×

Mieszkają przy granicy z Białorusią i boją się wojny. „Masa wojska i straży”

Dotąd były to spokojne, małe wsie. Ich nazwy, oprócz mieszkańców, znali głównie ci, którzy chcieli przekroczyć polsko-białoruską granicę. Teraz ci, którzy mieszkają przy granicy z Białorusią, boją się wojny. Ich codziennością nagle stały się krążące nad głowami helikoptery, przejeżdżające wojsko, policja i straż.

„Życie toczyło się tu w miarę normalnie”

Jeszcze w poniedziałek życie w Kuźnicy Białostockiej toczyło się niemal jak dotychczas.

Białorusini, którzy mogli legalnie przekraczać granicę, robili to regularnie. Sprzedawali nawet paliwo przewiezione z Białorusi. Oczywiście za ceny niższe niż te na polskich stacjach

– opowiada pani Janina – mieszkanka Kuźnicy w rozmowie z portalem Money.pl.

Ale po tym, jak grupa uchodźców próbowała sforsować płot na polsko-białoruskiej granicy i dostać się do Polski, wszystko się zmieniło. Przejście graniczne w Kuźnicy zamknięto. Mieszkańcy miejscowości zaczęli odczuwać coraz większy niepokój.

Jeżeli zaczynają jeździć samochody wojskowe, tak jak w niedzielę, kiedy na granicę kierowało się około trzydziestu opancerzonych pojazdów, albo cały dzień lata nad Kuźnicą śmigłowiec, to wtedy człowiek zaczyna odczuwać niepokój. Do tej pory nie było żadnego problemu. Całego tego napięcia na granicy się nie odczuwa, dopóki nie usłyszy się takich dźwięków

– mówi pani Janina.

Przypomnijmy: niedaleko przejścia granicznego w Kunicy Białostockiej obozowisko rozbiło 800 migrantów. Ale ludzi, którzy koczują w okolicznych lasach, jest kilkukrotnie więcej.

Mieszkają przy granicy z Bialorusią

Nie tylko mieszkańcy Kuźnicy martwią się tym, co przyniesie przyszłość. Rosnące napięcie można odczuć we wszystkich miejscowościach, znajdujących się niedaleko granicy. Niektórzy boją się, że wkrótce może wybuchnąć wojna. Zastanawiają się też, co się stanie, gdy do wsi przedrze się większa grupa zdesperowanych migrantów. Część mieszkańców rozważa, czy nie lepiej uciekać, póki jest na to czas…

Wypowiedzi mieszkańców Kruglan (nieopodal Kuźnicy) cytuje „Fakt”.

Nie mogłam dziś w nocy uspokoić myśli. Budziłam się i z niepokojem przeglądałam informacje na temat tego, co dzieje się na granicy

– opowiada Katarzyna Sosińska, która jest właścicielką zajazdu „Sosna”.

Codziennie latają helikoptery, masa wojska i straży, policja. Co chwila pędzą samochody na sygnale. No niby dzięki temu jest bezpiecznie, ale kto wie, co by było, gdyby uchodźcy przedarli się wszyscy razem przez granicę?

– zastanawia się mieszkający w Kruglanach emeryt.

Przecież ci ludzie są tyle czasu bez dachu nad głową, bez jedzenia, bez kąpieli. Oni są zdesperowani. Zziębnięci, może chorzy. Komuś mogą puścić nerwy

– dodaje właścicielka „Sosny”.

Oby nie doszło do wojny…

– mówi po chwili pani Katarzyna. Wyraża obawy wielu mieszkańców przygranicznych miejscowości.

Fotografie: Facebook (miniatura wpisu),

Może Cię zainteresować

zamknij