×

Do ogromnej tragedii doszło 8 listopada w Kartowicach w województwie lubuskim, gdy roczny chłopczyk wpadł do garnka z gorącą galaretką. Jego matka opuściła w tym czasie dom, aby pójść do toalety, zostawiając swojego synka pod opieką babci. Nie przypuszczała, że gdy wróci na miejsce, będzie musiała być świadkiem widoku rozdzierającego serce.

Na miejscu bardzo szybko pojawiło się pogotowie, które zabrało dziecko do szpitala w Zielonej Górze

Jednak rany były tak rozległe i poważne, że chłopiec nie spędził tam dużo czasu, ponieważ został przetransportowany helikopterem do Szczecina do specjalistycznego szpitala, gdzie lekarze mieli nadzieję, że uda się go uratować.

Mimo ogromnej walki o jego życie specjaliści nie byli w stanie go ocalić… Stan był krytyczny i pogarszał się z minuty na minutę

Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej, w rozmowie z Fakt24.pl powiedział:

Maluch najpierw trafił śmigłowcem do szpitala w Zielonej Górze, a potem z powodu rozległych poparzeń został przewieziony do szpitala specjalistycznego w Szczecinie. Niestety w szpitalu w Szczecinie chłopczyk zmarł

Wystarczy tylko chwila, aby doszło do tragedii…

*Zdjęcie ma charakter poglądowy

Polecane

Może Cię zainteresować