×

Zdecydowała się urodzić chore dziecko. Wiedziała, że płód ma zespół Edwardsa

Zdecydowała się urodzić chore dziecko, choć wiedziała, że nie ma szans na przeżycie. Do końca miała nadzieję, że może jednak lekarze się mylą. Ostatecznie okazało się, że medycyna XXI wieku jest nieomylna, a mąż kobiety przywiózł jej do szpitala niewielką trumienkę.

Możliwość aborcji

Od ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji w sytuacji, gdy płód jest ciężko lub nieodwracalnie uszkodzony, minęło już sporo czasu. Mimo to, decyzja TK wciąż nie została opublikowana i nadal obowiązuje stare prawo. Jak pokazują statystyki, aż 59 procent Polaków jest zdania, że dotychczas obowiązujące przepisy powinny zostać utrzymane, a 32,4 procent domaga się poszerzenia prawa do wykonywania aborcji. Niezależnie od tego, jakie poglądy ma społeczeństwo w kwestii aborcji, nie ulega wątpliwości, że bardzo często ulegają one zmianie w sytuacji, gdy człowiek osobiście znajdzie się w tak trudnym położeniu, jak wiadomość o chorobie lub upośledzeniu płodu.

Taka historia spotkała panią Marię, która już w trakcie pierwszego USG dowiedziała się, że płód jest obarczony ciężką chorobą genetyczną – zespołem Edwardsa. Kobieta doskonale pamięta tamten dzień. W rozmowie z WP Parenting powiedziała:

To był chyba najgorszy dzień w moim życiu. Jak pani doktor zobaczyła jego brzuszek, to zaniemówiła (…) Nerki dziecka nie pracowały od początku życia płodowego.

Zdecydowała się urodzić chore dziecko

Pomimo tej wstrząsającej wiadomości o ciężkiej chorobie płodu, kobieta postanowiła, że nie przerwie ciąży. Zamierzała urodzić dziecko i razem z mężem przyglądać się procesowi jego umierania. Po dodatkowym badaniu USG, lekarze zasugerowali, aby jednak zdecydowała się na aborcję. Ciężarna nadal odmawiała. Twierdzi, że nie brała takiej opcji w ogóle pod uwagę.

Już wtedy czułam, że nawet jak urodzi się chory, to go będziemy kochać. Nigdy bym go nie usunęła.

Po kolejnych badaniach USG i amniopunkcji lekarze mieli całkowitą pewność, że płód ma zespół Edwardsa, który w aż 95 procentach ciąż prowadzi do spontanicznego poronienia. Pani Maria nie przyjmowała jednak tej informacji do wiadomości i pomimo braku rokowania, chciała kontynuować ciążę.

Chciałam wierzyć, że zdarzy się cud. Modliliśmy się o to z mężem. Patrzyłam na rosnący brzuszek i codziennie mówiłam do niego, że go kocham, że nawet jak odejdzie, też będę go kochać… Chyba tak naprawdę nikt nie wierzył, że to prawda. Moja mama mówiła: „Marysiu, może urodzi się zdrowe”.

Lekarze mieli rację

Los chciał jednak inaczej i zapobiegł cierpieniu przyszłego niemowlęcia. Niespodziewanie w 25. tygodniu ciąży Pani Maria przestała odczuwać ruchy płodu. Gdy trafiła do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi okazało się, że nie ma wód płodowych. Rozpoczął się poród siłami natury z zastosowaniem znieczulenia zewnątrzoponowego. W chwili narodzin, a dokładniej poronienia, syn pani Marii ważył jedynie 400 gramów i był martwy. Rodzice otrzymali zwłoki, które umieścili w niewielkiej trumience.

Zespół Edwardsa jest rzadką chorobą genetyczną, polegająca na pojawieniu się dodatkowego, trzeciego, chromosomu 18. w DNA. Zdarza się średnio raz na 5 000 lub raz na 3 500 urodzeń. Występuje czterokrotnie częściej u płodów żeńskich. Dzieci, którym udaje się przeżyć poród niekiedy przeżywają krótki czas – od dwóch miesięcy do około roku.

*Zdjęcia mają charakter poglądowy
Fotografie: Twitter (miniatura wpisu), Twitter, Imgur, YouTube

Polecane

Może Cię zainteresować