×

Na miesiącu miodowym mąż wyszydzał ją przy kelnerce. „Widziałaś się kiedyś w lustrze?”

Może nie każdy wie, ale otyłość to nie do końca wybór, ale bywa też sposobem na odreagowanie stresujących sytuacji. Dla wielu osób jedzenie to ucieczka od problemów, od tego, co na co dzień dzieje się w życiu. Często także osoby z dodatkowymi kilogramami w ten sposób budują pewną barierę przed ludźmi. Uważają, że dzięki temu nikt ich nie zrani i będą mogli być w swoim świecie zupełnie sami. Nigdy nic nie jest tylko czarne i białe. Na świecie są także szarości i najlepiej, abyśmy nie oceniali ludzi tylko próbowali ich zrozumieć. Prawda o otyłych nie zawsze jest taka, jaka jawi się w mediach – że to ludzie leniwi, którzy nie chcą się zmienić i mają wszystko gdzieś. Bardzo często to zakompleksione osoby, które naprawdę potrzebują pomocy, miłości, bezpieczeństwa i zrozumienia. A świat bywa okrutny w tym przypadku nawet mąż śmieje się z żony, bo jest otyła. Nie chce jej jej pomóc, tylko wyszydza.

Reklama

Kłopoty z dodatkowymi kilogramami

Natalia nigdy nie była typem wieszaka i już w podstawówce dzieci śmiały się z niej, że wygląda jak pulpet. Dzieciaki były dla niej okrutne i nie pozostawiały na niej suchej nitki, ale ona starała się nie dopuszczać do informacji tego, że może być nielubiana. Starała się wszystko obracać w żart i zachowywać tak, jakby nic się nie stało. Prawdopodobnie dzięki temu zdobyła wielu przyjaciół, a z biegiem czasu ludzie zaczęli naprawdę szanować i doceniać to, jakim jest człowiekiem, a nie jak wygląda.

Wielokrotnie próbowała schudnąć, ale żadne diety, wizyty na siłowniach czy na basenie nie pomagały jej w tej zmianie. Postanowiła, że jak tylko zaakceptuje siebie taką, jaką jest, nie będzie na siłę próbować dopasować się do kanonów piękna, które są aktualnie popularne w mediach. Wierzyła głęboko także w to, że spotka mężczyznę, który doceni to, jakim jest człowiekiem.

Reklama

Cellulite_Fat-Women-in-Swimsuit-Beach__IMG_8890

Mąż śmieje się z żony, bo nie jest szczupła

Tak naprawdę nigdy nie przejmowałam się swoimi dodatkowymi kilogramami, choć bywały cięższe dni. Nie mogę powiedzieć, że spływało to po mnie, ale starałam się pogodzić z takim stanem rzeczy. Gdy poznałam Piotrka na pierwszym roku studiów, byłam nim oczarowana. Oczytany, inteligentny, bystry i bardzo przystojny, zwrócił moją uwagę. Jakie było moje zaskoczenie, gdy ten idealny mężczyzna poprosił mnie o to, abym poszła z nim do kina. Na początku pomyślałam, że potrzebuje tylko się wygadać i poradzić w sprawie rozterek sercowych, ale już po kilku miesiącach wiedziałam, że jest mną żywo zainteresowany. Oszczędzę szczegółów, ale mogę powiedzieć, że przez półtora roku narzeczeństwa Piotr zgadywał moje życzenia. Miałam wrażenie, że czyta mi w myślach.

Ślub odbył się latem, goście zjechali się z całej Polski, a ja w sukni rozmiaru XXXL stałam przed ołtarzem. Piotr zapewniał, że wyglądam jak ideał i że o takiej kobiecie właśnie marzył. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że to wszystko było grą, a zmieni się to diametralnie kilka dni po naszym ślubie.

Nie mieliśmy jakoś dużo pieniędzy, dlatego w podróż poślubną wybraliśmy się nad polskie morze. Przed wyjazdem razem poszliśmy do sklepu, aby kupić najpotrzebniejsze rzeczy, akcesoria, kremy i kostium kąpielowy dla mnie. Myślałam, że skoro Piotr ożenił się ze mną, to uważa, że jestem dla niego najlepszą kandydatką na żonę i podobam mu się taka jaka jestem. Niestety nie…

Przymierzyłam dwuczęściowy kostium ponieważ wiedziałam, że upały będą w najbliższym tygodniu w Kołobrzegu. Nie chciałam się usmażyć w jednoczęściowym. Ubrałam kostium, odsłoniłam zasłonę w przymierzalni i spytałam mojego męża: „No i jak wyglądam?”. Na co usłyszałam od niego: „Matko… Kobieto weź się schowaj i ludzi nie strasz, bo ktoś to jeszcze zobaczy”. Zareagowałam śmiechem, bo nigdy podobne słowa nie padły z ust mojego męża. Przez kilka dni wydawało się, że wszystko jest okej, ale ja w głowie miałam ciągle słowa, które usłyszałam od niego w sklepie.

Nadszedł czas wyjazdu. W Kołobrzegu mieliśmy wykupiony nocleg w bardzo fajnym hotelu, gdzie wszystko było do naszej dyspozycji. Był i basen, sauna, 3 posiłki dziennie i można było wypożyczyć rowery – relaks pełną piersią. Już podczas kolacji miła kelnerka podeszła do nas, aby zapytać jaki posiłek życzymy sobie następnego dnia na obiad. Do wyboru były dwa dania i miałam niemały problem, co wybrać.

Mąż śmieje się z żony

Już widziałam, że Piotr się niecierpliwi. Wyrwał mi menu z rąk i zwrócił się do ładnej kelnerki: „Wie pani jak to jest, jak się jest grubaską, to najchętniej zjadłoby się dwa dania. Nie to co pani, bo widzę że forma jak w najlepszym porządku”. Zamurowało mnie. Jak on mógł?! Przecież to był nasz miesiąc miodowy, a ja miałam być podobno kobietą z jego snów.

Nie mogłam dłużej tam siedzieć. Zabrałam klucz i poszłam do pokoju. Popłakałam się i czekałam na Piotrka aż przyjedzie, aby z nim porozmawiać. Niestety mijała jedna godzina, druga i trzecia, a on nie wracał do pokoju. Ja głupia pomyślałam, że coś mogło się stać i zaczęłam się obwiniać, że odeszłam od stołu. Wyszłam z pokoju i poszłam do holu, mając nadzieję że uzyskam jakieś informacje o moim mężu. Gdy schodziłam po schodach, już słyszałam jego śmiech dochodzący z hotelowej kawiarni.

Weszłam do środka i co zobaczyłam? Piotr siedział przy jednym stole z kelnerką, która wcześniej obsługiwała nasz stolik, pił z nią wino i trzymał ją za rękę. Rozwścieczona podeszłam do nich, złapałam go za ramię i spytałam, co on najlepszego wyprawia. Spojrzał na mnie arogancko i odparł: „Organizuję sobie wieczór. W końcu mam urlop i potrzebuję jakiejś rozrywki w otoczeniu pięknej kobiety. Chyba nie myślałaś, że spędzę tę noc w łóżku z tobą? Widziałaś się kiedyś w lustrze?”

To już była zdecydowana przesada. Próbowałam jeszcze zapytać go, o co tu chodzi, gdy pakowałam swoje rzeczy, ale on z tym kpiącym uśmiechem na twarzy nic nie odpowiadał. Wróciłam do domu, spakowałam swoje rzeczy z jego mieszkania i wróciłam do rodziców. Od tych wydarzeń minęły już 2 lata, ale one są dla mnie cały czas żywe i nie potrafię zaufać żadnemu mężczyźnie. Chodzę na spotkania do psychologa i rozmawiam o tym, aby znów poczuć się wartościową. Znów starałam się zrzucić parę kilogramów, aby choć przez chwilę poczuć się dla kogoś wyjątkowa, ale uznałam że nie tędy droga. Może już nie powinnam, ale ciągle wierzę w to, że ktoś pokocha mnie naprawdę taką, jaką jestem i doceni wszystkie moje walory i pokocha moje zalety jak i wady, nie ubliżając mi, a będąc ze mną na dobre i na złe.

*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Może Cię zainteresować