Kategorie Inne

Zarazili ją w czasie porodu mięsożerną bakterią. Dosłownie zjadała ją od środka

Mogłoby się wydawać, że takie rzeczy nie zdarzają się w XXI wieku. Niestety, szpital zaraził kobietę mięsożerną bakterią podczas porodu. Przynajmniej tak twierdzi świeżo upieczona mama. Najgorsze jest to, że mimo iż miała wysoką gorączkę, a jej brzuch zsiniał, bolał i wydzielał nieprzyjemny odór, lekarze wszystko zbagatelizowali.

Ta wstrząsająca historia wydarzyła się w Kettering w Northamptonshire. Claire Gurney ma 37 lat i jakiś czas temu została mamą po raz czwarty. Kobieta wyznała w rozmowie z Sun Online, że jej brzuch w dwa dni po cesarskim cięciu stał się bardzo twardy i sczerniał. Co więcej, z rany sączyła się wydzielina o bardzo nieprzyjemnym, gnilnym odorze. Kobieta dostała również wysokiej gorączki. Claire udała się więc do miejscowego szpitala, jednak lekarze zbagatelizowali jej objawy.

szpital zaraził kobietę mięsożerną bakterią podczas porodu

Szpital zaraził kobietę mięsożerną bakterią podczas porodu. Pacjentka podejmie kroki prawne

37-latka była jednak uparta i nie dawała za wygraną. Na szczęście. Następnego dnia zdiagnozowano u niej martwicze zapalenie powięzi. Jest to rzadka, ale bardzo złośliwa infekcja bakteryjna. W jej wyniku ludzkie tkanki zostają uszkodzone, a właściwie martwe. Lekarze natychmiast zabrali Claire na blok operacyjny, gdzie wcięli jej prawie 2,3 kilograma martwej tkanki.

Mogłam umrzeć. Smród, jaki czułam od własnego brzucha, przypominał ten gnijących zwłok

Gurney ma okropny żal do placówki, że zbagatelizowano jej objawy. Podkreśla, że z pewnością podejmie kroki prawne.

Nie wiem, skąd mogła pochodzić infekcja, jeśli nie z cesarskiego cięcia. Dwa dni później miałam w brzuchu wielką, czarną masę gnijącej tkanki

szpital zaraził kobietę mięsożerną bakterią podczas cięcia cesarskiego

Po operacji lekarze byli już jakby milsi…

Po operacji lekarze rozmawiali z nią w zupełnie inny sposób. Chcieli ją położyć nawet na oddziale intensywnej terapii. Ona jednak odmówiła. Wszystko dlatego, że nie mogła być tam ze swoim nowo narodzonym dzieckiem. Wypisano ją do domu. 37-latka musi jednak wracać do placówki co 24 godziny, aby otrzymać antybiotyki.

Jak zareagowały na tę wstrząsającą sprawę władze szpitala? Rzecznik Kettering General Hospital NHS Foundation Trust wyraził swoje ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i że jest mu „bardzo przykro”. Nadmienił, że zrobi wszystko, aby ustalić źródło infekcji.