×

Zaciągnął połamaną żonę do garażu. Ciche wołanie kobiety usłyszeli po 3 dniach sąsiedzi

Znieczulica niektórych ludzi nie zna granic. Niestety, czasami bywa tak, że za prawdziwe piekło na Ziemi jest odpowiedzialna najbliższa nam osoba. Tak było w przypadku 59-letniej Haliny, która straszliwie cierpiała przez trzy kolejne noce i niekończące się dni, umierając w przydomowym garażu.

Jak do tego doszło?

Do wyjątkowo przykrego i niebezpiecznego incydentu doszło kilkanaście dni temu, kiedy 59-latka wracała do domu. Niewykluczone, że była wtedy pod wpływem alkoholu. Kiedy próbowała wejść po stromych, uszkodzonych schodach prowadzących do drzwi wejściowych, potknęła się i spadła. W skutek wypadku doznała urazu żeber i kręgosłupa, co sprawiało jej potworny ból. Niedługo potem pojawił się jej mąż. I choć wydawać by się mogło, że zabierze swoją drugą połówkę do szpitala, postąpił zupełnie inaczej.

Karygodne zachowanie męża

Mężczyzna zaciągnął obolałą żonę do przydomowego garażu, gdzie ją zostawił, a następnie najzwyczajniej w świecie zapomniał o „ukochanej”. Tam spędziła 2 dni i 3 noce. Kobieta przez cały ten czas miała nadzieję, że ktoś usłyszy jej wołanie o pomoc. Gehennę ciężko rannej 59-latki przerwali sąsiedzi, którzy usłyszeli coraz słabsze wołanie i wezwali policję.

Na miejsce zdarzenia przyjechali policjanci

Kiedy na miejsce przybyli funkcjonariusze z Chełma, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Jak sami przyznali, nie pamiętają, aby kiedykolwiek doświadczyli tak potwornej znieczulicy ze strony dwóch, teoretycznie bliskich sobie osób.

Pierwsze ustalenia wskazują, że mężczyzna po prostu zapomniał o swojej żonie. Na przebieg zdarzenia mógł mieć wpływ alkohol – mówią prokuratorzy

Podejrzenia prokuratury szybko się potwierdziły, czego najlepszym dowodem są wypowiedzi okolicznych mieszkańców.

Rzeczywiście sąsiad popija i to mocno. Sąsiadce też się zdarza. Ale nie są kłopotliwi. Żyją własnym życiem… Kiedyś dobrze im się powodziło, mieszkają na porządnym osiedlu domków jednorodzinnych, w ciągle dobrze wyglądającym segmencie – mówią mieszkańcy ulicy Makowej

„Pomogłem jej, a potem o wszystkim zapomniałem”

Wiadomo, że mąż konającej kobiety zajmuje się na co dzień zbieraniem złomu. Resztę dnia przeznacza na spożywanie alkoholu w okolicy pobliskiego kompleksu sklepów, gdzie spotyka się z grupą swoich znajomych. O tym, co wydarzyło się w jego domu, nie powiedział jednak nikomu. Czyżby faktycznie zapomniał? A może po prostu wolał zatrzymać to dla siebie?

Pomogłem jej, a potem o wszystkim zapomniałem. Nic wielkiego jej się przecież nie stało. W szpitalu u niej byłem, bo już dochodzi do siebie – mówi dziś Lucjan S.

Kobietę czeka długa rehabilitacja

Dzisiaj ranna kobieta czuje się już lepiej, choć nie zawdzięcza tego swojemu mężowi, lecz sąsiadom. Nie obyło się bez poważnej operacji, która ulżyła 59-latce w cierpieniu. Wciąż jednak czeka ją długa rehabilitacja zanim uda jej się odzyskać sprawność. Na chwilę obecną nie wiadomo, kiedy będzie mogła normalnie chodzić i kiedy zostanie wypuszczona ze szpitala. Jest jednak dobrej myśli.

Nie ma o czym opowiadać. Nie chce być żadną gwiazdą. Mąż zachował się paskudnie, ale trudno. Już niedługo zacznę tańczyć

Mężczyzna może dostać do 3 lat pozbawienia wolności

Mąż kobiety odpowie za to, co zrobił, a właściwie czego nie zrobił. Jego losem zajęła się już prokuratura. Choć nie wiadomo, jakie konsekwencje poniesie za swoje nieodpowiedzialne zachowanie, za nieudzielenie pomocy cierpiącej żonie grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.

Może Cię zainteresować

zamknij