×

Ciało żony ukrył pod podłogą w pokoju 3-letniego synka. Nie była jedyną ofiarą Dominika

Ta okrutna zbrodnia wstrząsnęła całym krajem. Najpierw zaginęła Agnieszka. 22-latka wyszła do sklepu po cukier, ale już nie wróciła. Później przyszedł czas na Justynę. Twierdził, że 25 latka uciekła do kochanka. Później wyszło na jaw, że obie zginęły. Dominik K. zabił obie we wsi Lechitów, w województwie dolnośląskim. Szczegóły zbrodni były tak brutalne, że sąd utajnił postępowanie. Teraz na jaw wyszły akta sprawy.

Reklama

Bez skrupułów

Agnieszka była kochanką Dominika K. Ten najpierw zabił dziewczynę, a później wyrzucił jak zużytą zabawkę. Po miesiącu zamordował swoją żonę. Zwłoki Justyny ukrył pod podłogą w pokoju ich 3-letniego synka. Wszystko to wydarzyło się na przestrzeni kilkudziesięciu dni w 2010 roku. Nikt nie spodziewał się, że Dominik K. jest potworem. Żaden sąsiad nie domyślał się, że codziennie mija się ze zbrodniarzem.

Nigdy nie patrzył w oczy

Większość mieszkańców Lechitowa bardzo lubiła Dominika K. Uważali, że jest wesołym i bardzo uprzejmym człowiekiem. Jednak byli tacy, którzy wyczuwali, że „coś jest z nim nie tak”. Tych ludzi niepokoiło jego zachowanie i nie utrzymywali z nim kontaktu. Jedną z takich osób była kuzynka Justyny:

Reklama

Nie chciałam chodzić do Justyny, gdy w domu był Dominik, bo źle się czułam w jego obecności, tak dziwnie. On w ogóle się nie odzywał, siedział obok i nie uczestniczył w rozmowie

Jego koleżanka zeznała, że był pedantyczny i wszystko musiało być na swoim miejscu. Nigdy nie pił ani nie palił, nie pozwalał sobie nawet na kawę. Ale poza tym był bardzo miły i uśmiechnięty. W zeznaniach świadków co jakiś czas przewijało się stwierdzenie, że Dominik był dziwny, bo niewiele się odzywał i nie patrzył w oczy.

Dwie twarze

Z pozoru Dominik był dobrym mężem i ojcem. Świadkowie stwierdzali, że dbał o żonę i utrzymywał rodzinę. Justyna też nie narzekała na męża. Nie żyli od „pierwszego do pierwszego”, czasem udało się jej coś odłożyć, albo kupić coś synkowi. Ale wyglądało na to, że 25-latka bała się zostawić Kamilka z tatą. Kiedy wychodziła, zawsze zostawiała małego pod opieką babci albo sąsiadki.

Według świadków Justyna i Dominik kłócili się o Agnieszkę, kochankę mężczyzny. 25-latka robiła mężowi wyrzuty, ponieważ ten często spotykał się z dziewczyną i podwoził ją ze sklepu. Justyna podejrzewała, że Agnieszka jest w ciąży z jej mężem, chociaż podobno sama była zakochana w Krzysztofie W. Mężczyzna mieszkał w Górze i planował z Justyną wspólną przyszłość.

Reklama

Jedna po drugiej

Agnieszka była imprezowa. Na początku nikt nie brał zaginięcia na poważnie, ponieważ zdarzało się jej znikać i pomieszkiwać u kolejnych chłopaków. Mieszkańcy wsi zaczęli się niepokoić dopiero, kiedy okazało się, że 22-latka nie wzięła ze sobą żadnych rzeczy.

Justyna była przeciwieństwem Agnieszki. Z domu wychodziła tylko do pracy. O zaginięciu Justyny opowiedziała jej kuzynka:

Reklama

Nigdy nie mówiła, że chce odejść, bo kogoś poznała. O jej zniknięciu dowiedziałam się 14 grudnia wieczorem, gdy przyszłam do domu Justyny. Tam była jej mama, bratowa oraz Kamilek. Jej mama była zapłakana. Powiedziała, że Justyny nie ma i nie wie, gdzie jest. Dominik powiedział jej, że Justyna wyszła z domu w nocy

Krewna Justyny wspomina, że bliscy nie mogli uwierzyć w wersję wydarzeń Dominika. Po pierwsze, nigdy nie zdarzały się jej takie wyjścia. Poza tym nie zostawiłaby z Dominikiem ich 3-letniego synka.

Dominik twierdził później, że dostał od żony SMS-a. 25-latka miała mu napisać, że odchodzi bo ma dość i że teraz on jest odpowiedzialny za wychowanie Kamila. Według świadków, płakał kiedy opowiadał o tej wiadomości. Wielu uważało, że zaginięcie żony nim wstrząsnęło.

Reklama

Luki w zeznaniach

Pierwsze wątpliwości co do szczerości Dominika pojawiły się, kiedy wybrał się na imprezę sylwestrową niedługo po stracie żony. Potem okazało się, że w lombardzie sprzedał ich obrączki i telefon 25-latki.

Dominik już następnego dnia po zaginięciu zgłosił na policję, że żona uciekła. Na początku nikogo nie zastanowiło skąd jest tego pewien, skoro spał. Dodatkowo kobieta nie zabrała żadnych rzeczy, nawet tabletek i okularów.

Według sąsiada, Dominik jeździł na policję tylko po to, żeby dowiedzieć się czego o nim wiedzą i odpowiednio dopasować wersję wydarzeń. Mężczyzna ma też wątpliwości, co do pracy śledczych, zwłaszcza, że jeden z policjantów był dobrym znajomym Dominika:

Mam takie przeświadczenie, że gdyby policja podeszła do sprawy profesjonalnie, to ciało Justyny zostałoby znalezione wcześniej i jej matka z wnukiem nie musieliby dwa miesiące spać na jej zwłokach

Myśleli, że znajdą ubrania

Ciało Justyny odnaleźli bliscy kobiety, jej matka i brat z żoną. Zwrócili uwagę, że panele w pokoju Kamilka były podnoszone. Deski delikatnie się ruszały. Brat Justyny wezwał policję i zaczął podnosić panele w obecności śledczych.

Był w szoku, kiedy zobaczył ciało siostry. Był przekonany, że w podłodze znajdzie tylko jej ciuchy. Po wszystkim brat miał ogromny żal do policji. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nikt nie pojawił się w domu Justyny po jej zaginięciu. Sprawa od razu wyszłaby na jaw, gdyby użyto psa tropiącego.

Przyznał się do winy

Dominik K. wiedział, że po dwóch miesiącach kłamstw, nie może już ukryć prawdy. W makabrycznych zeznaniach przyznał się do zamordowania kochanki i żony. Jak sam mówił „nie dawał sobie rady ze swoimi myślami”.

22-letnią Agnieszkę zabił w listopadzie. Narzędziem zbrodni był 35-cm klucz do kół, którym kilkukrotnie uderzał kochankę w głowę. Wszystko przez to, że dziewczyna zagroziła, że o romansie powie Justynie. Zeznania Dominika są wstrząsające:

Nie byłem zdenerwowany, nie czułem złości

Opowiadał, że następnie ze zwłokami uprawiał seks, a potem pozbył się ich w pobliskiej żwirowni.

Żonę zabił niecały miesiąc później. Do wszystkiego doszło w nocy z 13 na 14 grudnia. Zeznał, że wieczorem uprawiał z żoną seks. Potem poszedł do łazienki, a kiedy wyszedł zastał Justynę z nożem kuchennym w ręce. Wytrącił go żonie, przewrócił kobietę na podłogę, a później wielokrotnie uderzał jej głową o podłogę. Jednak potem ustalono, że zabił żonę młotkiem, który przygotował już wcześniej.

Po morderstwie ukrył ciało w pokoju ich synka. W czasie przesłuchania zeznał:

Gdy odsuwałem meble i demontowałem panele, to Kamil spał u siebie w pokoju, czyli w pokoju, w którym ukryłem ciało. Nie obudził się, gdy odsuwałem meble. Przez chwilę marudził, dałem mu wówczas smoczka i usnął

Po morderstwie nie miał problemu, żeby w tym samym pokoju świętować z synkiem i teściową Boże Narodzenie.

Wyrzuty sumienia?

Według akt w chwili zatrzymania, morderca miał przy sobie list pożegnalny. W jego treści przyznawał się do zabójstwa żony oraz zapowiedział, że zamierza się zabić, ponieważ nie może dłużej żyć z tą myślą. Jednak takiemu samopoczuciu Dominika przeczy jego zachowanie w areszcie. Z uwagi na list zapewniono mu wizytę psychiatry, ale lekarz w opinii stwierdził, że mężczyzna ma się zupełnie dobrze i nie myśli o sobie źle.

W opinii biegłych 28-latek został opisany jako mało inteligentny, z bardzo słabo rozbudowaną osobowością. Policjantom próbował wmówić, że Justyna pomiatała nim, a synka torturowała, ale śledztwo nie potwierdziło tych zeznań.

W następnej opinii psychiatrów wyszło na jaw, że Dominik ma skłonności do manipulacji ludźmi, ale badania nie wykazały, że jest chory psychicznie. Zaznaczono też, że poziom intelektualny, który pokazywał biegłym znacznie różnił się od tego, który prezentował spontanicznie.

Ostatecznie lekarze rozpoznali u niego osobowość psychopatyczną. Zaznaczyli przy tym, że takich ludzi cechuje skłonność do manipulacji, egocentryzm, brak wyrzutów sumienia i empatii. Dominik zachowywał przy tym zdolność do kierowania swoimi działaniami i rozumienia tego, co robi.

Psychiatrzy przypuszczali, że zgłoszenie się na policję i fałszywy list samobójczy były formą zwrócenia na siebie uwagi. Dominik w czasie rozprawy sam przyznał, że udawał na badaniach. Biegli stwierdzili, że w czasie postępowania nie było widać u niego najmniejszego poczucia winy.

Najwyższa kara

Sąd, 12 listopada 2012 roku, skazał 28-latka za podwójne zabójstwo i zbezczeszczenie zwłok na karę dożywocia. Zaostrzył też mordercy warunki ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie. Dominik będzie mógł się o nie starać po 35-latach. Dodatkowo morderca musi wypłacić teściowej nawiązkę w wysokości 20 tys zł.

Dominik K. złożył apelację do sądu drugiej instancji. W drugim orzeczeniu uniewinniono go w zakresie zbezczeszczenia zwłok, ale nie zmieniono kary. Sąd stwierdził, że przez mówienie o zbezczeszczeniu zwłok, Dominik próbował złagodzić karę:

Nie można wykluczyć, że oskarżony w pewnym momencie nie przyjął, że mówienie o stosunkach ze zwłokami świadczyłoby o tym, że jest dziwny czy chory

Zbrodnia, której dopuścił się Dominik jest przerażająca. Dobrze, że przynajmniej w tym wypadku mordercę spotkała zasłużona kara

Może Cię zainteresować