×

„Pacjentka śpi. Nie ma z nią kontaktu”. Kiedy lekarz podszedł bliżej zrozumiał, że nie żyje

Adam Kay to artysta komediowy, pisarz, autor scenariuszy telewizyjnych i filmowych, a przede wszystkim były lekarz, który  mimo swojego młodego wieku podczas codziennej pracy na oddziale ginekologiczno-położniczym doświadczył już bardzo wiele. Sześć lat doświadczeń w zawodzie specjalisty zostało spisane w książce pt. „Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza”. To właśnie w niej zawarte są trudy codziennego życia, jakim musi stawiać czoła lekarz. Adam zalicza do nich między innymi 11 godzin pracy bez możliwości skorzystania z łazienki, wezwania do badania problemów skórnych o 5 nad ranem czy nawet spanie w aucie na parkingu szpitalnym ze względu na brak czasu na dojazd do domu.

Historie opisane w książce „Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza” sprawiły, że pozycja bardzo szybko stała się numerem jeden na listach bestsellerów w Wielkiej Brytanii, a prawa do jej przekładu zostały sprzedane do 17 różnych krajów. Część z zawartych w niej przykładów przytaczamy poniżej. Czy tak to sobie wyobrażaliście?

Materiały promocyjne

27 sierpnia 2005, sobota

Młodszy stażysta prosi mnie, żebym przyjrzał się pacjentce, która od dziewięciu godzin nie oddaje moczu. Odpowiadam mu, że ja nie miałem szansy wysikać się przez ostatnie jedenaście godzin, bo ludzie tacy jak on marnotrawią mój cenny czas. Jego twarz kurczy się w grymasie zawstydzenia niczym paczka chipsów w dłoni grubego dzieciaka. Czuję się okropnie z tym, że jestem dla niego taki podły – przecież sam byłem na jego miejscu zaledwie kilka miesięcy temu. Idę zobaczyć pacjentkę. Okazuje się, że faktycznie nie sikała od dziewięciu godzin. Wszystko dlatego, że rurka od cewnika utknęła pod jednym z kółek szpitalnego łóżka. Pęcherz kobiety jest teraz wielkości piłki. Już nie czuję się okropnie.

16 listopada 2005, środa

Zanim w trakcie obchodu poszedłem zbadać starszą pacjentkę leżącą na oddziale ginekologicznym, zerknąłem do jej karty. Dobra wiadomość: w końcu przyszedł do niej fizjoterapeuta. Zła wiadomość: „Pacjentka śpi. Nie ma z nią kontaktu”. Kiedy składam jej wizytę, okazuje się, że nie żyje.

26 stycznia 2006, czwartek

Z cyklu: dylematy moralne lekarzy. Podczas obchodu oddziału Ernie rozmawia z trzydziestolatką posługującą się językiem, jakim mówią wyższe sfery; jakby młodszą i bardziej wytworną królową angielską. Kobieta kilka dni temu zgłosiła się na izbę przyjęć ze skrętem jajników, teraz może już wrócić do domu. Ernie rezerwuje jej wizytę w przyszpitalnej poradni za sześć tygodni i ostrzega, że nie powinna jeździć samochodem przez następne trzy tygodnie. „Och, na miłość boską! – mówi kobieta. – Ten cholerny samochód stoi teraz na szpitalnym parkingu. Może miałby pan ochotę nim pojeździć, dopóki nie przyjdę na wizytę kontrolną?” Ernie ma zamiar odmówić, to przecież szaleństwo, ale sprawy komplikują się, kiedy kobieta wyciąga z torebki kluczyki od bentleya. Obecnie Ernie przemieszcza się po mieście bentleyem continentalem GT.

22 marca 2006, środa

Obchód oddziału o godzinie trzeciej w nocy. Pacjentka ma dwadzieścia pięć lat i jest w trzydziestym tygodniu pierwszej ciąży. Skarży się, że zauważyła wiele małych, bezbolesnych kropek na języku. Rozpoznanie: kubki smakowe.

3 kwietnia 2006, poniedziałek

Jest druga w nocy. Nie mam zbyt wiele do roboty na oddziale, więc idę do dyżurki, żeby pozałatwiać różne bardziej i mniej ważne sprawy na komputerze (między innymi zmarnować trochę czasu na Facebooku). Piszę w komentarzu, jak uroczo wygląda brzydkie nowo narodzone dziecko jednej z moich przyjaciółek. Jestem w tym bardzo przekonujący, bo każdego dnia pracy mówię takie rzeczy również nieznajomym. Moim zdaniem prawdziwy cud narodzin polega na tym, że inteligentne, racjonalne, posiadające prawa wyborcze i doceniane w pracy kobiety patrzą na jakiś na wpół rozpaćkany okrągławy kawałek mięsa z głową zniekształconą od przeciskania się przez ich drogi rodne, pokryty pięcioma rodzajami ohydnej mazi, wyglądający jakby przez kilka godzin turlał się po pizzy pokrytej dużą ilością sera i sosu pomidorowego, i naprawdę wierzą, że mają przed sobą cudownego aniołka. Modelowy przykład darwinizmu – irracjonalna miłość do własnego potomstwa. Ten sam głęboko zakodowany w mózgu instynkt podtrzymania gatunku sprowadza je na oddział położniczy osiemnaście miesięcy później. Ich krocze zostało rozerwane podczas porodu, a mimo to decydują się na powtórkę z tej potwornej rozrywki.

Znowu odzywa się mój pager. Idę na oddział zbadać kobietę w trzydziestym tygodniu ciąży, która doszła do wniosku, że piąta rano to znakomita pora, żeby pokazać mi swoją egzemę. „O tej porze nie ma takiego zamieszania” – tłumaczy.

12 czerwca 2006, poniedziałek

Mówię pacjentce, że zrzucenie kilku kilogramów złagodziłoby trochę jej PCOS [zespół policystycznych jajników – przyp.red.]. Wypisuję skierowanie do dietetyka i pytam, czy pamięta o regularnej aktywności fizycznej. To, że coś jest oczywiste dla mnie, nie oznacza, że jest oczywiste dla pacjentki – czuję się, co prawda, jakbym pukał do drzwi budynku, z którego okien buchają płomienie, żeby poinformować właścicielkę, że w jej domu wybuchł pożar, ale czasami właśnie takie podejście sprawdza się najlepiej. Przewidując, że za chwilę usłyszę coś o braku czasu, proponuję pacjentce, żeby zapisała się na siłownię.

„Zapisałam się już dawno temu – odpowiada. – Do tej pory wydałam na członkostwo trzy tysiące funtów, ale nie byłam tam ani razu”.*

*Fragmenty pochodzą z książki „Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza” Adama Kaya w przekładzie Katarzyny Dudzik.

Może Cię zainteresować

zamknij