×

Syn zamknął schorowaną mamę w nagrzanym samochodzie. Interweniowała straż miejska

Od co najmniej kilku lat w mediach i nie tylko wielokrotnie wałkuje się temat, aby nie zamykać zwierząt i ludzi w rozgrzanych samochodach. Mimo to co jakiś czas wciąż docierają do nas historie osób, które zupełnie o tym zapomniały lub po prostu wychodzą z założenia, że „przecież nie robią nic złego”. Jedna z takich sytuacji miała miejsce 13 września pod urzędem miasta w Poznaniu. Syn zamknął tam w nagrzanym samochodzie matkę z Alzheimerem. Autem i znajdującym się w nim pasażerką zainteresowali się strażnicy miejscy, którzy postanowili przyjrzeć się sytuacji z bliska.

Zamknął matkę z Alzheimerem w nagrzanym samochodzie. Interweniowali strażnicy miejscy

13 września. Upał. Starszą, zamkniętą w samochodzie kobietę pod urzędem miasta w Poznaniu zauważyli przechadzający się tamtędy strażnicy miejscy. Kiedy podeszli bliżej, aby sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku, dostrzegli na wydruku z parkomatu, że pojazd stoi tam od ponad godziny. Ze względu na to, że nie udało im się nawiązać dialogu ze starszą pasażerką pojazdu, co znacznie utrudniały chociażby zamknięte szyby, pokazali jej kartkę, na której widniał napis: „Czy potrzebuje pomocy? TAK – NIE”. Kobieta jednoznacznie wskazała palcem, że tak, potrzebuje pomocy. Strażnicy już wtedy wiedzieli, że muszą interweniować. Wezwali policję, pogotowie, a zanim służby zjawiły się na miejscu, zabrali się za otwieranie auta.

Zamknął matkę z Alzheimerem w nagrzanym samochodzie

Facebook

Właściciel pojazdu, a zarazem syn zamkniętej w nim kobiety uznał, że mama czuła się dobrze

W momencie, kiedy strażnicy próbowali przedostać się do samochodu i uwolnić zamkniętą w nim 75-latkę, na miejscu zjawił się ratownicy medyczni i…właściciel pojazdu, a zarazem syn starszej kobiety. Wpadł w szał gdy tylko dowiedział się, że lada moment na miejsce ma przyjechać policja i pogotowie. Jego zdaniem mama czuła się bardzo dobrze, a strażnicy mogli darować sobie interwencji. Miało to jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością, bowiem 75-latka była cała mokra, a po jej policzkach spływały łzy.

Płakała, była roztrzęsiona i spocona – twierdzi jeden ze strażników

Dlaczego tak postąpił?

Strażnicy zapytali nieodpowiedzialnego syna, dlaczego tak postąpił i czy zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie może nieść za sobą takie rozwiązanie? Mężczyzna stwierdził, że zostawił w samochodzie włączoną klimatyzację, przez co mama miała się dobrze. Kiedy okazało się, że nie miało to nic wspólnego z prawdą, postanowił brnąć dalej. Tłumaczył, że nie mógł pójść z matką do urzędu, ponieważ nie ma w nim wind. Na niekorzyść mężczyzny jego słowa po raz kolejny nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości – w budynku były windy.

Los starszej kobiety i jej syna

Kiedy na miejsce przybyły służby, kobieta została przetransportowana do szpitala. Na miejscu zdiagnozowano u 75-latki przegrzanie organizmu i wysokie ciśnienie, co po raz kolejny potwierdziło, że w samochodzie nie była włączona klimatyzacja.

Sprawa trafiła w ręce policji. Póki co nie wiadomo, czy mężczyzna zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

_______________________
*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Polecane

Może Cię zainteresować