×

Wybuch w Rotundzie PKO w Warszawie. Relacje świadków tragedii powodują dreszcze

To już 42. rocznica jednej z najtragiczniejszych katastrof budowlanych. I chociaż minęło tyle lat, to w pamięci świadków wspomnienia są nadal żywe. Wybuch w Rotundzie PKO zabrał życie 49 osobom. Na początku podejrzewano, że to zamach…

Wybuch w Rotundzie PKO

Była jednym z najbardziej charakterystycznych budynków w Warszawie, usytuowanym na rogu Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. Powstała w 1966 roku jako część projektu zabudowy tzw. ściany wschodniej. W środku mieścił się wyłącznie bank Powszechnej Kasy Oszczędności.

W czwartek 15 lutego 1979 roku o godz. 12.37 trwały właśnie przygotowania do przejęcia pracy przez drugą zmianę. W budynku przebywało ok. 170 pracowników i mniej więcej 300 klientów. Nagle wydarzyło się coś, co wstrząsnęło całym miastem.

Rotunda nieco się uniosła, napęczniała. Potem pękła niczym mydlana bańka. 70 proc. budynku się zawaliło, wiele osób zostało uwięzionych pod gruzami. Akcji ratowniczej towarzyszył mróz sięgający 20 stopni, co odbierało rannym szansę na przeżycie.

„Usłyszałam huk, zapadłam się w przepaść”

Wybuch nieoczekiwanie pozbawił życia 49 osób: 45 zginęło na miejscu, cztery osoby zmarły w szpitalu. Wśród ofiar byli również przypadkowi przechodnie.

Ostatnią żywą osobę z ruin rotundy wyciągnięto trzy godziny po eksplozji. Ponad 100 osób zostało rannych. W akcji ratowniczej uczestniczyło dwa tysiące osób.

Znajoma młoda para zaślubiona tydzień wcześniej przyszła do Rotundy załatwić kredyt małżeński – OBOJE ZGINĘLI

– pisze jedna z internautek.

Tam zginęła moja matka pracownik PKO. Zamieniła się z koleżanką na zmiany i tyle. To był dramat. Całe moje szesnastoletnie życie się wtedy przewróciło i długo się się jeszcze chwiało

– wspomina internauta w jednym z komentarzy na Facebooku.

Relacje świadków, którzy przeżyli tragedię, były dramatyczne.

Usłyszałam huk. Zapadłam się w przepaść. Podeszłam do balustrady. Podbiegli do mnie mężczyźni i wyciągnęli mnie

– wyznała w rozmowie z Ekspressem Wieczornym księgowa Barbara Mrozowicz.

Nie bardzo pamiętam moment wybuchu. Myślałam, że mam atak serca. Kilka minut później wyciągnął mnie z Rotundy jakiś żołnierz

– mówiła inna uratowana kobieta.

Doktor, która jako pierwsza zjawiła się na miejscu tragedii, krzyknęła do dyspozytora, by przysłał na miejsce wszystkie dostępne karetki w Warszawie. Z wyższych pięter hotelu Forum było widać ciała rozrzucone przez eksplozję.

Pracownicy skarżyli się, że czują gaz

Początkowo sądzono, że w Rotundzie doszło do zamachu. Jednak prawda okazała się bardziej prozaiczna. W archiwum IPN znajduje się tajny raport, z którego wynika, że podczas budowy Ronda Dmowskiego źle poprowadzono kanał telekomunikacyjny, znajdujący się tuż przy rurze gazowej. Ten błąd kosztował życie wielu ludzi. Gaz stopniowo przedostawał się do Rotundy. A ponieważ w banku nie działała klimatyzacja, gaz nie mógł szybko ulecieć.

Według portalu warszawa.naszemiasto.pl, pracownicy banku skarżyli się, że czują gaz. Być może tej tragedii udałoby się uniknąć, gdyby nie to, że panowała właśnie „zima stulecia”. Metan, zamiast ulatniać się z zepsutego zaworu na powierzchnię, która zamarzła i pokryła się śniegiem, przedostawał się do banku.

Komuniści próbowali zatuszować skalę tragedii. Na miejscu zdarzenia natychmiast pojawiła się Służba Bezpieczeństwa, ale o wybuchu gazu w Rotundzie mówili już wszyscy. Temu, co się wydarzyło, przyglądały się tłumy przechodniów.

Według oficjalnej wersji, przedstawionej przez komunistów, w wyniku eksplozji zginęło 10 osób.

Dziś w miejscu tragedii znajduje się nowa Rotunda, otwarta pod koniec listopada 2019 roku.

Fotografie: Facebook (miniatura wpisu), Twitter, Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij