Kategorie NewsyPolskaŻycie

Jak kiedyś wyglądało podziemie aborcyjne w Polce? „Zastrzyki z mydlin i jodyny”

Aborcja to trudny temat, często poruszany w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat. Jednak dyskusja na temat aborcji i antykoncepcji nie rozpoczęła się w XXI wieku. Gorąca rozmowa przerywania ciąży toczyła się już w dwudziestoleciu międzywojennym. Wówczas prężnie działające w II Rzeczpospolitej podziemie aborcyjne prowadziło do wielu tragedii.

Kobiety często nie przeżywały nielegalnych aborcji

W dwudziestoleciu międzywojennym wiele dziewczyn traciło życie, ponieważ decydowały się na nielegalną aborcję. Jedną z nich był młoda kobieta znaleziona w 1925 roku na klatce schodowej przy ul. Chłodnej 19 w Warszawie. Według „Kuriera Czerwonego” była ciemną blondynką ubraną ubogo w granatową sukienkę w białe paski, brązowe palto i czarną wełnianą chustkę na głowie.

Po sekcji zwłok okazało się, że przyczyną było zakażenie krwi po nielegalnej aborcji. Niedaleko zmarłej dziewczyny znaleziono pusty kosz. Świadkowie naprowadzili policję na jego właścicielkę, a zarazem sprawcę – akuszerkę Jankowską. Przyznała się, że zostawiła zwłoki dziewczyny na klatce schodowej.

Jak kiedyś wyglądało podziemie aborcyjne w Polce? „Zastrzyki z mydlin i jodyny”
Imgur

Lekarze dawali absurdalne rady

To nie jedyna tego typu historia z lat dwudziestych. W przypadku niektórych kobiet, ciąża skazywała je na życie w nędzy. Nie było zasiłków i darmowych żłobków, a bezrobocie było wysokie. Rodziny utrzymywały się z jednej pensji i często nie mogły pozwolić sobie na kolejne dziecko.

Tymczasem aborcja była surowo zakazana. Sprawa ze środkami antykoncepcyjnymi nie wyglądała wiele lepiej. Antykoncepcja nie była zbyt dostępna, a w dodatku nieskuteczna. Lekarze wręcz zalecali, że najbezpieczniejszym wyjściem jest „nie spać z mężem”.

Jak kiedyś wyglądało podziemie aborcyjne w Polce? „Zastrzyki z mydlin i jodyny”
Imgur

Kobiety decydowały się na radykalne metody

Jeśli kobieta już zaszła w ciąże, wiele małżeństw decydowało się na przerwanie ciąży. Sposobów było wiele. Począwszy od tych domowych, takich jak zastrzyki z mydlin i jodyny, aż do łapówek dla lekarzy i akuszerek, którzy przeprowadzali nielegalne zabiegi.

Według danych z tamtego okresu, w samej Warszawie dochodziło do 20 tys. aborcji rocznie. Natomiast w całym kraju pod koniec lat 30., rocznie było ich więcej niż pół miliona. Wiele z nich kończyło się śmiercią kobiet.

Jak kiedyś wyglądało podziemie aborcyjne w Polce? „Zastrzyki z mydlin i jodyny”
Tadeusz Boy-Żeleński; Wikipedia

Dyskusje otworzyła propozycja kary więzienia za aborcję

Właśnie dlatego projekt kodeksu karnego z 1929 roku, wprowadzał karę 5 lat pozbawienia wolności dla kobiet poddających się zabiegowi i 15 lat dla sprawcy. Ustawa nie przewidywała żadnych wyjątków, niezależnie czy życie kobiety było zagrożone, albo dziecko zostało poczęte w wyniku gwałtu.

Ta propozycja nie spodobała się wielu środowiskom. Przeciwko karom za przeprowadzanie aborcji opowiedzieli się słynny lekarz i pisarz Tadeusz Boy-Żeleński i przedwojenna feministka Irena Krzywicka. Z kolei za takimi przepisami opowiadały się środowiska katolickie i narodowe.

Jak kiedyś wyglądało podziemie aborcyjne w Polce? „Zastrzyki z mydlin i jodyny”
Irena Krzywicka; Wikipedia

Strony przerzucały się argumentami za i przeciwko aborcji

Tadeusz Boy-Żeleński twierdził, że zakaz aborcji w takiej formie nie ma najmniejszego sensu, bo i tak kobiety będą decydować się na takie rozwiązanie. Lekarz wskazywał na konieczność wprowadzenia edukacji seksualnej i podkreślał, że za aborcją przemawiają kwestie społeczne, medyczne i ekonomiczne. Boy-Żeliński podkreślał, że na przerwanie ciąży decyduje się tak wiele kobiet, że „trzeba by dla samej Warszawy zbudować więzienie rozmiarów sporego miasta, aby tam co rok pomieścić kilkadziesiąt tysięcy dobrowolnie roniących kobiet”.

Podobnie jak dzisiaj, druga strona powoływała się na stanowisko Kościoła, a Boya-Żeleńskiego i Krzywicką nazywali „propagatorami bezbożnictwa”. Twierdzili, że tylko dzieci mogą zmusić naród do wielkości, a Polska potrzebuje ludzi i żołnierzy. Natomiast Jan Piwowarczyk, jeden z ważniejszych księży tamtego okresu i założyciel „Tygodnika Powszechnego” pisał o kobietach:

Kobieta »boyowska« jest (…) samicą i tylko samicą. Jej przeznaczenie (…) sprowadza się do zaspokojenia chuci

Jak kiedyś wyglądało podziemie aborcyjne w Polce? „Zastrzyki z mydlin i jodyny”
ksiądz Jan Piwowarczyk; Imgur

Sprawa pozostała nierozwiązana aż do wybuchu wojny

Ostatecznie nie zrezygnowano z wprowadzenia kar więzienia za aborcję, jednak dyskusja sprawiła, że zostały obniżone. Kodeks karny z 1932 roku przewidywał 3 lata więzienia dla kobiety i 5 lat dla osoby wykonującej zabieg. Dopuszczono także wyjątki – ze względu na zagrożenie zdrowia i życia matki oraz gdy ciąża była wynikiem gwałtu lub kazirodztwa.

Jednak tak jak ostrzegał Boy-Żeleński, prawo nie działało. Bogatsze kobiet bez trudu załatwiały sobie zaświadczenia, które pozwalały na legalne aborcje. Natomiast te z niższych klas, nie mogąc utrzymać kolejnego dziecka, nadal korzystały z podziemia aborcyjnego. Dyskusja o aborcji trwała w Polsce aż do wybuchu II wojny światowej.