Kategorie Życie

„Wiejskie dziewczyny rodzą młodo. Miastowe czekają do 30. i nie mogą zajść w ciążę”

Gdzie lepsze jest życie? Na wsi czy w mieście? Czy można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie? Wydaje się, że na próżno można szukać na nie odpowiedzi. Jednak prawda leży zawsze gdzieś pośrodku. Czasem jednak jedna ze stron ma dość, jak odbierana jest przez resztę świata.

Właśnie o tym odważyła się napisać do redakcji papilot.pl Iwona. W szczerej wiadomości napisała o tym, jak ona widzi to stereotypowe podejście

O mniejszych miejscowościach mówi się zazwyczaj bardzo źle. Ludzie biedni, słabo wykształceni, bez perspektyw. A w mieście sielanka, bo tam każdy ma głowę na karku i bierze odpowiedzialność za to, co robi. Na wsi mnożą się jak króliki i utrzymują całe rodziny z zasiłków, a w takiej Warszawie wszyscy uważają na wpadkę, żeby sobie życia nie zmarnować

Mom and the kids

„Wiecie co? Strasznie to stereotypowe i niesprawiedliwe. Jeśli bogatsi traktują dziecko jako problem i powód do wstydu, to wcale mnie nie dziwi, że jest nas coraz mniej”

Prawda jest taka, że w wioskach jest pod tym względem o wiele bardziej normalnie. Dziewczyny faktycznie zachodzą w ciążę wcześniej i rodzą więcej pociech, ale naprawdę nie ma tego złego. 20-letnia czy nawet młodsza mama wydaje mi się bardziej naturalna, niż bezdzietna karierowiczka po trzydziestce.

Daliśmy sobie wmówić, że wczesne macierzyństwo to patologia. Jak nie będziesz uważała, to nic nie osiągniesz. Tylko dziecko urodzisz, ale kariery nie zrobisz. Przegrałaś. Dla mnie takie myślenie jest przerażające. To jest właśnie najlepszy moment na rozmnażanie, a nie chwilę przed menopauzą.

Potem się dziwić, że coraz więcej kobiet ma problem z bezpłodnością, zdarzają się poronienia, dzieci rodzą się chore. Na wsi takie problemy występują naprawdę rzadziej. Bo im młodziej, tym faktycznie lepiej. I nie ma takiego myślenia, że jak zaciążysz, to jesteś nikim. Nastawienie psychiczne też odgrywa rolę.

Tylko w moim sąsiedztwie ostatnio zaszły w ciążę dwie dziewczyny. Jedna 18 lat, druga o rok starsza. I jakoś nie ma dramatu.

Pierwsza z nich już nawet urodziła i nie widzę, żeby się czegoś wstydziła albo przegrała życie. Druga ma termin na przyszły rok, a w święta ma wziąć szybki ślub. Pójdzie do ołtarza z brzuchem i nikogo to nie rusza. Tutaj to całkiem normalne. Nikt nikogo palcem nie wytyka, a jeszcze ludzie pomogą. Ich rodzice pewnie się stresują, ale wyglądają na dumnych

„Wiejskie dziewczyny rodzą młodo. Miastowe czekają do 30. i nie mogą zajść w ciążę”

„W mieście byłoby inaczej. Obie musiałyby się ukrywać, bo to przecież wstyd”

Tak młodo, bez ślubu, wykształcenia i perspektyw. Nie mówię, żebyśmy się ścigały w rodzeniu dzieci, ale przydałoby się nowe podejście do tego tematu. Zdrowsze. 18-25 lat to według lekarzy najlepszy czas na powiększenie rodziny i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Czy takie młode mamy są później nieszczęśliwe? Znam i widuję wiele z nich. Większość świetnie sobie radzi.

Tylko, że to o nich później mówi się patola, dziecioroby, matki 500+. A moim zdaniem zasługują na szacunek i wsparcie. Na pewno jest im lepiej, niż tym wszystkim miastowym, które zwlekają prawie do czterdziestki. Później jest płacz – nie mogę zajść w ciążę, nie mam siły zajmować się dzieckiem, jak ono dorośnie, to będę już starą kobietą. Naprawdę nie ma to jak młoda i silna mama.

Nigdy nie dam złego słowa powiedzieć na dziewczyny z mojej miejscowości. Brak planów czasami jest lepszy od analizowania wszystkiego. Jakoś mnie nie przekonuje scenariusz – najpierw studia, kariera, później ślub, własne mieszkanie, podwyżka, a dopiero potem maleństwo. Brzmi sielankowo, ale rzadko się udaje. Takie kobiety dziwnym trafem nie są szczęśliwe.

Zastanówcie się nad tym, zanim wyśmiejecie taką „brzuchatą wieśniaczkę”. Całkiem możliwe, że w czymś jest od Was lepsza

Czy wczesne macierzyństwo to Waszym zdaniem powód do wstydu?