×

30-latka nosiła obumarły płód. Czy zmarła z powodu ustawy antyaborcyjnej?

30-latka nosiła obumarły płód. Kobieta trafiła do szpitala z sepsą w 22. tygodniu ciąży. Choć lekarze zdawali sobie sprawę, że stan Izabeli jest wyjątkowo poważny, nie zaoferowali jej odpowiedniej pomocy. Czekali aż dojdzie do samoistnego poronienia. Ta historia rozrywa serce.

Ustawa antyaborcyjna

Zgodnie z obowiązującą w Polsce ustawą o ochronie życia, aborcja dopuszczalna jest wyłącznie w sytuacji, gdy ciąża jest efektem czynu zabronionego bądź zagraża życiu i zdrowiu kobiety. Oznacza to, że teoretycznie można jej dokonać gdy np. doszło do współżycia poniżej 15. roku życia, kazirodztwa czy gwałtu, jak również istnieją przesłanki, że może ona rzutować na zdrowie matki. Niestety jak się okazuje, restrykcyjne prawo nie funkcjonuje prawidłowo nawet w dopuszczalnych obszarach.

21 września w szpitalu w Pszczynie rozegrały się wydarzenia, które nigdy nie powinny mieć miejsca. 30-letnia pacjentka zgłosiła się do placówki po tym jak odeszły jej wody płodowe. Kobieta pojawiła się na miejscu o godz. 8:40 rano. Z informacji, które wysyłała do swoich bliskich wynika, że w godzinach wieczornych pacjenta informowała ich, że lekarze czekają, aby płód samoistnie obumarł. Chcieli, aby Izabela wydaliła go siłami natury. Ciężarna bała się, że może dojść do sepsy. Niestety jak się później okazało, jej lęk był słuszny. Wraz z upływem czasu sytuacja stawała się coraz bardziej poważna. O godzinie 4:30 płód co prawda obumarł, ale stan Izabeli uległ pogorszeniu. Otrzymała skierowanie na blok operacyjny, ale nie zdążyła na niego dotrzeć, gdyż o 7:35 miał miejsce zgon.

Matka Izabeli, pani Joanna w wywiadzie udzielonym reporterom „Uwagi” powiedziała, że nadal nie może dojść do siebie z powodu tej tragedii.

Pamiętam. Nie umiałam w to uwierzyć! Myślałam, że to jest nieprawda, że w szpitalu może ją takie coś spotkać. Dzień wcześniej jeszcze mi pisała SMS-a, a rano przyjechał jej mąż i powiedział, że nie żyje. To jest przecież niemożliwe. Jak to Iza nie żyje? To jest przecież niemożliwe. Przecież poszła do szpitala po pomoc.

30-latka nosiła obumarły płód

Matka Izabeli pamięta minutę po minucie dzień, w którym zmarła jej ukochana córka.

To był poniedziałek. Maja, jej córka, wywróciła się na hulajnodze, strzaskała sobie nos i pojechały razem do szpitala. Jak wracała z Bielska, to mówi: „Mama chyba mi wody odeszły”. Przez telefon tak mi powiedziała. Powiedziała, że dostała skierowanie do szpitala.

Ostatnie SMS-y od Izabeli nie zapowiadały koszmaru, który wkrótce się rozegrał. Kobieta miała jednak świadomość, że gdyby nie restrykcyjna ustawa aborcyjna, mogłaby wcześniej otrzymać pomoc.

Dziecko waży 485 gram. Na razie, dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć i nic nie mogą zrobić […] Zaczekają, aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie to extra mogę spodziewać się sepsy. Bo przyśpieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo się coś zacząć.

30-latka przeczuwała, że coś jest nie tak. Będąc już w Szpitalu Powiatowym w Pszczynie alarmowała bliskich o niepokojących symptomach chorobowych.

Ja się ogólnie czuj, jakbym miała stan zapalny jakiś. Kości mnie bolą. Zimno mi. Jakoś dziwnie jak na chorobę.

Wiedziała, że umiera

Jej ostatni SMS brzmiał niezwykle dramatycznie. W pewnym momencie lekarze powiedzieli pacjentce, że jej stan zdrowia jest krytyczny. Kobieta zdążyła za pośrednictwem SMS-a pożegnać się z matką.

Tragedia. Moje życie zagrożone. Noo idę spać. Dobranoc Buźki Mamuś.

Matka Izabeli nie może zaakceptować faktu, że medycy pozostali bierni na dramatycznie pogarszający się stan zdrowia kobiety.

Nigdy się z tym nie pogodzę, że jej już nie ma. Wydaje mi się, że to jest sen. Że się obudzę i ona do mnie przyjdzie. Wolałabym swoje życie oddać za nią. To jest najgorsze jak matka przeżyje śmierć swojego dziecka. To powinno być na odwrót.

Sprawa trafiła do prokuratury. Sekcja zwłok wykazała, że Izabela rzeczywiście zmarła w wyniku zakażenia sepsą.

Fotografie: Facebook, Twitter

Może Cię zainteresować

zamknij