×

Małżeństwo z oddzielnymi kontami. „Powierzanie oszczędności życia to naiwność”

Małżeństwo z oddzielnymi kontami to dla wielu osób wciąż bardzo kontrowersyjny temat. Niektórzy uważają, że po ślubie finanse powinny być wspólne, ponieważ świadczą o jedności dwojga ludzi. Są jednak tacy, dla których takie postępowanie jest nie do pomyślenia. Należą do nich Evie Carrick i jej mąż.

Po co był ślub?

Pochodząca ze Stanów Zjednoczonych, Evie Carrick uważa, że rozdzielenie finansów w małżeństwie to wspaniała sprawa. Pomimo tego, że pobrała się ze swoim mężem 7 lat temu, nadal oboje posiadają własne konto w banku. Kobieta twierdzi, że zawarcie związku małżeńskiego nic nie zmieniło w jej życiu. W związku z tym, nie czuje potrzeby, aby dzielić się wszystkim z mężem. Pojawia się zatem pytanie, czy aby na pewno oboje rozumieją sens małżeństwa?

Przyzwyczailiśmy się do posiadania oddzielnych kont bankowych i kart kredytowych już podczas randek i po prostu nie było sensu, aby zmieniać wszystko tylko dlatego, że podpisaliśmy kartkę papieru. Wiedziałam, że łączenie pieniędzy i nazywanie ich wspólnymi to dla wielu osób norma, ale wydaje mi się to skomplikowane i niesprawiedliwe.

Carrick ma świadomość, że nie każdy związek byłby zadowolony z takiego rozwiązania. Uważa, że poszczególne pary powinny we własnym zakresie podjąć decyzję co do tego, jak będą wyglądały ich finanse. Mąż Evie, Scrooge przyznaje, że oboje posiadają bardzo różne temperamenty i trudno byłoby im prowadzić wspólne konto.

Jestem dusigroszem, wręcz sknerą. Patrzenie na to, jak część mojej wypłaty zasila każdego miesiąca oszczędności sprawia mi radość. I kiedy mam zamiar zaszaleć kupując drogi bilet do Bejrutu lub odświeżyć garderobę na wiosnę, postrzegam takie wydatki jako stratę pieniędzy.

Małżeństwo z oddzielnymi kontami

Evie Carrick twierdzi, że jest inaczej. Postrzega swojego męża jako człowieka szastającego pieniędzmi na prawo i lewo.

Mój mąż jest całkowitym przeciwieństwem mnie. Postępuje bardzo łatwo ze swoimi pieniędzmi i żyje chwilą. Jeśli ma ochotę na taco, kupuje taco, niezależnie od tego, ile to kosztuje u ile razy jadł je w tym tygodniu. Krótko mówiąc, jego motto brzmi „życie jest krótkie”. Trochę się równoważymy (i uwielbiam to, że nie ma takiej mentalności jak ja), ale nie wyobrażam sobie kłótni, które musielibyśmy stale przechodzić, gdybyśmy wybrali tradycyjną drogę i dzielili się pieniędzmi.

Kobieta uważa, że praktycznie nie istnieją pary, które zarabiałyby dokładnie tyle samo i które w momencie zawarcia małżeństwa miałyby na koncie tę samą sumę. W związku z tym, zawsze któraś ze stron czułaby się poszkodowana. Nawet w małżeństwie bardzo trudno jest bezgranicznie zaufać drugiej osobie i powierzyć jej oszczędności całego życia. Takie postępowanie byłoby niezwykle lekkomyślne i naiwne. 

Kocham mojego męża i naprawdę wierzę, że damy radę przetrwać ze sobą „dopóki śmierć nas nie rozłączy”, ale nie jestem naiwna. Związki się rozpadają, partnerzy umierają … to jest życie. Znam zbyt wiele horrorów o kobietach, które całkowicie oddają się (finansowo i nie tylko) swojemu partnerowi, a później zostają na lodzie. Bez dwóch zdań, podjęcie decyzji o zakończeniu związku, który stał się toksyczny, jest nieskończenie łatwiejsze, gdy masz własne konto bankowe pełne pieniędzy, niż gdy jesteś od kogoś zależna.

„Zespołowa karta”

Evie i jej mąż nie mają pojęcia o swoich wzajemnych finansach. Uważają, że ta wiedza nie jest im do niczego potrzebna.

Nie mam pojęcia, ile Scrooge ma pieniędzy na swoim koncie oszczędnościowym lub bieżącym – i szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć. To też nie moja sprawa, ile jest na jego karcie kredytowej ani ile ma kart (chociaż oboje zawarliśmy pakt, aby co miesiąc spłacać je w całości, a jeśli mamy problemy, prosimy się nawzajem o pomoc) .

Istnieją pewne wspólne wydatki takie jak kredyty, czynsz za mieszkanie, podatki za dom czy opłaty za paliwo, które nawet w małżeństwie ponoszą obie osoby. W związku z tym Carrick’owie założyli specjalną „zespołową kartę”, która służy do opłacania wspólnych wydatków. Evie tłumaczy:

Nazywamy to naszą kartą zespołową i umieszczamy na niej wszystko, co dotyczy nas obojga – benzynę, wspólne podróże, zakupy spożywcze, zamówienia itp. Więc gdybym miała zjeść śniadanie sama, używałabym mojej osobistej karty, ale gdyby był ze mną mąż, umieścilibyśmy to na karcie zespołowej. Co miesiąc w pełni spłacam kartę zespołu i wysyłam mu prośbę o jego połowę. Wtedy też płaci mi swoją połowę czynszu (którą płacę czekiem).

Takie postępowanie w małżeństwie sprawia, że każda ze stron może poczuć się równie wolna, jak przed ślubem. Pytanie tylko, czy można mówić o bezgranicznej miłości, jeśli nie ufa się całkowicie drugiej osobie?

Fotografie: Instagram (miniatura wpisu), Instagram

Może Cię zainteresować

zamknij