×

Ania zaprosiła bezdomnego na Wigilię. Mąż nie krył zniesmaczenia: „A jak nas pozabija?!”

Wigilia to czas wyjątkowy. Chcemy wtedy być z najbliższymi, wybaczamy im, chcemy się pojednać i po prostu sprawić, aby te chwile były magiczne. Pani Ania tak samo myślała i zawsze taką dewizą kierowała się 24 grudnia. W jej domu kilka razy zdarzało się, że tego dnia była nie tylko najbliższa rodzina, ale i znajomi, sąsiedzi, a raz nawet starsza para z domu dziennej samopomocy.

Dlatego też 41-latka w głębi serca ucieszyła się, gdy spotkała pana Henia

Siedział przed osiedlowym sklepem i prosił o jedzenie… Był dzień Wigilii, a ona nie mogła go tak zostawić. Bez skonsultowania tego z rodziną, zaproponowała 59-latkowi, żeby ten dzień spędził u niej w domu. Pani Ania napisała o tej sytuacji sprzed roku do naszej redakcji.

”Siedział tam zupełnie sam. Padał deszcz ze śniegiem, a on drżał z zimna. Nie wyobrażałam sobie, że tak po prostu pójdę”

Podeszłam do niego i po ludzku zapytałam, czy ma gdzie pójść na Wigilię. Widziałam, że w jego oczach pojawiły się łzy. Nie był pijany, jego ubranie było schludne. Czułam w głębi duszy, że coś złego go spotkało i nie jest w stanie sam sobie z tym poradzić. Zaproponowałam, żeby spędził u mnie Wigilię. Wykąpał się i przespał. Sama nie wierzyłam wprawdzie, że to proponuję, ale jakoś tak wyszło. Nie chciał się zgodzić, bo nie chciał być problemem. W końcu jednak udało się go przekonać. Poszliśmy do mnie.

Przekroczyliśmy tylko próg mieszkania, a moja 9-letnia córka z uśmiechem go powitała i zapytała, czy to wujek Kuba (miał do nas przyjechać kuzyn znad morza). Widziałam, że na twarzy pana Henia pojawił się także uśmiech. Po chwili w przedpokoju pojawił się Piotrek. Widziałam, że był zły. Zna mnie, jak nikt i dobrze wiedział, że coś znów wymyśliłam. Chciałam stworzyć sposobność do tego, aby z nim porozmawiać, dlatego zaproponowałam panu Heniowi, żeby się wykąpał, a ubrania dam mojego ojca, który akurat zostawił je któregoś razu u nas. Tak też zrobił.

Poszliśmy z Piotrkiem do kuchni i wtedy się zaczęło: „Czy Ty już całkowicie na głowę upadłaś? A skąd wiesz, co to za człowiek? Na ulicy nie lądują raczej porządni ludzie! Czy Ty chcesz jakieś choroby do domu sprowadzić? A jak nas pozabija?! Ty już całkowicie oszalałaś. On ma stąd zniknąć. Czy Ty rozumiesz to?!”

Nie mogłam tego słuchać. Nie wiedziałam, co zrobić, aby ta sytuacja miała szczęśliwy finał. Siedziałam i czekałam aż pan Heniu wyjdzie, aby mu powiedzieć, że musi wyjść. Łzy mi napływały do oczu, bo najpierw zrobiłam komuś nadzieję, kto tak naprawdę bardzo się krępował, aby do nas przyjść, a teraz go wypraszam i to jeszcze w Wigilię. Nie mogłam jednak kłócić się z mężem i to w święta…

„Minęło pół godziny, ale pan Heniu nie wychodził. Zaczęłam się martwić i zapukałam do drzwi łazienki”

On w tej samej sekundzie wyszedł, spojrzał na mnie i Piotrka i powiedział:

„Nie wiem, ile trzeba mieć dobra w sercu, aby wpuścić bezdomnego do domu. Płakać mi się chce, że spotkało mnie coś takiego w taki dzień. Wasza córka przypomina mi moją, gdy ostatni raz ją widziałem… Macie tyle szczęścia, że macie siebie. Jesteście pewni, że nie będę Wam przeszkadzał?”

Piotrek spojrzał na mnie, potem na pana Henia i powiedział:

„Wie pan co, dla nas to będzie niewyobrażalna przyjemność, abyśmy mogli razem dziś świętować i przełamać się opłatkiem”.

Popłakałam się, a razem ze mną pan Henio. Śmiało mogę powiedzieć, że to była jedna z najpiękniejszych Wigilii, jakie przeżyłam. Pełne ciepła, miłości i pomocy. Pan Heniu opowiedział nam swoją historię. Miał żonę i córkę. Niestety żona zdradziła go z jego bratem, wyrzucili go z domu, a on z tej rozpaczy zaczął pić. Pił tak przez 5 lat, a potem, gdy był na samym dnie, przestał. Ciężko jednak było mu dostać pracę, gdy mieszkał na ulicy. Tułał się, ale jego słaba psychika nie dawała mu szansy na to, aby odbić się od dna. Dziś nie pije od 9 lat. Jednak ludzie i tak go skreślają

„Po Wigilii nie mieliśmy zamiaru zapomnieć o panu Heniu. Zaproponowałam mu, aby zamieszkał przy moich rodzicach, którzy mieszkają pod miastem i mają gospodarkę”

Tam zawsze się przydadzą ręce do roboty. Pan Heniu się tak ucieszył i zgodził się na tę propozycję. Dzisiaj mija rok od naszego pierwszego spotkania, a ja się tak cieszę, że wtedy pod sklepem go zaczepiłam.

Pan Henio dalej mieszka u rodziców, ale dostał drugą szansę. Z zarobionych pieniędzy zrobił dwa kursy i prawo jazdy. Szuka pracy i wierzy, że jego życie jeszcze się ułoży. My niedługo spotykamy się z nim na Wigilii, bo tym razem będzie ona u rodziców, a większość potraw ugotuje… pan Henio. W ten sposób chce nam za wszystko podziękować

*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Polecane

Może Cię zainteresować