absurdalnie wysokie alimenty i oczernianie mnie, żebym już nigdy nie stanął na nogi. O moich kłopotach z płaceniem wiedzą już wszyscy, bo ona się o to postarała

„Zrobiła ze mnie chciwego alimenciarza, który skąpi na własne dzieci. W jakiś dziwny sposób o moich problemach wiedzą prawie wszyscy w mieście”

Niektórzy znajomi się odwrócili, a dawni kontrahenci nie chcą współpracować. Zostałem sam jak palec w wynajętej kawalerce, z pustym kontem i pracą, która nigdy nie pozwoli mi się odbudować. Ale chyba o to jej chodzi. Wbrew temu co mówi, pieniędzy jej nie brakuje. Bardziej cieszy ją to, że może mnie torturować kolejnymi wnioskami i rozprawami.

Gdybym miał, to bym dał. Prawda jest jednak taka, że czasami nie mam co do garnka włożyć, a moja była i dzieci żyją jak pączki w maśle. Mogła nie odbierać mi wszystkiego, wtedy płaciłbym regularnie i z uśmiechem na ustach. Teraz zwyczajnie mnie na to nie stać i ona o tym wiedziała wnosząc o coraz wyższe kwoty. To przez nią stałem się zakałą społeczeństwa. Ja mam czyste sumienie

Co sądzicie o tej historii i kwocie alimentów?

Źródło: papilot.pl | Fotografie: en.wikipedia.org, publicdomainpictures.net, maxpixel.net