×

8-latek zadzwonił na numer alarmowy. Bał się i krzyczał „Pali się u mnie. Niech pan przyjeżdża”

Historię Brajanka Chlebowskiego zna każdy z nas. W bohaterski sposób uratował swoich najbliższych i sąsiadów, dzwoniąc do Straży Pożarnej i informując, że przy ul. Dowborczyków w Łodzi, wybuchł pożar. Siedmiolatek był z chorym na cukrzycę tatą, ponieważ jego mama do późna pracowała w szwalni.

Jak do tego doszło?

Na samym początku policja myślała, że 35-letni ojciec dziecka zasłabł, jednak to on po części przyczynił się do rodzinnej tragedii. Do domu zaprosił gości i zorganizował libację alkoholową. Do śmietnika wyrzucił niedopałki papierosów i to one zaprószyły ogień. Brajanek obudził się w nocy i zaniepokoił go dym, który znajdował się w mieszkaniu, wykręcił numer Straży Pożarnej i poinformował o całej sytuacji. Nagranie krąży na YouTube:

Ojciec w jednej chwili przejął słuchawkę i poinformował, że wszystko jest pod kontrolą. To jednak nie uspokoiło mężczyznę, który przyjmował zgłoszenie. Dopytywał o adres, aby móc sprawdzić, czy nikomu nic się nie stało. Gdy strażacy przybyli na miejsce, zastali ojca leżącego przy drzwiach i Brajanka, który był w głębi mieszkania. Jego stan był ciężki. Strażaków zastanawiał fakt, że ojciec nie wrócił po chłopca… Na skutek zatrucia tlenkiem węgla dziecko trzy dni później zmarło w szpitalu. Za zgodą rodziców jego narządy przekazano potrzebującym.

Tragiczne zakończenie

Na pogrzeb heroicznego chłopczyka przyszły tłumy. Pochowano go z największymi honorami. Ówczesny prezydent RP Aleksander Kwaśniewski odznaczył go pośmiertnie medalem za Ofiarność i Odwagę, a jeden z placów zabaw w Łodzi otrzymał imię chłopca. To wszystko jednak nie jest w stanie zastąpić synka rodzicom i tego, że nie ma go już wśród żywych. 8 lutego 2018 roku skończyłby 20 lat…

Może Cię zainteresować

zamknij