×

Urodziła dziecko pomimo guza mózgu. Historia Uli i Sebastiana wzrusza do łez

Urodziła dziecko pomimo guza mózgu. Gdy w 10. tygodniu ciąży lekarze zdiagnozowali nowotwór łożyska, zalecali aborcję. Później wycofali się z błędnego rozpoznania, a Ula samodzielnie doszła do tego, że ma nowotwór. Przeszła dwie operacje, ale jej droga do pełnej sprawności jeszcze potrwa.

Niebywała miłość

Jeżeli naprawdę jest tak jak pisał Albert Camus i „prawdziwa miłość zdarza się mniej więcej dwa albo trzy razy na wiek”, to z pewnością przydarzyła się ona właśnie Uli i Sebastianowi. Znali się niemal od zawsze. Chodzili do jednego przedszkola oraz szkoły podstawowej. Początkowo ich znajomość nie była jednak specjalnie bliska. Pewnego dnia Ula dodała w mediach społecznościowych zdjęcie z siłowni. Widząc, że dziewczyna lubi sport, Sebastian zaproponował jej wspólny trening. Od tej pory spędzali ze sobą niemal każdą chwilę. Łączyła ich pasja do sportu. Razem brali udział w konkursach biegowych i razem trenowali. Ula zdobywała medale w maratonach.

Zawsze prosiłam go, żeby ostatnie kilometry biegł ze mną, bo się poddam. I rzeczywiście, w ostatnich maratonach biegł ze mną po 10 km.

Sebastian wspominał, jak wyglądały ostatnie kilometry biegów.

Wkurzała się na mnie, bo ona była już wypompowana, a ja biegłem sobie i krzyczałem „ciśnij, ciśnij, dasz radę!

Ula pracowała jako kucharka w przedszkolu. Sebastian był spedytorem. Ich wspólne życie układało się wspaniale. W kwietniu 2020 roku Ula zaszła w ciążę. Bardzo cieszyli się z tego powodu. Niestety kobiecie dokuczały silne dolegliwości.

Miałam potworne bóle głowy, ciągłą czkawkę, rano nie mogłam wstać z łóżka i ciągle chciało mi się wymiotować. Gdy szłam do lekarza, słyszałam: „no tak, jest pani w ciąży”.

W 10. tygodniu ciąży lekarze stwierdzili u Uli nowotwór łożyska. Zalecali przerwanie ciąży. Później jednak w szpitalu stwierdzono, że „taka uroda dziecka” i kazali wrócić ciężarnej do domu. Stan zdrowia Uli nikogo nie zainteresował.

Wiedziała, co jej dolega

Niestety stan Uli się pogarszał. Po tym jak zemdlała w łazience, zadeklarowała, że nie odpuści dopóki nie dowie się, co jej dolega.

Powiedziałam, że nie wyjdę, dopóki nie dowiem się, co mi jest. Mówili, że jest odwodniona i brakuje jej potasu.

Sebastian wspomina, że współpraca z lekarzami szła bardzo opornie.

Ładowali w nią elektrolity, założyli holter i patrzyli, czy pod kątem kardiologicznym jest wszystko w porządku. Badał ją też neurolog, który nie stwierdził żadnych nieprawidłowości. Dopiero po miesiącu, gdy zemdlała w progu gabinetu lekarskiego, uznano, że trzeba zrobić rezonans magnetyczny.

Ula wiedziała, co jej jest dużo wcześniej, ale lekarze ignorowali jej podpowiedzi. 

Przyszedł lekarz i powiedział, że to guz, naczyniak płodowy. Odpowiedziałam mu spokojnie, że wiedziałam. Skąd?

Lekarze znów radzili, aby przerwać ciążę. Ula była już w 24. tygodniu ciąży i powiedziała, że mimo wszystko chce urodzić córkę.

Tego dziada wytnę po porodzie, w końcu to tylko 3 cm… Gdyby nie Ala, nie wiedziałabym o tym, że jestem chora.

Guz szybko się rozrastał, doprowadzając do wodogłowia. Lekarze zdecydowali o przeprowadzeniu drenażu w celu zmniejszenia ciśnienia w głowie. Sądzili, że w ten sposób uda się Uli donosić ciążę chociaż do 32. tygodnia.

Urodziła dziecko pomimo guza mózgu

Ula i jej chłopak nie tracili nadziei w szczęśliwe zakończenie. Niestety zdrowie kobiety mocno szwankowało. Do 6. miesiąca ciąży straciła aż 10 kg, co było skutkiem problemów z przełykaniem. W 28. tygodniu ciąży dostała zapalenia płuc. Konieczne było cesarskie cięcie. Sebastian wspomina tamte dramatyczne chwile.

Zadzwoniła późnym wieczorem, że muszą zrobić cesarskie cięcie. Przyjechałem z samego rana, żeby się pożegnać i wesprzeć ją na duchu. Chwilę potem Ala była na świecie i od razu dostała antybiotyki.

Po urodzeniu Ali przyszedł czas na zajęcie się Ulą. Musiała przejść operację. Wiedząc jak ciężka operacja czeka jego ukochaną, Sebastian postanowił wziąć z nią ślub.

Nigdy mi się do ślubu nie paliło, ale wtedy stwierdziłem, że trzeba dać Uli więcej nadziei i pewności, że po operacji nie zostanie sama. Chciałem jej dodać wiatru w skrzydła. A gdyby podczas operacji coś się nie udało, jako nie mąż nie mógłbym o niczym decydować.

Pomimo trwającej pandemii, udało się dopełnić wszelkich formalności.

Myślałem, że wszyscy będą nam robić pod górkę i uprawiać spychologię, ale urzędnicy i lekarze, mimo koronawirusa i obostrzeń, byli bardzo pomocni. Łatwo nie było, bo samo wejście na oddział neurochirurgii graniczyło z cudem. Można było zadzwonić dzwonkiem i czekać, ale nikt nikogo nie wpuszczał. Można było zadzwonić przez telefon i posłuchać dzwoniącego za drzwiami telefonu, którego nikt nie odbierał.

Długi powrót do zdrowia

Po tym jak Ula przeszła zabieg embolizacji guza, czyli odcięcia go od naczyń krwionośnych miał odbyć się ślub. Już 15 minut po wybudzeniu rozpoczęła się ceremonia, w której świadkami byli neurochirurg i salowy. Sebastian wspomina, że Ula miała trudności w porozumiewaniu się.

Urzędnik pojawił się 15 minut po tym, jak Ula odzyskała logiczny kontakt. Miała tracheotomię, więc nie mogła mówić, jedynie skinąć głową. Sparaliżowało jej prawą rękę, więc nie mogła nic napisać. No i była otępiona lekami usypiającymi. Aby cokolwiek potwierdzić urzędnikowi, z trudem kreśliła coś lewą ręką.

Już następnego dnia Ulę czekała trwająca wiele godzin operacja. Po przebudzeniu kobieta była w stanie jedynie ruszać oczami. Wymagała fizjoterapii, dlatego Sebastian robił, co w jego mocy, aby mobilizować jej ciało i umysł.

Wyobrażałem sobie, co czuje osoba, która nie może nic powiedzieć i całymi dniami leży, nie wiedząc, kiedy jest dzień, a kiedy noc, bo w szpitalu światło było cały czas. Kupiłem MP3, a przed wyjściem ze szpitala odpalałem jej Harry’ego Pottera, prosząc pielęgniarki, by za dwie godziny zdjęły Uli słuchawki z uszu. I tak przez dwa tygodnie, po których z uwagi na COVID-19 całkowicie zabroniono odwiedzin. Ula była skazana na samotność.

Później Ula trafiła do ośrodka w Krakowie, w którym rozpoczął się żmudny proces rehabilitacji. Wszystko szło dobrze, ale niestety w styczniu Ula zapadła na zapalenie płuc. Podczas pobytu w szpitalu okazało się, że nie usunięto całego guza. Nie wiadomo, jak będzie wyglądała jej przyszłość. Wszystko zależy od tego czy guz będzie się dalej rozrastał. Obecnie Ula przebywała w domu, gdyż koszt rehabilitacji w specjalnej placówce to aż 1000 zł dziennie. Jest karmiona przez rurkę i musi korzystać z respiratora. Rodzina wydaje miesięcznie 20 000 zł na leki, rehabilitację i środki higieniczne dla Uli. Pomoc wciąż jest potrzebna, dlatego w sieci powstała specjalna zbiórka pieniędzy. Trzymamy kciuki za Ulę i jej powrót do pełnej sprawności!

4 dni temu Ula za pomocą Instagrama poinformowała o operacji wycięcia guza, która miała się odbyć kolejnego dnia. Obiecała, że mąż da znać wszystkim, jak poszło. Tak też zrobił.

 

Fotografie: Instagram

Może Cię zainteresować

zamknij