in ,

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałuje

Historia ta została opisana przez redaktor Annę Kalitę na łamach portalu Gazeta.pl w artykule pt. „Opowiem pani, jak sprzedałam syna”. Opowiada o losach kobiety, która pod koniec PRL-u sprzedała swoje dziecko.

Trudne życie Pani Joanny

Pani Joanna nie miała łatwego życia. Matka nie kochała jej i znęcała się nad nią. Kiedyś ojciec wyznał, że jego żona gdy była w ciąży specjalnie rzuciła się ze schodów, aby uszkodzić dziecko. Później było jeszcze gorzej…

Kobieta wzięła ślub, ale jej mąż stał się alkoholikiem i jako kolejna osoba w jej życiu znęcał się nad nią. Rozwiodła się więc.

Kadrowa pyta: „Dlaczego ma pani podbite oczy?”. „Bo ze schodów spadłam” – mówię. A ona: „Nieprawda. Mąż panią pobił. Robimy mu od razu sprawę o rozwód, alimenty i pozbawienie praw rodzicielskich”. I tak zrobiłyśmy

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Nowy mężczyzna

Po rozstaniu z mężem Joanna bardzo długo była sama. Jednak w końcu poznała malarza, który po dłuższych zalotach zwrócił jej uwagę. W 1987 roku Joanna miała 38 lat i 16-letniego syna, Pawła. To wtedy zaszła kolejną ciążę. Nikt nie wiedział o tym, co wówczas się stało. Tylko ona, 16-latek i ojciec dziecka.

To była tragedia. Strasznie płakałam. Chciałam usunąć. Ale jak się zorientowałam, że jestem w ciąży, było już na to za późno

Mężczyzna również nie chciał tego dziecka. Kiedy się o nim dowiedział zostawił Joannę.

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Nie potrafiła dać sobie rady

Główna bohaterka tej historii była z tym wszystkim sama. Kochanek zostawił ją, jej matka już nie żyła, a ojciec odmówił jakiekolwiek pomocy. Była zrozpaczona. W końcu o ciąży dowiedzieli się w jej pracy…

Była taka pani sędzia. Rozmawiała o mnie z jednym mecenasem i on do mnie przyszedł. Wywołał mnie i powiedział, że słyszał, że chcę oddać dziecko

Pani Joanna potwierdziła. Zaczęli o tym dyskutować. Oczywiście od razu była także i mowa o pieniądzach. Później okazało się, że nie będzie pieniędzy, a bony.

„Dostanie pani tysiąc dolarów za tego małego dzieciaka”. Ale później się okazało, że to nie były dolary, tylko bony. Mówił, że wszystko musi być robione po cichu, bo „policja i prokurator mogą się nam się do dupy dobrać”. Tak mi tłumaczył. „Bo ja nie chcę iść siedzieć” – mówił. I ja byłam cicho

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Poród

W końcu Pani Joanna urodziła drugiego syna. Po porodzie chłopca widziała tylko raz. Gdy dowidziano się, że maluszek idzie do adopcji, personel więcej go już nie przyniósł. Kobieta także od razu zrzekła się do niego praw rodzicielskich.

Sprawa blankietowa [o zrzeczenie się władzy rodzicielskiej – przyp. red.] nie toczyła się w moim wydziale. Tego małego urodziłam na „Inflanckiej” [warszawski Szpital Specjalistyczny „Inflancka” im. Krysi Niżyńskiej „Zakurzonej” – przyp. red.]. Nazwałam go Janek. Przyszła jakaś kobieta, właśnie od tego mecenasa, i zabrała małego. Więcej go nie widziałam. Nigdy

Kobieta bardzo ciężko zniosła to, co się wydarzyło. Nie wahała się jednak. Wiedziała, że wszystko było „dopięte już na ostatni guzik”. Nie chciała robić problemów.

Pamiętam, że ładny był. Śliczny! Mój Paweł też był bardzo ładny, jak się urodził. A Janek duży, zdrowy. 10 punktów miał. Rzekomo za granicę zabierali dzieci chore. A mój syn był zdrowy! A pojechał do Ameryki. Nie! Do Kanady. Do Kanady! Tak powiedział adwokat. Ja z kolei po porodzie dostałam takiego krwotoku, że ledwo mnie odratowali. Pierwsza kara boska

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Zapłatę dostała rok później

Po wszystkim okazało się, że bardzo trudno jest otrzymać zapłatę od mecenasa za oddanie dziecka do zagranicznej adopcji. Mężczyzna oszukiwał panią Joannę i nie chciał wywiązać się z umowy.

Mówiłam: „Jak tak, to proszę mi dziecko zwrócić”. Ale on powiedział, że Janka nie ma w kraju. I w końcu dał, ale nie dolary. Bony dał

Ostatecznie kobieta otrzymała bony do Pewexu o wartości 1000 dolarów. Wszystkie wykorzystała na pierwszego syna.

Syna obkupiłam: swetrów, spodni mu nakupowałam, zegarków, słodyczy. A sobie nic. Jego ubrałam jak lalę, a sama chodziłam jak dziad. Tatusiowi kupiłam dobre wina. No i to wszystko. Po pieniądzach

Pani Joanna zdradza jednak, że nie było to łatwe i bardzo to przeżyła.

Bardzo to przeżywałam. Może dlatego dzisiaj tak choruję? Może to Pan Bóg mnie karze za to wszystko?

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Kara boska?

Teraz z perspektywy czasu uważa, że Bóg ukarał ją za to, co zrobiła. Podkreśla, że ciągle choruje i ma okropne bóle głowy. W jej mniemaniu był to ogromny grzech. Chciała się nawet z niego wyspowiadać, jednak gdy wyznała swoją tajemnicę, ksiądz wygonił ją z konfesjonału.

Poszłam do spowiedzi. Ale nie w Warszawie! W życiu! W Szczecinie poszłam i powiedziałam, że sprzedałam własne dziecko. A ksiądz: „Odejdź natychmiast od konfesjonału!”. I to tak głośno powiedział, że ludzie aż się odwracali w moją stronę. Więc odeszłam. Nie sprzeciwiłam się

Od tej pory Pani Joanna już nie próbowała się spowiadać. Jest osoba wierzącą, ale nie chodzi do komunii. W mszy świętej uczestniczy tylko od czasu do czasu. Pana Boga prosiła jednak o wybaczenie niejeden raz:

Tłumaczyłam mu, co zrobiłam. Że sprzedałam swoje dziecko. „Nie chciałam tego zrobić. Panie Boże, przebacz mi” – mówię. Mam tutaj, w pokoju, cały ołtarzyk

„Nie będę kłamać, że tego nie zrobiłam”

Kiedy pani Annę zdradziła, że jest zaskoczona faktem, iż starsza kobieta bardzo często używa sformułowania „sprzedałam dziecko”, ona odpowiedziała bez ogródek:

Mam powiedzieć, że go nie sprzedałam? Sprzedałam! Nie będę kłamać, że tego nie zrobiłam

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Reakcja starszego syna

Bohaterka w rozmowie z dziennikarką zdradziła również, jak na to, co zrobiła zareagował jej starszy syn.

Chciał bardzo mieć brata. Kochał go. Tyle razy wykrzykiwał: „Oddałaś mojego brata”. Straszył, że pójdzie na policję, doniesie, powie, co zrobiłam. A jakby się policja dowiedziała – to idę do mamra. Chociaż może po tylu latach to się już przedawniło?

Pani Joanna starała się to usprawiedliwiać ich trudną sytuacja, ale w głębi serca czuła, że postąpiła bardzo źle.

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

„Tajemnica sądowa”

Pani Joanna podejmowała próby, aby dowiedzieć się, co stało się z jej synkiem. Na próżno.

Chciałam sprawdzić, jacy ludzie go wzięli. Kiedyś zaszłam do wydziału, gdzie toczyła się moja sprawa blankietowa. Ale kazali mi wyjść. Powiedzieli, że to, co się stało z Jankiem, to tajemnica sądowa

Dodaje także, że nie miała pojęcia, że takie rzeczy dzieją się w sądzie, że dzieci tak często sprzedawane są za granicę.

Nie wiedziałam, że tam się dzieją takie rzeczy! Wiem tylko, jak było ze mną. No i sama też dostarczałam wezwania na sprawy blankietowe. Głównie na daleką Pragę je woziłam. Ale co mnie to interesowało? Jeszcze mi pieniądze dawali za doręczenie tych wezwań

Sprzedała swoje dziecko. Dziś bardzo tego żałujeUdostępnij

Czy dziś postąpiłaby inaczej?

Pani Anna zapytała kobietę o to, czy gdyby mogła cofnąć czas, to zachowałaby się inaczej. Ona bez wahania powiedziała, że tak.

Nie oddałabym dziecka za żadne skarby świata

Mimo że nie potrafiła powiedzieć, jak rozwiązałaby tę sytuację, była pewna, że drugi raz nie zrobiłaby tego. Podkreśliła też, że wydaje jej się, iż nigdy nie zazna spokoju ducha. Chyba że dopiero po śmierci…

IMIONA BOHATERKI I JEJ SYNÓW ZOSTAŁY ZMIENIONE
_____________________________
*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Napisz do nas, jeśli spotkała Cię historia, którą chcesz się podzielić: [email protected]

Źródło: weekend.gazeta.pl | Fotografie: pexels.com