×

Był na misji, kiedy dowiedział się, że żona urodziła martwe dziecko. Prawda była jednak inna

24-letni Steven Garcia to zawodowy żołnierz, którego życie w ostatnim czasie zmieniło się w prawdziwy koszmar. Będąc na misji w Korei Południowej oczekiwał przyjścia na świat swojego pierwszego dziecka. Niestety, maleństwo zmarło podczas porodu – tak przynajmniej twierdziła jego 31-letnia żona, Marina. Prawda była jednak zupełnie inna, a wszystko zostało dużo wcześniej ukartowane. Co w takim razie stało się z dzieckiem?

KVOA

Sprzedała je

Chłopiec imieniem Leo przyszedł na świat 2 lutego i był zupełnie zdrowy. W przeciwieństwie do 24-letniego żołnierza, żona mężczyzny nie miała zamiaru wychowywać maleństwa. Sprzedała chłopca swoim znajomym, Leslie i Alexowi Fernandezom. Cała prawda ujrzała światło dzienne przez przypadek.

Kiedy nowi rodzice chłopca wracali z nim do Teksasu, zostali zatrzymani przez policję za przekroczenie prędkości. Podejrzenia funkcjonariuszy wzbudziło bardzo nerwowe zachowanie pary. Postanowili więc to zbadać i zadać kilka pytań, dzięki którym poznali prawdę. Szybko okazało się, że podróżujący nie są biologicznymi rodzicami dziecka. Jakby tego było mało, jego sfałszowany akt urodzenia nie ma nic wspólnego z prawdą.

Cochise County Sheriff’s Office

Dowodów na to, że para zapłaciła za dziecko wciąż nie ma. Główna podejrzana przyznała się jednak do winy, a za to, co zrobiła, zostanie osądzona już w najbliższym czasie. Cztery lata więzienia w zawieszeniu czekają natomiast parę, która kupiła dziecko.

Losy chłopca

Choć noworodek trafił do sierocińca, jego ojciec postanowił walczyć o prawa do opieki. Mniej więcej w tym samym czasie na jaw wyszło, że prawdopodobnie nie jest to dziecko 24-letniego żołnierza – tak przynajmniej twierdzi Marina, która nie jest do końca pewna, kto jest biologicznym ojcem chłopca.

Cochise County Sheriff’s Office

Kiedy się o tym dowiedziałem, byłem w szoku. Nie mogłem uwierzyć w to, co się dzieje – powiedział Garcia

Mimo tak wielu przeciwności losu, żołnierz, który sam został niegdyś adoptowany, nie zmienił zdania i postanowił wziąć los Leo w swoje ręce. Chcąc zajmować się w dzieckiem i spędzać z nim jak najwięcej czasu, wydał już tysiące dolarów na regularne loty z Korei Południowej do USA.

Mógłbym zmienić życie tego dziecka i dać mu lepszą przyszłość. Myślę, że to słuszne

Polecane

Może Cię zainteresować